Skip to main content

ZjAva8 – Najbardziej ograny konwent

W tym roku ZjAva trwała 3 dni, niestety, nieważne jakbym planował, to nie dałem rady jechać na piątek. Zatem świetnie się bawiłem zarówno w sobotę i niedzielę. Impreza odbyła się w gimnazjum na ul. Deotymy. To już 8. edycja tego przedsięwzięcia, a ja wylądowałem w Warszawie po raz czwarty.

Organizacja

W tym roku zapomniałem wypełnić formularz przedakredytacyjny, ale i tak gżdacz, który mnie obsługiwał bardzo sprawnie wykonywał swoje obowiązki. Trochę mam żal, że nie upomniał mnie, że z pośpiechu zostawiłem na ladzie informator, ale ostatecznie nie był mi on potrzebny. Tradycją ZjAvy jest charakterystyczna zmiana obuwia, w końcu wydarzenie te odbywa się na terenie szkoły.

Cały konwent – nie licząc czasu mojej prelekcji – spędziłem na Games Roomie. Nie wiem jakie były inne prelekcje, nie interesowałem się czy są cosplaye (o ile były), RPG-i, czy LARP-y. Tylko ja i gry. No nie do końca, w tym roku moim towarzyszem był Kamil z Kostki zostały rzucone, później poznałem też drugiego redaktora tego serwisu – Marcina.

Praktycznie wszystko było analogiczne jak w zeszłym roku. Sala gimnastyczna wypełniona była stolikami do grania, wydawcami oraz wystawcami. Na okrągłych dużych stołach wydawcy prezentowali swoje gry: jeszcze niewydane, prototypy, nowości i bardziej znane tytuły. Tuż za rollupami był faktyczny games room – miejsce, w którym można było zagrać gry z wypożyczalni oraz prywatne tytuły. Przy ścianach dostępne były stoiska wystawców – nie były to tylko wydawcy lub sklepy z grami, ale również inni sprzedawcy oferujący odzież dla geeka, biżuterię, steampunkowe gadżety, wszelkiego rodzaju popkulturowe kubki, a nawet słodycze prosto z Japonii.

Wszystko naprawdę ładnie i dobrze zorganizowanie. Nie mniej w tej beczce miodu jest niewielka dawka dziegciu. Nie wiem czemu tak uparłem się na ten temat, ale prawie każdej imprezie się oberwało. Nie bardzo widziałem gdzie są rozmieszczone kosze. Próbowałem ogarnąć wzrokiem, ale na sali nie widziałem. Z jednej strony zrozumiałe, nikt nie chce by mu nieprzyjemny zapach przeszkadzał w rozgrywce, ale z drugiej strony w Games Roomie obowiązywał zakaz spożywania jedzenia (kolejny dobry pomysł), więc nie bardzo ma co generować ten smród z kosza.

Prelekcja

Starałem się prowadzić na żywo swoją prelekcję o wspólnych uniwersach w planszówkowym świecie. Jeden z widzów prosił mnie, abym zrobił krótkie sprawozdanie i mam nadzieję, że ten fragment dostarczy każdemu zainteresowanemu wystarczających odpowiedzi oraz do głębi zaspokoi ciekawość.

Osobiście nie jestem do końca zadowolony z tej prelekcji. Temat chwytny i uważam, że nie jest zły. Nie mniej uważam, że zwaliłem przygotowanie się do prelekcji. Za późno się za to wziąłem, materiału było pełno i sporo z tych uniwersów nie jest mi dobrze znana. Niestety, ale chorowałem nieco przed kilka dni przed ZjAvą i robiłem prezentację na szybko bez odpowiedniego przygotowania się, co prawda miałem konspekt, w którym miałem informacje o nieznanych mi pozycjach, ale nie zapoznałem się z nim dobrze, trzeba było 2-3 razy przeczytać przed prelekcją. Niestety sporo błędów, za dużo informacji do przekazania (zdecydowanie muszę ją skrócić) oraz nieznajomość wielu prezentowanych tytułów spowodowała, że moje wystąpienie miało słaby odbiór – choć muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiej oglądalności w Internecie.

A jak zdobywałem materiały? Przeglądając BGG, pytając znajomych, przeszukując strony wydawnictw, sklepów, itp.

Gry planszowe

Zagrałem w zadowalającą liczbę tytułów, choć jak zawsze uważam, że mogłem więcej. Żałuję, że nie udało mi się dopchać do Cube – Factory of Ideas, ponieważ mieli pozycje, o którym nic nie słyszałem, z mojego punktu widzenia nagle pojawiły się na rynku i nie bardzo widziałem zapowiedzi. Wydaje mi się, że dość interesuje się tym co się dzieje na rynku planszówkowym, więc tym bardziej dziwi mnie fakt, że ominęła mnie informacja o wydaniu Kupców z Osaki oraz Smoczych Kości, a dodatkowo na stoisku był egzemplarz przedpremierowy gry Blueprints.

Innym lekkim zawodem jest niezagranie tytułów od SHARP GAMES. W sobotę ciągle gdzieś krążyłem i nie zajrzałem do ich stoiska, to postanowiłem wpaść w niedzielę i zagrać w Ulm. Niestety, ale w niedzielę już wydawnictwa nie było… Rozmawiałem z Tomkiem, który reprezentował SHARP GAMES na ZjAvie. Ich stanowisko było mocno oblegane i był zadowolony, ale jako, że był sam, to nie mógł zostać na dłużej.

Każdą grę, którą zagrałem szerzej opiszę w serii Pierwsza Krew, jednak wrzucę tutaj listę wraz krótkim opisem:

No co tam? – Była `, grałem na krótko przed prelekcją, by pokazać tę grę Kamilowi
Kingdomino – również rozgrzewka przed prelekcją, zajrzyjcie do recenzji
Vikings gone wild – bardzo przyjemny deck-building z masą kombinowania oraz lekką dawką negatywnej interakcji. Jestem zadowolony, że wsparłem. Graliśmy bez kart z Kickstartera, a już gra była dobrze odebrana.
Najemnicy (Guildhall) – Intryganci na wypasie. Tą grą zainteresował się Lucrum Games. O ile sami Intryganci nie do końca mi przypadły do gustu (nadal dla mnie to spoko gra, ale według mnie trwa za długo na to, co oferuje), to ta kombinacyjna karcianka przypadła mi bardzo.
Wyspa Kwitnącej Wiśni (Honshu) – sprytna karcianka, którą wyda Lucrum Games. Dość interesujący pomysł, fajny silniczek tworzenia punktów i trzeba pomyśleć przestrzenne.
Gorączka Podziemnej Mocy (Dungeon Rush) – szalona imprezówka na spostrzegawczosć z elementem rozwoju postaci. Również będzie wydane przez Lucrum Games
Gobblety – o Jezusie najukochańszy. Z 10 partii poszło. W życiu bym nie pomyślał, że wariacja na temat kółka i krzyżyka może być tak dobra. FoxGames dały radę!
Pingolo – prosta gra dla dzieci z motywem przypominający Pszczółki, przyjemnie się grało :).
The blood of an Englishman – Kamil pokazał mi tę sprytną dwuosobówkę wzorowaną na baśni o Jasiu i łodydze fasoli. Spodobała się bardzo

W sobotę wieczorem prywatnie z Kamilem oraz Bartkiem i Piotrem z GFP spotkaliśmy się i zagraliśmy w Black Fleet. Na ten tytuł czaiłem się od jakiegoś czasu, ale nie miałem funduszy lub nie była dostępna w Polsce albo po prostu zapomniałem o nim. W Polsce powinna się ta gra nazywać Kupcy i Korsarze: Wersja rodzinna.

Podsumowanie

Nie mam zamiaru więcej relacjonować, bowiem wiele elementów było analogicznych do poprzednich edycji. ZjAva to masa zabawy, masa rozmów, dobrej rozgrywki, interesujących tytułów, itp. Dla mnie to wydarzenie, na którym muszę być.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.