Skip to main content

TOP Kitchen – Losowo, ale ze smakiem

Kiedy staram się przypomnieć jakieś gry o przygotowaniu jedzenia, na myśl przychodzą mi następujące tytuły: Polskie smaki, Sushi GO! czy Cesarski Kucharz. Choć te tytuły grało się dość miło, to jednak są to małe gierki będące raczej zabawą. TOP Kitchen jest grą już większego rozmiaru, ale czy to gra prawdziwego zdarzenia, czy zabawa podobna do wspomnianych pozycji?

Krzątanie się po kuchni

Minimalistyczna okładka już wprowadza nas w ten kulinarny temat: mamy na niej patelnię, na której smaży się mięso, obok mamy jakieś zioła, przyprawy i noże. Bardzo podoba mi się ta realistyczna oprawa graficzna, wygląda wszystko na prawdziwe, szczególnie pod tym względem nieźle prezentuje się planszetka, która przypomina stanowisko kucharza. Elementów gry jest bardzo dużo i nie wiem, co bardziej na pierwszy rzut oka rzuci nam się w oczy. Czy będzie to masa kostek? Mnóstwo kart? Patelnia? Dla mnie osobiście właśnie ten ostatni komponent najbardziej mnie zaskoczył – malutka, zabawkowa patelnia, którą być może bawiliśmy się w dzieciństwie, a ile daje radości. Jedynie co mi brakuje, aby powiedzieć, że gra jest przygotowana idealnie, to rysunki potraw, które przygotowujemy .

Zasady gry są dość proste. Runda składa się z trzech faz. Pierwsza to organizacja i najważniejsze jej elementy to otrzymanie pieniędzy, uzupełnienie kart akcji i otrzymanie kart menu. Te ostatnie zawierają nazwę potrawy, wymagane kostki do ugotowania oraz sumy na kostkach danego koloru. Musimy zostawić co najmniej trzy potrawy, które będziemy przyrządzać. Faza zakupów to najpewniej najważniejsza część gry. Musimy zaopatrzyć się w kostki potrzebne do naszych potraw, pamiętajmy, że bez wymaganych potraw nie uda nam się przygotować dania, a to skutkuje utratą punktów. Możemy zaopatrzyć się w maksymalnie 3 kostki jednego koloru po aktualnej cenie rynku, im bardziej wykupujemy je, tym są droższe. W tej fazie możemy również używać karty akcji i kupować ulepszenia kuchni – to nie marnuje nam zakupu na rynku, wciąż możemy nabyć kostki z marketu oraz przyprawę. Właśnie, przyprawa! W rundzie mamy dostępnie dwie, niektóre łączą się z potrawami i dają dodatkowe punkty po zagraniu z nią. Zawsze w fazie organizacji niewykorzystane karty akcji możemy schować, aby na koniec przyniosły nam punkty.

Ostatnia faza jest również ważna, ale to tak naprawdę zabawa w gotowanie. Gracz po lewej bierze nasze karty menu i składa zamówienie. Dana potrawa ląduje do tabeli gotowania i rzucamy kostkami. Jeżeli otrzymaliśmy odpowiednie wyniki przygotowujemy danie, otrzymujemy punkty i pieniądze. Jak się nie udało, to kostki z nieodpowiednią sumą wracają do naszej puli. Kiedy kolejka wraca do pierwszego gracza, to dania na tabeli obniżają swój poziom – jeżeli spadną poza tabelę tracimy 4 punkty. I znów zabawa zaczyna się – jeżeli poprzedni rzut się nie udał możemy zdecydować się czy kończymy stare zamówienie, czy rzucamy kostkami na nowe danie. W zależności od liczby graczy gra się kończy po 2, 3 lub 4 punktach. Zliczamy punkty i kto ma ich najwięcej wygrywa.

Wyśmienite jedzenie

To, co spodobało mi się w tym tytule to niesamowicie oddanie klimatu kulinarnego. Motyw, że gracz bierze nasze karty i składa zamówienie jest naprawdę ciekawy, daje poczucie, że prowadzimy restaurację. Interesujące jest rzucanie kostek na patelnię, choć czujemy, że to imituje przygotowanie dania, ale główny powód, to aby kostki nam się nie waliły po stole i nie zapomnieć wyniku. Najbardziej jednak ciekawe są nazwy potraw – niektóre z nich brzmią nieco egzotycznie i niecodziennie, ale autor gry zapewniał, że są konsultowane z szefami kuchni. Kiedy sprawdziłem parę, to stwierdziłem, że faktycznie może takie coś istnieć. Inną interesującą rzeczą są kostki potrzebne do ugotowania dania – kolor odpowiada pewnym składnikom: warzywa, owoce, mięso, ryba, dodatki, czy owoce morza. Po nazwie dania już możemy domyślać jakie kostki będziemy używać, np. do pstrąga na placku ziemniaczanym w sosie mango z kiełkami soi będziemy potrzebować ryby, owoców i warzyw.

Choć nie ma w tej grze jako takiej interakcji – głownie odbywa się ona na markecie i blokowaniu gracza, aby kupował droższe składniki, jednak rzadko to się robi świadomie. Najbardziej bezpośrednią formą interakcji jest incydent, który utrudnia przygotowanie potrawy. Może podwyższyć nam wynik na kostce, obniżyć nam na tabeli danie czy sprawić, że nie działa nam sprzęt kuchenny. Osobiście niezbyt chętnie korzystam z incydentów, ponieważ gra jest losowa, więc utrudnienie komuś rozgrywki nie jest raczej czymś przyjemnym. No, chyba, że ktoś zdecydowanie prowadzi i chcemy go przyblokować. Jednak z incydentem wiąże się inny motyw – deser. Możemy go przygotować jak normalne danie, ale gdy ktoś użyje na nas incydentu możemy odrzucić deser by się przed tym uchronić.

Właśnie, losowość. Jest ona dość duża, zaczynając od dobieranych kart akcji i menu, a na rzutach kością kończąc. To jest trochę przykre, kiedy nie wyjdzie nam danie, to nie dość, że tracimy punkty, to jeszcze nie otrzymujemy pieniędzy przez to w fazie zakupów może nam ich zabraknąć, aby kupić wymagane składniki na trzy potrawy. A to oznacza kolejną utratę punktów.

Przy czwartej rozgrywce czułem się, jakbym miał deja vu. Wykonywałem podobne ruchy, podobna kalkulacja, partia wyglądała prawie tak samo jak poprzednie. Przez co tytuł nieco mi się nudził. Nie było już tej ekscytacji nazwami dań, wyglądem elementów, rzucaniem kostek, czy patelką. Tytuł jest raczej skierowany do osób nieobeznanych z grami planszowymi, więc ci powinni czerpać więcej radości z obcowania przy tym tytule.

Skalowalność tego tytułu jest całkiem niezła, im mniej osób tym mniej dzieje się na rynku, ale za to rozgrywka trwa dłużej, więc te akcje się wyrównują. Nie mniej pomijając ten aspekt oraz mniejsze emocje, to rozgrywka niczym się nie różni w każdym składzie osobowym. Dowolność i swego rodzaju modułowość jest również ciekawym elementem gry. Jeżeli chcemy spróbować czegoś nowego w rozgrywce, to warto rozważyć rozgrywkę w jednym z wariantów. Na końcu instrukcji też znajduje się notka, że gra przede wszystkim ma dostarczać frajdy i możemy dowolnie modyfikować zasady. Oczywiście w granicach rozsądku ;).

Smacznego!

To gra, którą nie gra się na głodniaka, kiedy pierwszy raz ją rozgrywałem byłem nieco głodny, a partia wyostrzyła mi apetyt. Niektóre z tych potraw brzmią naprawdę egzotycznie, ale czasem ma się myśl: „W sumie bym zjadł”. TOP Kitchen jest ciekawą kościanką w niecodziennej tematyce, a genialna oprawa graficzna, patelnia i niecodzienne potrawy, która sprawdzi się przy luźnym graniu czy w gronie mniej zaawansowanych graczy.

Plusy:

  • ładna oprawa i porządne wykonanie (ach, ta patelka!)
  • ciekawa tematyka ujęta w prostych zasadach
  • całkiem niezły poziom interakcji
  • miła rozrywka
  • dość oryginalna rozgrywka
  • wymagająca dobrej kalkulacji faza zakupów
  • emocje towarzyszące gotowaniu

Minusy:

  • dość duża losowość w gotowaniu, a nieudana potrawa odcina nas od funduszy potrzebnych do nabycia nowych kostek
  • po paru rozgrywkach tytuł nieco traci

Dziękuję wydawnictwu Quantum Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.