Skip to main content

Honshu (Wyspa Kwitnącej Wiśni) – Pierwsza krew

Wyspa Kwitnącej Wiśni to kolejny tytuł, który szykuje na ten rok Lucrum Games. Chyba z gier zagranych na ZjAvie ta najbardziej przypadła do gustu.

Zaskoczyło mnie kompaktowe wydanie. Zawartość to jedynie karty i trochę drewnianych znaczników. Na kaflach mamy różne tereny, które są przejrzyście pokazane. Szata graficzna jest raczej funkcyjna, po prostu po szybkim rzucie okiem (PowerMilka) mam wiedzieć co i jak. Zasady? Proszę bardzo! Wybieramy jedną kartę, każda z nich posiada numer. Zaczynając od osoby, która wyłożyła najwyższą wartość, każdy po kolei wybiera jaką kartę chce mieć i dokłada ją do swojej “dzielnicy”. Przy czym co najmniej jeden kwadrat terenu musimy podłożyć pod istniejącą lub nią zakryć. Gdy zostaną nam trzy karty, to przekazujemy je w lewo i uzupełniamy. Ten proces powtarza się jeszcze raz, ale tym razem karty otrzymuje osoba po prawej. Na końcu gry jest jakaś tam punktacja (wybaczcie, nie pamiętam jaka), kto zdobył najwięcej punktów, ten wygrywa.

Interesująca pasjansowa gra, w której ważna jest wyobraźnia przestrzenna. Raz źle przewidziałem ułożenie swojej karty i straciłem przez to parę punktów (ale nie bójcie się, nie został mi przez to odebrany laur zwycięzcy, by go osiągnąć bym musiał zdobyć sporo punktów). Jako, że wybrany numer decyduje o kolejności, to warto chwilę zastanowić się nad tym, którą chcemy zagrać kartę. Jeżeli chcemy mieć pewność, że będziemy pierwszy i nikt nie zabierze, co wybraliśmy, to możemy podbić wynik o 60 używając surowca. Jednak nie zawsze się to opłaca, bowiem surowce dostarczone na koniec gry przynoszą dodatkowe punkty, a poza tym przeciwnik niekoniecznie może być zainteresowany naszym wyborem.

Jako, że mamy naprawdę duży wybór jak chcemy ułożyć te karty, jaką chcemy zagrać i jaką wybierzemy, to nie boję się o regrywalność. Liczba kombinacji jest duża, więc prawdopodobieństwo zagrania zbliżonej partii jest niewielkie. Zaś radość z budowania swojej dzielnicy jest wielka. Jeżeli coś wykminiliśmy, co daje nam sporo punktów, to mamy taki swój mały triumf. Wyspa Kwitnącej Wiśni to interesujący tytuł z motywem budowania terenów (i co ciekawe, na kartach, a nie – jak to zazwyczaj jest – na kafelkach) oraz szczyptą gry logicznej. Osobiście nie mogę się doczekać.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.