Skip to main content

Adrenalina – Strzelaj, no!

Jako młokos grałem sporo gier komputerowych, a wśród nich największym powodzeniem cieszyły się strzelanki i przygodówki. Te pierwsze były formą relaksu, odmóżdżenia i odreagowania. Szybkie i dynamiczne akcje w Quake’u, Bloodzie czy Doomie. Do tej pory pamiętam, że na lżejszych lekcjach informatyki pykaliśmy Duke Nukem 3D. Z nowszych tytułów bardzo lubię serię Far Cry. Swego czasu popularne były gry “arenowe” przeznaczone do rozgrywki wieloosobowej jak Quake 3: Arena czy Unreal Tournament. Adrenalina doskonale nawiązuje do tych ostatnich dwóch tytułów.

Znaleźć i zniszczyć

Okładka przedstawia wszystkie grywalne postacie w czasie jednej wielkiej naparzanki. Cała szata graficzna jest dość mroczna, jak większość FPS-ów w tej dziedzinie. Na uwagę zasługują ilustracje do broni, przedstawione są z perspektywy pierwszej osoby. Figurki naszych postaci również będą przyciągać wzrok. Wykonanie gry stoi na dobrym poziomie, od wspomnianych figurek, przez karty i żetony, a na plastikowych znacznikach kończąc.

W turze robimy dwie akcje z trzech dostępnych. Ruch to przemieszczenie się o maksymalnie 3 pola, podniesienie można wykonać na dwa sposoby: broni i amunicji. Aby podnieść broń należy być na odpowiednim polu, w zależności od koloru pomieszczenia wybieramy jedną z trzech broni z konkretnego miejsca i opłacamy koszt (kostki pod nazwą). Amunicję też podnosi się na przeznaczonym do tego polu i uzupełniamy odpowiednie kostki (nie możemy mieć więcej niż 3 jednego koloru, więc maksymalnie zawsze będzie 9). Aby strzelić z broni musimy mieć kogoś w zasięgu wzroku, ale czasem jej działanie inaczej określa zasięg (normalnie jest to te same pomieszczenie lub sąsiednie, jeżeli jesteśmy przy drzwiach). Sposób używania broni też zależy od niej samej, więc warto przeczytać jej efekt w katalogu broni. Na koniec swojej tury możemy odrzucić odpowiednie kostki amunicji by załadować nasze bronie. OK, wystrzał zadaje jakieś tam obrażenia, gdy będzie ich odpowiednia liczba postać umiera (ale zaraz się respawnuje!), a za rany przyznaje się punkty – kto zadał ich najwięcej dostaje 8, następna 6, itp., a za “pierwszą krew” dodatkowy jeden punkt. Osoba, która zginęła dostaje czaszkę i zasłania pole z 8 punktami, więc jego kolejne zabicie jest mniej opłacalne. Kiedy skończą się czaszki trwa tak zwany szał – każdy ma jeszcze jedną turę i po niej następuje ostatecznie zliczenie: za rany i liczbę fragów. Osoba mająca najwięcej punktów wygrywa.

Walka, aż do śmierci

Jak zawsze z tymi zasadami nie wyszło tak krótko jak chciałem. W Adrenalinie jest mega dobry klimat strzelanek. Widać, że autor gry starał się uchwycić go jak tylko możliwe. Mamy bieganie, chowanie się za rogiem, zmianę broni (możemy mieć maksymalnie 3, chociaż jak wiadomo w FPS-ach najczęściej miało się ich 9 lub 10), respawn, fragi, itp. Gdyby jeszcze gra była nieco bardziej dynamiczna, to by w 100% czuł się jak w grze komputerowej.

Odnośnie tego dynamizmu to jest z nim niestety różnie. Jeżeli gramy z osobami, które lubią dużo móżdrzyć, to mogą podchodzić do tej pozycji jak do typowego eurosuchara i optymalizatora – wtedy zdecydowanie bez klepsydry się nie obejdzie. Niezależnie od tego w pierwszych partiach ikonki na kartach będą przedłużać grę – są one dość szybko przyswajalne jak się zrozumie “anatomię”, ale na początku są nieco nieintuicyjne, dlatego ciągle będziemy zaglądać do katalogu broni. Jak się idzie “na żywioł” i zna znaczenie ikon, to dynamizm jest o wiele lepszy.

Nadzwyczaj dobrze wypadają inne tryby gier. Na 3 i 4 osoby można grać z botem (podejrzewam, że na dwie z trybem dominacji też by można było). Do akcji, które robimy dochodzi dodatkowa – działanie bota: poruszamy go o jedno pole (jeżeli chcemy) i strzelamy do osoby będącej w zasięgu. Tak, bot normalnie zadaje rany, można też do niego strzelać, otrzymuje normalnie punkty i może wygrać (co zdarza się nader często). W trybie wieżyczek zdobywamy punkty za ich kontrolę i zadajemy przeciwnikom dodatkowe rany. Drugi wariant, tryb dominacji, przypadł mi mniej do gustu. Zdobywamy punkty za przejmowanie punktów odrodzenia przez bycie tam sami lub ostrzeliwanie go.

Adrenalina najlepiej chodzi w maksymalnym wariancie osobowym. Głównie z tego powodu, że sporo broni działa obszarowo lub pozwala strzelić kilka celów na raz. Im mniej postaci, tym mniej celów i część kart jest bezużyteczna. Zmienne ułożenie broni, tryby gry czy inne podejście do rozgrywki powoduje, że mamy całkiem dobrą regrywalność .

Wadą tego tytułu – jak i wielu gier, gdzie tłucze się każdy z każdym – to fakt, że wszyscy mogą ostrzeliwać tylko jedną osobę. Teoretycznie jest to nieopłacalne, bo im więcej śmierci, to tym mniej punktów się otrzymuje. Jednak osoba, która jest celem ataków nie ma żadnych korzyści z tego, że ciągle jest ostrzeliwana. Ten problem szczególnie się objawia podczas gry z botem lub w trybie wieżyczek. Co prawda im więcej ran, tym mamy więcej akcji – w naszym organizmie pompuje tytułowa adrenalina – ale nie zyskujemy żadnych punktów. Wiecie jak mnie wkurzało to, że ja zginąłem 3 razy, bot raz, a reszta ani razu, bo się pozostali gracze uwzięli? Jeszcze omijali wieżyczki, no szlag mnie trafiał.

Strzelaj do upadłego

Adrenalina to ciekawe przełożenie strzelanki na eurogrę z dobrym poczuciem, że rzeczywiście gra się w FPS-a. Dużo nawiązań i interesujących akcji daje pewien ciekawy setting. Mimo moich zarzutów uważam tę planszówkę za udany twór i będę często do niej wracał.

Plusy:

  • porządne wykonanie elementów oraz szaty graficznej
  • proste i dość przejrzyste zasady
  • kilka trybów rozgrywki
  • regrywalność na dobrym poziomie
  • ciekawie utrzymany klimat z strzelanek
  • ogółem pozytywne odczucia z gry

Minusy:

  • skalowalność nie jest zbyt dobra
  • kingmaking oraz strzelanie do jednego gracza
  • z początku dość nieintuicyjne ikonki

Dziękuję wydawnictwu REBEL za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo REBEL

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.