Skip to main content

Pyrkon 2017 – Po raz trzeci na Festiwalu Fantastyki

Tegoroczny Pyrkon upłynął dość szybko, ale na pewno był to czas pełen wrażeń. Większość imprezy spędziłem na hali wystawców, więc nagrałem się dosyć. Jak tym razem wyglądał Pyrkon w oczach maniaka gier planszowych?

Nie wiem czy pamiętacie zeszłoroczny wpis. To było krótkie podsumowanie Pyrkonu, w którym głównie marudziłem na kolejki do wszystkiego. Niemiłosiernie długie kolejki przy każdej możliwej okazji. Myślę, że większość osób w swoich relacjach nie omieszkała wspomnieć o tym, więc organizacji coś zapaliło się w głowie i postanowili ukrócić narzekania niwelując problem. Na oko ludzi było mniej niż w zeszłym roku, być może to zasługa długiego weekendu, być może coś innego, ale i tak wielki szacun za ogarnięcie tego. Miałem darmowy voucher na trzy dni, wszedłem i wymieniłem na identyfikator. I tyle. Niestety, nie było tak dobrze jak się mogło wydawać, bo zgubiłem swój identyfikator, więc musiałem jednak kupić wejściówkę. Przede mną w kolejce było może z 5 osób. Brawo, nie odczułem, że coś blokowało i bez sensu stoję!

Prawie w ogóle nie zajrzałem na Games Room, jednak z relacji moich znajomych wynikało, że poprawili kwestię rejestracji, wypożyczenia i oddawania gier. Jeszcze raz jeden wielki szacun za logistykę i organizację. Jeżeli tak ma wyglądać co roku, to kwestia podwyżki ceny za wejście wszystko przesłania. Nie byłem na żadnej prelekcji, więc szczerze mówiąc nie wiem jak tu wygląda kwestia, czy naprawdę trzeba było czekać długo na wejście czy może gadanie o czekaniu godzinę czy dwie na możliwość wejścia do sali to takie tam heheszki. Oczywiście w mojej relacji nie może zabraknąć parę słów o koszach. Pojemniki były tam, gdzie było największe na nie zapotrzebowanie, czyli przy strefie gastronomicznej. I to praktycznie wystarczyło.

Hala wystawców to w tym roku naprawdę duży pawilon z wieloma sklepami, artystami, wydawcami i wszelkimi innymi stoiskami. Było to genialne, że od razu przy wejściu północnym miało się wejście na tę halę. I bardzo dobrze, że nie była dzielona bez sensu jak w zeszłym roku. W tym miejscu każdy mógł znaleźć coś dla siebie, od drobnych gadżetów jak kubki, po książki czy komiksy na grach planszowych kończąc. Na razie temat planszówek zejdzie na bok, bowiem muszę napisać parę słów o spotkaniu z Pawłem Jarońskim. Może kojarzycie tego artystę, jeżeli nie to radzę zapoznać się z jego twórczością – są to zabawne rebusy, które wykorzystują dwuznaczność słów czy wyrażeń. Jestem pod wrażeniem jego pomysłów i zabawy z różnymi słowami, a fakt, że jest bydgoszczaninem dodaje kolejne plusy. Chwilę udało mi się z nim porozmawiać, zrobić fotkę i popełniłem u niego zakup książki, plakatu i kubka.

Większe wydawnictwa mieli rzucające się w oczy stoiska. W krótkim podsumowaniu dnia pierwszego napisałem, że nie wiedziałem, gdzie Czacha Games się schowała mimo pokaźnego stoiska. Otóż okazało się, że trochę banner mnie zmylił – był wielki szyld głoszący, że aktualnie znajduję się w Alei Artystów, więc nie spodziewałem się, że dalej są wydawcy gier planszowych. A tam jednak się krył Cube i wspomnianye Czacha Games. O ile przestrzeń zajmowana przez Cube’a wcale mnie nie zdziwiła (wszak w zeszłym roku była dość duża), to wielki szacun dla Czacha Games za wielkość swojej miejscówki. Z tej strony chciałbym też przeprosić zarówno was jak i Jarka z Imagine Realm, bowiem obiecałem wpaść i pograć, ale niestety zawsze albo moja ekipa była gdzieś indziej albo miałem inne plany. Rozegranie Wyścigu Odkrywców, Keyflowera i Wojowników Midgardu to były punkty, które uznałem za obowiązkowe.

Wcale też nie dziwi duże stoisko rebela. W końcu to jedno z rozpoznawalnych wydawnictw, a i od kilku miesięcy trąbili o rebrandingu. Szczerze mówiąc nie wiem jakie są wasze odczucia, ale trochę jestem zawiedziony, nakręcali hype, sugerowali niesamowicie dużą zmianę, wiele osób upatrywało w tym stworzenie Asmodee Polska, a tu takie coś. Słynne „jajko sadzone” Portal Games, które w ogóle nie było rozdmuchiwane jest już większą zmianą. A jak wywołałem te wydawnictwo, to warto wspomnieć, że również było i również zajmowało całkiem dużą przestrzeń. Naprawdę ciężko było ich nie zauważyć, gdzie w zeszłym roku prawie ich przeoczyłem. Blask bijący z ich stoiska oraz dźwięki wydawane przez demówkę Fuse’a (w którego zagrałem) nie pozwoliły nie zobaczyć tego miejsca.

Lucrum Games zaprosił mnie na pojedynek Najemników. Świetnie się bawiłem, całkiem dobry pomysł na promowanie tytułu poprzez walkę ludzi ze środowiska. Co prawda przegrałem, ale to dla mnie miłe doświadczenie. Poza tym osoby prezentujące gry chodzili w koszulkach z gry Jak wściekłe psy, więc to też zachęcało do poznania tytułu. W sobotę chcąc porozmawiać z Tomkiem Międzikiem, nie za bardzo mogłem to uczynić ze względu na duże oblężenie. Też smutno mi, że ostatecznie nie zagrałem w Clanka, Tomek mi obiecał, ale to ja zamuliłem się zgłosić.

Oczywiście ważne były też promocje i wyprzedaże jakie można było natrafić w tej hali. Black Monk przygotował całkiem niezłą ofertę, wodząc wzrokiem po tytułach, z chęcią w większość z nich bym zaopatrzył się. Ach, oczywiście Black Monk to praktycznie gospodarz imprezy, jeżeli chodzi o planszówki, więc ich stoisko też nie małe było. Jednak wracając do wyprzedaży nie sposób pominąć Barda, który wygrzebał ze swojego sklepu również dobry towar w atrakcyjnych ceniach. Również u Lacerty można było po taniości kupić niektóre ich tytuły, w szczególności zapamiętałem Genuę i Szklany Szlak.

A jak wywołałem wilka z lasu, to wypróbowałem też nowości wydawnictwa Lacerta, czyli Wilkołaki oraz Park Niedźwiedzi. Pierwsza to wariacja na temat mafii, która rozstrzyga się przez jedną noc, a druga jest najprościej mówiąc Patchworkiem nie tylko na dwie osoby. O tych, i innych zagranych grach wspomnę szerzej w Pierwszej Krwi. A te inne gry to (poza wspomnianymi) Century: Korzenny szlak od Cube’a oraz Piraci 7 mórz i Ice Cool od rebel.

Oczywiście kręcący się tu i ówdzie cosplayerzy to również element stały Pyrkonu. Moi znajomi próbowali sił (i trzeba przyznać, że im wyszło! Gratulacje za próby, odwagę i udany efekt), ale mnie nigdy nie ciągnęło do tego. Może za rok (tak, tak, powtarzam drugi raz z rzędu). Jak zawsze moda na jakąś postać czy film wyznacza trendy w cosplayu – tym razem była to Harley Quinn z Legionu Samobójców. I znów zawaliłem sprawę i mam za mało zdjęć z cosplayerkami :(.

Pyrkon 2017 upłynął pod znakiem dobrej zabawy oraz mnóstwa rozegranych gier planszowych. Dziękuję za wszystkie partie, za wszystkie rozmowy, za cudowny czas. Wiem, że było naprawdę dużo atrakcji, trochę znów żałuję, że nie zajrzałem na blok gier elektronicznych oraz choćby na jedną prelekcję. Pojechałem bez planu, nawet nie wiedząc co się dzieje, zakładając, że spędzę czas na graniu w planszówki. Tak właśnie było, ale pewno co niektórzy wolą spotkania autorskie z pisarzami, sesje RPG, LARP-y i inne sprawy związanie już bardziej z fantastyką niż gry planszowe. Jestem planszówkowiczem i czuję się pod tym względem spełniony – a zatem do zobaczenia za rok.

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.