Skip to main content

Pierwsza krew – Jak wściekłe psy

Kojarzycie ten film Tarantino? No, ja nie oglądałem, ale wiem, że grupa losowych gości mający pseudonimy od kolorów planuje napad na bank. Tutaj jest podobnie, ale jesteśmy już po tym skoku i chcemy się podzielić kasą. Nie jesteśmy jednak chętni, aby się dzielić z innymi.

Koncept gry jest banalny. Mamy chwilę czasu na naradę i decyzję kogo chcemy ustrzelić. Możemy sugerować innym graczom kogo mają wybrać, ale musimy zrobić to dyskretnie, aby sam zainteresowany się nie dowiedział o kogo chodzi. Jak wszyscy dokonali wyboru, odkrywamy karty – z rozgrywki odpada osoba, która zdobyła najwięcej głosów oraz wszyscy, co na nią nie głosowali. Ten proces powtarza się tak długo aż wszyscy giną, zostanie jedna osoba lub dwie. Pierwsze dwa przypadki są banalne: w pierwszym zabawa zaczyna się od nowa, a w drugim żywy zgarnia całą pulę łupów. Jednak jak zostanie dwójka to dalszy przebieg jest trochę inny, gdyż za pomocą kart gracze wybierają czy kradną cały łup, dzielą się nim czy biorą jedną kartę i spadają. W zależności od ich wyboru może wydarzyć się coś innego. Rozgrywka kończy się jeżeli ktoś zbierze łup o łącznej wartości 24.

Kojarzycie może Ka$ę i spluwy? Ten tytuł jest dość podobny, jednak wyłuskano tylko samo mięso. Zawsze jest ryzyko, i mocne emocje kiedy odkrywamy kartę i dowiadujemy się czy mieliśmy dobry strzał czy nie. W przeciwieństwie do wspomnianego tytułu możemy ustrzec się przed atakiem na nas. Jeżeli czujemy albo mamy jakieś przesłanki, że to my będziemy celem możemy zastawić zasadzkę, a następnie dokonujemy egzekucji jednego gracza, który do nas strzelał.

Wiele zależy od towarzystwa, w którym przyjdzie nam rozegrać partię. Lucrum Games sądzi, że lepiej się gra w nowym gronie, bo nie wiemy czy możemy sobie zaufać. Jestem odmiennego zdania, bowiem wśród nowych osób ciężko mi snuć intrygi. A właśnie to też jest sendo tego tytułu, aby zdobyć sprzymierzeńców, a innych wrobić. Również w odpowiednim gronie można wczuć się w klimat. Kiedy ja próbuję kogoś przekabacić, ktoś z drugiego końca może snuć swoje intrygi i chcieć mnie wyeliminować. A z nowymi jest różnie, Gambit mówił, że miał tak ekstremalny przypadek, że w grupie nikt nie dyskutował, nikt się nie odzywał, nie było żadnej intrygi, tylko proste wybranie karty i już. Wtedy gra jest bez sensu i nie ma żadnej zabawy. Ja nawet będąc „martwy” ciągle nawijam i staram się coś ugrać – chociażby aby wyeliminować gracza z większą liczbą sztabek niż ja.

Ta karcianka ma dla mnie pewien minus: jest od 6 graczy. Owszem, może przydać się na imprezę, jakieś spotkanie integracyjne czy inny element socjalizacyjny. Niestety, ja jednak dużo częściej gram w gronie 3-4 osób, więc cóż mi z tego, że można rozegrać partię od 6 do 12 osób?

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.