Skip to main content

Great Western Trail – Tańczący z krowami

Czarna krowa w kropki bordo
gryzła trawę kręcąc mordą.
Kręcąc mordą i rogami
gryzła trawę wraz z jaskrami.
Joanna Kulmowa, Czarna krowa w kropki bordo

Jaka może być tematyka gry planszowej traktującej o Dzikim Zachodzie? Oczywiście, że pierwszą myślą są pojedynki pomiędzy grupą złych, a dobrych. W dalszej kolejności sądzimy o rozbudowie jakiegoś miasta lub zarządzania nim. Ale czy ktoś stwierdził, że gra o ranczerach pędzących swoje bydło przez Stany może być częścią Dzikiego Zachodu? Okazuje się, że tak, bowiem Great Western Trail właśnie porusza ten temat.

Wielki wypas

Choć dasz krowie kakao, nie wydoisz czekolady.
Stanisław Jerzy Lec

Ta pozycja ma najdziwniejszą okładkę jaką widziałem. Kojarzy mi się ona z grą Desperados, którą za młodu zagrywałem się na PC. O ile na początku 2000 roku taki render był codziennością, to obecnie będzie uznany za brzydki. 3 nienaturalne, komputerowo wygenerowane twarze spoglądają na nasz z ilustracji frontowej. Na szczęście to jest jedyny słaby element graficzny tej pozycji. Reszta oprawy jest raczej ładna: czytelne żetony budynków, dobrze zilustrowana plansza, no i chyba najlepiej prezentują się karty krów. Jakość wydania również jest porządna, za tę cenę otrzymujemy całkiem sporo żetonów, kart i drewnianych znaczników. Wszystko solidnie wykonane: żetony dobrze sztancowane, drewienka nie są ułamane, ani nie mają odprysków farby, a karty wygodnie się trzyma i są dostatecznej grubości. Taka jakość jest już praktycznie standardem, ale zdarzają się wyjątki od tej reguły, więc jeszcze warto chwalić grę za dobre wykonanie. Muszę przyznać, że spodobały mi się informacje, które zostały zawarte na planszy, w prosty sposób możemy przypomnieć sobie elementy setupu, czy rozgrywki.

Instrukcja to jakieś 20 stron dość drobnego tekstu, a i tak zdarza się na boku jakaś ramka przypominająca o regule lub wyjątku. Mimo dość szczegółowego i obszernego spisu zasad, są one dość intuicyjne i oczywiste, o ile poznamy znaczenie ikonografii. Nie będę męczył wasz zasadami, tylko skrótowo wyjaśnię co się dzieje. Tura składa się z trzech faz: ruch, akcje i uzupełnienie kart. Początkowo mamy określoną liczbę punktów ruch, które się wydaje po wejściu na budynek lub zagrożenie. Nie musimy wydawać wszystkich punktów. Następnie jeżeli stoimy na budynku naturalnym lub swoim, to korzystamy akcji dostępnych na nim (również możemy zrezygnować), jeżeli jest to budynek przeciwnika lub zagrożenie, korzystamy z jednej akcji pomocniczej. Uzupełniamy rękę do 4/5/6 kart w zależności od stopnia rozwoju. Prędzej czy później dojdziemy do Kansas City, w którym sprzedajemy swoje krowy i wysyłamy do innych miast, skąd czerpać będziemy głównie nasz zarobek. Co jakiś czas będziemy uzupełniać rynek pracy nowymi ludźmi, kiedy żeton na tym rynku spadnie poza planszę gra się kończy. Notatnik uwzględnia za co należy policzyć punkty, a kto ma ich najwięcej wygrywa.

Wiem, bardzo skrótowo. Jeżeli jednak ktoś jest bardziej dociekliwy i interesuje się jakie są zasady, to zapraszam do obejrzenia filmu na vlogu Regały Marcińskie. Trwa on prawie pół godziny, ale naprawdę warto – dzięki niemu przełamałem się i przeczytałem instrukcję, a w dodatku Marcin bardzo dobrze wyjaśnia prawa rządzące się tym tytułem, więc zdecydowanie łatwiej je przyswoić.

Ale jak to przez całą Amerykę?

I czarna krowa białe mleko daje.
Samuel Linde

System podróży po Stanach nie narzuca nam żadnego tempa, każdy gra odpowiednio szybko jak mu pasuje. Nie ważne czy zatrzymuje się na każdym budynku chcąc ubić sensowny interes i polepszyć swoją pozycję czy pędzi do Kansas, bo ma dobrą rękę. W pewnym momencie, gdy gracze widzą, że zbliża się koniec gry albo nie sensu budować lub rynek pracy nie ma dobrych ofert, to i tak każdy nieco przyśpiesza. Najczęściej na początku prawie każdy zatrzyma się przy każdym budynku, a potem będzie omijać te mało korzystne. Zwłaszcza, że będą się pojawiać nowe, stawiane przez nas, które przynoszą więcej korzyści niż standardowe.

Część przeszkód każe uiścić opłatę za przejście. Budynki graczy też mają myto. Alternatywne drogi do tego samego miejsca pozwolą nam wybrać najlepszą dla nas. Jeżeli na ścieżce stoi budynek przeciwnika, może warto wybrać inną drogę i stracić podobną kwotę, ale dać ją do banku? Taki ruch przeważnie będziemy wybierać jeżeli nie chcemy, aby bogacił się najbardziej zamożny gracz.

W większości przypadków gra jest dynamiczna. Przy partii w maksymalnym składzie osobowym może wystąpić pewien zastój ze względu na spore zabudowanie Stanów Zjednoczonych, wtedy będziemy kombinować nad omijaniem budynków przeciwnika czy poruszeniem się w taki sposób, aby stanąć na swoim. Oczywiście położenie budynków już jest pewnym objawem strategii, możemy blokować rywala i zmuszać go do przejścia przez nasz teren. Zatem w gruncie rzeczy skalowalność jest dobra, czasem trzeba dłużej poczekać na swoją turę, ale nie jest to nagminne czy uciążliwe.

Chyba najbardziej lubię w tej grze system rozwoju. Po dostarczeniu swoich krów ściągamy znacznik z naszej planszetki odblokowując kolejne akcje. W większości przypadków odblokowanie dostępu jest darmowe, ale za niektóre należy zapłacić, otrzymujemy punkty lub zwiększamy fundusz. Co ciekawe, część znaczników jest czarna, możemy je położyć tylko na czarnym polu (ale też na tych miejscach możemy kłaść białe). Zatem przemyślana strategia i możliwości rozwoju pozwolą nam uzyskiwać większy zysk. Jedną z pierwszych akcji, które odblokowuje jest zwiększony dociąg kart – przez co można mieć większą różnorodność w kartach. Oczywiście jest to opcja z czerni pola, więc dopiero przy trzecim lub czwartym pobycie w Kansas City udaje mi się odblokować tę akcję.

Losowość objawia się głównie w doborze kart, reszta jest całkowicie jawna i zależy od nas – co chcemy sprzedać, co wymieniamy, do jakich budynków idziemy, itp. Kiepską rękę możemy zmodyfikować sprzedając krowy w budynkach lub wymienić z akcji pomocniczej. Czyli nie taka straszna ta losowość. Decyzyjność w tej pozycji też jest całkiem niezła i ma wpływ na naszą rozgrywkę. Prędkość naszego spędu do Kansas City, kupowane budynki, zdejmowane znaczniki, używanie akcji, sprzedaż krów, itp. Jest trochę tego i właśnie nasze wybory będą określać jaki będzie nasz zarobek.

Również należy docenić regrywalność tytułu, już inny skład osobowy dostarcza nam innych wrażeń. Pomijam też taką oczywistość jak różny dociąg kart czy inny wybór drogi czy budynku daje inne efekty. Dodatkowo w zależności od stopnia zaawansowania możemy ustawić inaczej budynki neutralne oraz grać na stronie B naszym budynków lub nawet dowolnie pomieszać.

Wreszcie w Kansas City

Krowa, co wiele ryczy, mało mleka daje.
Przysłowie polskie

Great Western Trail to dobra gra z dużą decyzyjnością i wieloma drogami do wygranej. Szukanie dobrych ścieżek, zastawianie pułapek na przeciwnika i sprzedawanie krów po najlepszej cenie to naprawdę niezła zabawa.

Plusy:

  • samemu możemy dostosować tempo rozrywki
  • informacje o zasadach umieszczone na planszy
  • wiele dróg do wygranej
  • całkiem spora decyzyjność
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • kilka sposobów na kontrolę swojej talii
  • motyw z rozbudowaniem stosu kart
  • kilka sposobów na uprzykrzanie życia przeciwnikom

Minusy:

  • koszmarna okładka

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Lacerta

powermilk

PowerMilk. Największy fan Bruna Cathali w Polsce. Lubię planszówki. Lubię programować. I lubię seriale.