Skip to main content

Planszówki nad morzem. Wersja druga, poprawiona – W klasztorze Kosza-lin

Miałem w zeszłym roku wybrać się na tę imprezę, ale koleje losu zadecydowały inaczej. W tym roku te wydarzenie zbiegło się z innym, ale stwierdziłem: przecież na wiosennej edycji GRAMY! już byłem, to czas wybrać się do Koszalina. Jak postanowiłem, tak zrobiłem.

Planszówki nad morzem odbywały się w koszalińskim Gimnazjum nr 6. Po wejściu miałem do czynienia z najbardziej nietypową akredytacją, bowiem za gdżaczy robiła dwójka… dzieciaków. Można pisać i bić pianę o zaganianiu nieletnich do pracy, można też stroić z tego żarty, ale było widać maluchy miały z tego powodu świetną zabawę, a w dodatku swoje obowiązki wypełniały bardzo sumiennie.

Za Games Room służyła sala gimnastyczna wypełniona stołami. Według mnie było wszystko dobrze rozłożone. Wchodzę do sali, od razu widzę wypożyczalnię. Moja zmora, czyli śmietniki (prawie zawsze piszę o nich, przy relacjach) rozlokowane tak, że widzę ich położenie i nigdy nie były przepełnione. Nawet został zapewniony punkt z jedzeniem.

W wypożyczalni była dostępna szeroka gama gier do wyboru. Były w niej znane, rodzinne tytuły (np. Wsiąść do pociągu), coś dla geeków (np. Chaos w Starym Świecie), a nawet gry niewydane w Polsce (np. Doom). Aby wypożyczyć jakiś tytuł, należy się zarejestrować, ale nie był to uciążliwy proces – wymagane było podanie swojego imienia i nazwiska oraz numeru telefonu. Kiedy chciało się wypożyczyć grę, podchodziło się do stoiska i mówiło, że bierze się taką a taką grę na takie nazwisko. Z oddawaniem było analogicznie. Gdyby nie pewien precedens, ten proces szedłby jeszcze sprawniej. Zdarzało się, że ktoś był z przodu z jedną grą, a dalej mama czy kolega nadal wybierali gry. No i wtedy okazuje się, że kolejka nie idzie, bo 1. Osoba z przodu mówi, że jeszcze ktoś z rodziny wybiera gry i poczekać na niego. 2. Okazuje się, że zamiast jednego tytułu należy zapisać trzy lub więcej. Nie wiem jak często miało miejsce takie zjawisko, ale skoro na dwa wypożyczenia (tak, wypożyczałem tylko dwie gry w ciągu całego wydarzenia, w dodatku w niedzielę, ale o tym później) taka sytuacja zdarzyła się 3 razy – dwa razy przy wypożyczeniu, raz przy oddawaniu – to może okazać się, że jednak to nie był byle jaki incydent. Mimo tego wydawanie gier szło płynnie, ale można było zrobić osobne stoisko do wydawania i odbierania planszówek lub ktoś z obsługi mógł zwrócić na to uwagę.

Ten nieprzyjemny przypadek – który i tak dało się znieść – to jedyny zarzut odnośnie tej imprezy, reszta była naprawdę dobrze zorganizowana. Na chwilę wrócę do stanowiska z jedzeniem rozwijając wypowiedź. Za posiłki odpowiedzialna była firma Pasta in box. Można było u nich zakupić makaron, kawę i dobrą lemoniadę. Cena była całkiem niewielka, a porcja sycąca. Jeżeli ktoś znudził się makaronem lub nie przepada za tym przysmakiem albo z jakiegoś innego powodu, to zawsze mógł zamówić jedzenie z dowozem na miejsce (są przecież odpowiednie strony). Polecam Mexico Bistro w Koszalinie, w niedzielę zamówiłem – szybka dostawa, jedzenie dobre, porcja odpowiednio duża i cena też przyzwoita (wpis nie zawiera lokowania produktu :P).

Mimo raczej lokalnego wymiaru tej imprezy, nie zabrakło kilku wystawców: Black Monk, Board & Dice, Eration, Nasza Księgarnia, Phalanx, sklep Planszostrefa, czy Quantum Games. Nie zapominajmy, że te wydarzenie działo się w tym samym czasie, co Festiwal GRAMY!, który jest bardziej rozpoznawalny, więc według mnie to jest i tak to dobra liczba wystawców. Parę słów o Erationie, bo pewno nikt o nich nie słyszał – gdyby nie Planszówki nad morzem, to bym też nie wiedział, że ktoś taki istnieje. To młoda koszalińska firma, która będzie próbować swoich sił na Kickstarterze, wydając grę 4X. Rozegrałem prototyp, być może będę pisał pierwsze wrażenia z tej rozgrywki. Niektóre wydawnictwa miały ze sobą prototypy nadchodzących gier, będę je też opisywał w tekstach na blogu. A będzie o czym pisać. Praktycznie całą sobotę spędziłem u Black Monka, a u Board & Dice wypróbowałem Pocket Marsa. W niedzielę odwiedziłem wydawnictwa, które nie zdążyłem w sobotę. Nasza Księgarnia uraczyła mnie rozgrywką w Wielką Ucieczkę, a Quantum Games pokazało TOP Kitchen i ich najnowszy produkt, czyli Elementum (cały czas w fazie rozwoju, ale widać, że już raczej na ukończeniu). No i potem dwie gry z Games Roomu, z czego jedna mi nie znana.

Ach, i były turnieje :P. Co prawda organizował je Black Monk. Nie wiem do końca jaka była frekwencja, ale nie było aż tak źle. Jeszcze lepszą sytuacją by było, jakby więcej wydawnictw zdecydowało się na turniej.

Ten fakt zarejestrowałem dopiero po imprezie. Na większości konwentów, czy innych wydarzeniach planszówkowych jest niesamowity hałas. Na Nocach Planszówek rozgrywanie Avalona, Mamy Szpiega!, czy tytułów, w których warto słuchać co inni gracze mówią jest niesamowitą udręką przez jeden wielki szum rozmów (szczególnie, gdy ktoś niedosłyszy). Natomiast na tej sali nie było tego efektu, była dobrze wytłumiona. A im ciszej, tym chętniej poznaje się nowe planszówki, bowiem nie drażni żaden hałas. Co prawda nie wiem, co by się stało jakby ktoś wyciągnął nagle Palce w Pralce (a było w wypożyczalni), ale myślę, że ten spokój jednak zostałby zniszczony.

Zastanawiając się, dostrzegłem pewien element, który można dopieścić. Przydaliby się wolontariusze, którzy wyjaśnialiby reguły planszówek lub chociaż umieliby wskazać, kto wie coś o niej. Piotr, jako organizator, mimo wszystko starał się jak może wspomóc osoby, które chcieli poznać jakiś tytuł. Sam wyjaśniał zasady lub szukał osoby znającą daną pozycję – mnie dwa razy złapał pytając się o reguły. Słyszałem też, że Windziarz wyjaśniał, co umiał – nie tylko gry Naszej Księgarni.

Planszówki nad Morzem mają pewne elementy do wyszlifowania, ale ogółem jestem bardzo zadowolony, że postanowiłem pojechać do Koszalina. Mimo świeżego startu, osób było dość dużo (a i tak były stoliki do grania, co dla mnie jest plusem, że nie musiałem zajmować podłogi). Widać, że te wydarzenie miało charakter przede wszystkim familijny, dużo rodzin z dziećmi przybyło i mam nadzieję, że większość z nich złapała bakcyla do planszówek. Jestem zadowolony z rozmów jakie odbyłem, poznanych tytułów i tej miłej atmosfery. Już teraz mówię: do zobaczenia za rok!

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.