Skip to main content

Gorączka Podziemnej Mocy (Dungeon Rush) – Pierwsza krew

Naprawdę nie wiem co ten Lucrum Games ma z nazywaniem swoich gier. Dziwię się, że Red7 nie jest w polskiej wersji jako Wielka Czerwona Siódemka. Nie mniej Gorączka Podziemnej Mocy to dość chwytliwy tytuł. Pokazał mi go Ginet z Games Fanatic, który widząc, że nie mam aktualnie nic do roboty, stwierdził, że warto mnie zaangażować i w coś zagrać.

Gra posiada humorystyczną szatę graficzną, która parodiuje gry RPG oraz podobne tytuły nawiązujące do eksploracji lochów. Duża karta zawiera rysunek oraz przydatne informacje – niestety, ale w ferworze walki nie bardzo będziemy mieli okazję rzucić na nie okiem i zapoznać się, co jest bardziej opłacalne. Każdy ma swoją drużynę składającą się z dwóch śmiałków. Ci mają różne wartości czterech statystyk: walka wręcz, walka dystansowa, spryt i magię. Jeden z bohaterów jest przypisany do naszej prawej, a drugi do lewej ręki. Każdy gracz dostaje dwie zakryte karty stworów, które spotkamy podziemiach. Na dany znak je odsłaniamy i każdy równocześnie bohater atakuje potwora – czyli zakrywamy dowolną kartę prawą i lewą ręką (zazwyczaj będziemy zagrywać dwie karty, ale możemy jedną lub użyć do jednej obu rąk). Jeżeli statystyki zgadzają się do symboli na karcie, którą “zaklepaliśmy”, to ulepszamy postać dokładając nowe umiejętności. Gdy nastąpiła pomyłka, to odkładamy gdzieś tę kartę na bok – na koniec da nam ona punkty ujemne. Mamy trzy poziomy lochów, każdy co raz trudniejszy, po tym jak przejdziemy trzeci poziom bierzemy nasze zdobyte karty i zliczamy z nich punkty. Kto ma ich najwięcej, ten wygrywa.

Bardzo szalona gra imprezowa, tłumaczy się w 5 minut, gra się w 10. System ulepszania naszej postaci jest interesujący. Początkowo miałem dwóch bohaterów, którzy raczej nie zwojowali by za dużo. Jeden z nich jako jedyny posiadał zdolności magii, więc bez problemu zgarniałem potwory, które należy ubić czarami. Co dało, według mnie, całkiem niezły rozwój. Niestety, ale pomyłki (3 w sumie) odebrały mi szansę na zwycięstwo.

Zastanawiałem się nad jedną sprawą. Wszyscy gracze skupili się nad tym, co mogą pokonać. Zastanawiałem się czy opłacalne jest blokowanie przeciwnikowi jakiegoś potwora, który tylko ta osoba może pokonać. My tracimy jeden punkt, ale za to nasz rywal nie zyskuje kilku. Myślę, że to ma sens pod warunkiem, że stracił w ten sposób sporo punktów. Oczywiście naturalnie jest, że jeżeli możemy zdobyć coś, co nasz przeciwnik, to musimy go wyprzedzić.

Fani szalonych, szybkich, zabawnych i sprytnie wykonanych imprezówek na spotrzegawczość powinni wypatrywać tego tytułu. Och, jeszcze mała ciekawostka, autorem tej gry jest Rustan Håkansson, który w Polsce jest znany z Wojny Narodów oraz The Dancer – jednej z armii do Neuroshimy Hex!.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.