Skip to main content

Pierwsza Krew – Black Fleet

Po pierwszym dniu ZjAvy odbyło się prywatnie granie w składzie: Bartek i Piotr z Games Factory Publishing, Kamil z Kostki Zostały Rzucone i ja. Kamil wyciągnął na stół tytuł, który był na moim radarze od jakiegoś czasu. Black Fleet, bo o tej grze mowa, to rodzinna pozycja od Space Cowboys (W Polsce znani głównie za sprawą Splendoru i T.I.M.E. Stories). Głównie ta pozycja zainteresowała mnie swym przepięknym wykonaniem. Miło było zawiesić oko już nie na zdjęciach, a na prawdziwym egzemplarzu. Bardzo fajnie odlane statki, metalowe monety, kolorowa plansza i kreskówkowa szata graficzna na kartach to silne atuty gry. Ach! I ta wypraska w kształcie Jolly Rogera (flagi pirackiej, jakby ktoś nie wiedział) :).

W trakcie wyjaśniania zasad pojawiła mi się myśl, że ta gra powinna nazywać się Kupcy i Korsarze: wersja rodzinna. Zresztą nie tylko ja miałem skojarzenia z tamtym tytułem. Każdy z nas ma na ręce dwie karty ruchu, w turze zagrywa się jedną z nich. Na niej jest informacja o ile maksymalnie pól porusza się statek marynarki jednego z dwóch kolorów, nasz statek kupiecki (startuje w dowolnym porcie) oraz nasz statek piracki (początkowo nie ma go na planszy, wpływa z jednego trzech miejsc). Nie będę wchodził w szczegóły zasad, bo to nie ten typ tekstu, więc w skrócie: będziemy sprzedawać towary, uzupełniać zapasy, grabić przeciwnika, zatapiać jego statki, zakopywać skarb, itp. Pomagać w tym będą nam karty losu, które pozwalają nam wykonać dodatkowo jakąś akcję lub możemy ją zrobić na inny sposób. W tych wyniku działań będziemy zarabiać pieniądze, które możemy wydać na ulepszenia. Po tym jak mamy wszystkie ulepszenia, możemy zapłacić okup za córkę gubernatora, co jest równoznaczne z zakończeniem gry. Wygrywa osoba, która zapłaciła okup i ma najwięcej monet na koniec.

Partia była całkiem przyjemna, po tym jak się zakończyła każdy uznał, że to dobra gra. Według mnie to spory konkurent dla Wsiąść do pociągu, jeżeli chodzi o grę rodzinną. Prosta w zasadach, ale mająca nadal dość dużą dawką negatywnej interakcji jest świetną opcją na rozgrywkę zarówno w gronie dzieci jak i geeków. Ewentualnie ta interakcja może być wątpliwa, bowiem na moje czasem było zbyt gorąco, ale wiadomo, że inaczej będziemy podchodzić do rozgrywek z dziećmi, a inaczej z dorosłymi. Ta partia przekonała mnie do jednej rzeczy – do zakupu. Niedługo ten tytuł powinien być w mojej kolekcji, więc mam nadzieję, że recenzja też ukaże się niebawem. Spodobało mi się w grze, że gracze mają inne ulepszenie każdego typu (do pływania, zdobywania pieniędzy, ataków, itp.), przez co rozgrywka jest bardziej nieprzewidywalna oraz urozmaicona. Taktyczne zakończenie ruchu, tak aby przeciwnik musiał przepłynąć na około (nie można przepływać przez pola, na których ktoś stoi), topienie statku rywala tuż przed portem, w którym chciał wyładować, mądre zagranie kart losu, zaplanowanie drogi, aby uniknąć wroga. Sporo, jak na grę rodzinną, nie? Oj, ale spodobała mi się ta gra!

Szkoda, że nikt nie zdecydował się wydać w Polsce tej gry, ale rozumiem, że nakład i koszty produkcji są zbyt duże. Nie oszukujmy się, kto będzie chciał kupić grę rodzinną kosztującą ok. 200zł? :)

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.