Skip to main content

Wyrocznia Delficka – Gra przygodowa na miarę Felda

Słyszałem, że Stefan Feld ma w swoim portfolio grę imprezową. Te dwa elementy dla mnie zupełnie się wykluczały, a opowieści na temat tej pozycji były zgodne. No bo co to za imprezówka, w której ciągle się kalkuluje i optymalizuje ruchy? Zero zabawy. Każdy, kto zetknął się z It happens… mówił, że to dobra gra, ale imprezówka żadna. Kiedy usłyszałem, że Wyrocznia Delficka to gra przygodowa, to jakoś nie byłem do końca przekonany…

12 prac śmiertelnika

Choć fabuła jest dość umowna, to warto i tak ją przytoczyć. Zeus szedł na ziemię i postanowił zaprosić śmiertelnika na ucztę na Olimpie. Jednak to nie może być byle jaki śmiertelnik. Musi on udowodnić, że jest tego wart, więc zleca śmiałkom 12 prac. Kto pierwszy je wykona dostąpi zaszczytu uczestnictwa w boskiej uczcie. Pewno w głowie macie pytanie „a gdzie w tym wszystkim jest wyrocznia?”. Zobaczycie :).

Okładka przedstawia Pytię w transie, jest spowita jakimś dymem, w czarach palą się różnokolorowe płomienie ognia, które ukazują różne wizje, a parę osób przygląda się z przerażeniem temu niecodziennemu zjawisku. Koncept ilustracji frontowej jest bardzo dobry, czuć od niego mistycyzm, zaś sama kreska jest bardzo miła dla oka. W ogóle cała szata graficzna w tej grze jest bardzo udana, przejrzysta, czytelna i przyjemna. Ogółem elementy są dobrej jakości: sporo żetonów, trochę drewna, nietypowa modułowa plansza, dużo kart, itp. Jedynie co mnie zmartwiło, to fakt, że w moim egzemplarzu jeden ze statków był wybrakowany, jednak szybki kontakt z wydawnictwem i sprawa załatwiona.

Nasze akcje będą zależne od wyników na kostkach Wyroczni, która co turę będę dawała nam nasze wskazówki. Wykonując jakąś czynność poświęcamy kostkę i może być ona zależna od koloru ścianki lub nie. Podstawową możliwością jest ruch, plansza składa się z pól różnego koloru, korzystając z kostki możemy przesunąć się o maksymalne trzy pola, ale zakończyć musimy ruch na polu wybranego koloru. Inne czynności powiązane z konkretną barwą odnoszą się do naszych prac. Dowolną kostką możemy dobrać kartę wyroczni, podejrzeć kafelek wyspy czy zaopatrzyć się w żeton łaski. Zadanie jest proste, kto pierwszy wykona wszystkie zadania zlecone przez Zeusa i wróci do niego, ten wygrywa.

Wyścig na archipelagu

Szybko okazuje się, że mimo, że to gra wyścigowa, to wymaga pewniej strategii i planowania oraz zdania się na los. Feld postanowił zrobić coś innego niż tradycyjna sałatka punktowa. Już sam fakt, że mamy bitwy z potworami, przenoszenie pomników, składanie darów i podobne zadania pokazuje, że elementy strategiczne są wymieszane ze szczęściem.

Kostka raczej nie jest elementem, z którym kojarzą się pozycje tworzone przez pewnego wysokiego Niemca, a przynajmniej nie jest wykorzystana, aby nią rzucać. Mimo tego pewnego czynnika losowego, dzięki żetonom łask możemy kontrolować nieco kostki, a dokładnie ich kolory – aby zmienić barwę musimy przesunąć w lewo na żądany kolor na naszej planszetce i poświęcić tyle żetonów łask, o ile pól nastąpiło przesunięcie. Dodatkowo możemy zaopatrzyć się w karty wyroczni, które są dodatkową wirtualną kostką w dobranym kolorze.

Żeby nie było za łatwo i ograniczyć nasz pęd, co rundę narażamy się na gniew Tytana, który może zadać nam jakieś rany. Mamy 3 rany w tym samym kolorze lub 6 jakichkolwiek? Nasza tura przepada. Odpowiednio kombinując możemy opóźnić naszą agonię i zużyć jedną kostkę, aby odrzucić wszystkie rany w jej kolorze. Nie mniej jakbyśmy nie męczyli się nad ruchem, w pewnym momencie staniemy nad dylematem czy oczyścić ranę czy brnąć w wyścigu. Zablokowanie na kolejkę to też nie jest zła opcja, bowiem odrzucamy dowolne trzy karty ran. Właściwie

Jeżeli miałbym wskazać poważną wadę, to pewna nieprecyzyjność instrukcji. Nie mówi ona, że możemy wykonać tylko prace niż te, które zostały przydzielone. Mimo dyskusji i wymiany zdań z polskim wydawcą nie jestem przekonany, że nie można wykonywać zadań przeciwników. Instrukcja nie ma napisane wprost, że nie można, a stwierdzenie, że wygrywa się jeśli zrobimy własne nie jest równoznaczne z tym, że tylko te musimy zrobić. Ale po co w ogóle zrobić prace naszych rywali? Bo w ten sposób możemy zablokować im wygraną, stąd pytania o taką możliwość. Zabijając potwory możemy doprowadzić, że ktoś nigdy nie wygra.

Przy pierwszej rozgrywce zauważyłem pewien szkopuł. Mianowicie setup jest grą samą w sobie. Rozkładanie tych wszystkich elementów, co gdzie i jak nie jest przyjemny, a w dodatku dość żmudny. Kiedy w połowie przygotowania do partii stwierdziłem, że coś nie gra cierpliwość graczy sięgała zenitu, a ja sam musiałem spędzić kilka minut, aby zrozumieć jaki błąd popełniłem. Trochę drażni też fakt, że towarzysze nie są przetłumaczeni, no tego Theseus zamiast Tezeusz nie przecięrpię, skoro nie było specjalnie dużo elementów wymagających polonizacji.

Przez różne ułożenie planszy oraz jej modułowość wrażenia z każdej partii będą inne. W dodatku mamy łodzie i ich usprawiedliwienia, które dodają asymetryczności. Kilka pomysłów i możliwości ruchu oraz rozwoju, a dodatkowo odpowiednie wykorzystanie boskich mocy daje niezłą regrywalność. Skalowalność już jest inną kwestią, na czterech graczy czasem przysypiałem oczekując na kolejkę, a na dwóch nie było już tej interakcji. Zdecydowanie rozgrywki trzyosobowe były zrównoważone pod każdym względem.

A Zeus w dobrym humorze

Choć łatwiej mnie namówić na partię Trajana niż Wyroczni Delfickej, to doceniam starania się autora, aby oderwać się typowych gier w swoim typie. Pomysł na zrobienie gry przygodowej w wyścigowym klimacie, nie odstępującej niczym od optymalizacyjnych tytułów. Mimo wspomnianych ujm, gra jest dość ciekawa. Nie mniej odbiór moich znajomych był różny – od uwielbiana, po uznanie za najgorszą grę. No cóż, są gusta i guściki.

Plusy:

  • dość proste zasady
  • interesująca mechanika, choć jest inna od typowych gier Felda
  • dość ciekawy pomysł wyścigu o zadania
  • dobra regrywalność
  • kontrola nad losowością

Minusy:

  • nieprecyzyjna instrukcja, która pozwala blokować wygranę innym graczom
  • nierówna skalowalność
  • bardzo żmudny i długi proces przygotowania gry

Dziękuję wydawnictwu Fullcap Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Fullcap Games

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.