Skip to main content

Mow – Lata mucha koło krowiego ucha

I czarna krowa białe mleko daje.
Samuel Linde

to nie tylko nazwa gry, ponoć to dźwięk, który wydają szwajcarskie krowy. Cathala i krowy? No nie mogłem przejść obojętnie albo się nie nazywam PowerMilk.

Krówki i muszki

Gdyby chociaż mucha zjawiła się, mogłabym ją zabić
A później to opisać…
Hey, Teksański

Gry Bruno Cathali kojarzą mi się z kolorową grafiką i przyjemną oprawą, jednak kiedy zobaczyłem pudełko do tej gry, czułem odrazę. Czarne opakowanie z dominującą ciemną kolorystyką nie zachęcało do rozgrywki, co więcej rysunki na kartach są pokraczne i karykaturalne. Zupełnie się tego nie spodziewałem, nie bardzo rozumiem czemu ta szata graficzna jest tak brzydka… Jedynie w wykonaniu podoba mi się pudełko, które muczy po otwarciu, choć jeżeli musimy często do niego zaglądać (np. sięgając po instrukcję czy chowając elementy po partii), to ten humorystyczny element już drażni.

Po przetasowaniu talii gracz otrzymuje po 5 kart, najmłodszy rozpoczyna rozgrywkę. Każda krowa ma jakiś numer, będziemy dokładać je do stada tworząc oś. Zatem możemy zagrać kartę o numerze wyższym od najwyższej karty stadzie lub niższym od najniższej karty w stadzie (nigdy równy!). Jeżeli jakiś gracz nie może lub nie chce zagrać karty, zgarnia aktualne stado i kładzie przed sobą (ta talia nazywana jest oborą), a następnie wykłada kartę tworząc nowe stado. Nieważne jak dołożyliśmy kartę, na koniec swojej rundy uzupełniamy rękę do 5. Jeżeli zagraliśmy specjalną kartę (pozwala blokować stado z jednej strony, czy wejść jakiejś w środek stada), możemy zmienić kierunek rozgrywki. Jeżeli wyczerpie się talia kart do dobierania i ktoś zbierze aktualne stado, to kończy się runda. Wkładamy naszą rękę do obory, i liczymy ile mamy w niej much. Gramy tyle rund, aż ktoś zdobędzie co najmniej 100 much, osoba, która w rundzie zdobyła najwięcej much zaczyna nową. Zwycięzcą jest osoba mająca najmniej punktów karnych na koniec gry.

Muuuu… cha cha :)

Nawet święta krowa potrzebuje byka.
Harold Pinter

Ten tytuł to swoiste połączenie mechanik znanych z 6. bierze! i Timeline. Jest to całkiem zabawny tytuł, który z połączeniu odrobiną negatywnej interakcji dostarcza wielu wrażeń. Blokowanie stada? Zmiana kierunku zagrywania kart, aby kogoś wkopać? Zagranie karty specjalnej, by się wtrynić? Wszystkie chwyty są dozwolone.

A co do wszystkich chwytów – choć przypomniałem innym, że można brać stado nie tylko jeśli jesteśmy do tego zmuszeni, to rzadko kto korzystał z tej okazji. Sam spróbowałem brać je, jeżeli jeszcze nie było żadnych much albo latała jedna lub dwie. Wtedy, mimo sporej liczby kart w oborze, to miałem stosunkowo mało much.

100 punktów może wydawać się dużo, zwłaszcza, że przy SheepzZZ mówiłem, że te 75 poduszek to jednak sporo. Jednak punkty karne zdobywa się dużo szybciej niż wspomnianym tytule. Zagracie 3 lub 4 rundy Mow i już koniec gry. Nie będą to akcje wypełnione nudą, tylko śmiechem i kombinatorstwem. Każda kolejna partia, to świetna zabawa z innym podejściem każdego gracza do gry.

Niefortunną grę dwuosobową rozwiązano przez prowadzenie wirtualnego uczestnika zabawy. Ten w swojej turze zagrywa kartę z wierzchu, jeżeli może zagrać, to robi to – w przeciwnym wypadku zbiera oborę. I tak, ten gracz może wygrać. W nowszej instrukcji (którą posiadam) opisane jest zagranie gwiaździste trzech stan, każdy gracz będzie naprzemiennie zagrywał do każdego z ich. W zależności od liczby graczy używamy jednej lub dwóch talii – w tej drugiej dochodzą nam nowe karty specjalne, którymi możemy dręczyć rywali. Pomysł podziału na dodatkowe stosy kart, które są zależne od wariantu osobowego, uważam za nad wyraz udany.

Co może drażnić w tej pozycji, to losowość. Nie raz było tak, że którąś kolejkę z rzędu ta sama osoba nie mogła dołożyć karty do stada. Może to wynikać z bezlitosnego działania przeciwnika, który mimo niewielkiej różnicy w kartach blokuje jedną stronę rzucając coś, co sprawia, że różnica między wartościami jest już ogromna. Jednak pech to pech, gdy ta sama osoba bierze karty do obory po raz n-ty może to trochę demotywać do kolejnych rozgrywek.

Muszę mieć tę muchę?

Pamiętajmy, że nie każda mucha zjedzona w Hiszpanii jest afrodyzjakiem.
skecz Hiszpańska mucha kabaretu Słuchajcie

Mow jest całkiem zabawną grą, która powinna trafić do osób lubiących gry logiczne pokroju 6. bierze!. Szczypta negatywnej interakcji, nieco losowości i masa frajdy to cechy charakterystyczne tego tytułu.

Plusy:

  • mechanika, która spodoba się fanom 6. bierze!
  • odrobina negatywnej interakcji, w której możemy blokować rywali
  • wymaga nieco pomyślunku i kombinowania
  • każda partia dostarcza inne wrażenia
  • całkiem dobra dynamika rozgrywki
  • interesujące działanie kart specjalnych
  • ciekawy tryb dla dwóch graczy oraz dodatkowa talia dla 6 i więcej osób
  • muuuuuuuuuuuuuuuuuczące pudełko

Minusy:

  • charakterystyczna szata graficzna, która nie przypadnie każdemu do gustu (dla mnie jest brzydka)
  • losowość czasem daje w kość i nie zachęca do dalszych rozgrywek.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.