Skip to main content

Pora na kameleona – Psoty pewnych gadów

Kiedyś zwiedzając ZOO zatrzymałem się przy terrariach. Były tam różne stworzenia, ale jedna sekcja była poświęcona jaszczurkom, agamom czy właśnie kameleonom. Przyglądając się szybie parę minut zastanawiałem się, gdzie jest zwierzak i potem z przerażeniem odkryłem, że on jest tuż przed moim nosem, cały czas gapi się na mnie swoimi wyłupiastymi gałami. Tę anegdotę przytaczam, bowiem w grze Pora na kameleona również będziemy mieli nie lada problem znaleźć gada…

Pobawmy się w chowanego

Okładka przedstawia jakieś miejsce, w którym kryją się wielokolorowe kameleony. Ilustracja, jak i cała szata graficzna, ma dość mocno stonowaną kolorystykę. Nazbyt pstrokata szata graficzna mogłaby się kojarzyć z grą imprezową lub familijną – choć w niektórych kręgach może za taką uchodzić (jednak o tym napiszę później). Zawartość pudełka jest dość niewielka: 36 okrągłych żetonów oraz talia kart. O ile żetony są według mnie solidne, to do kart mam małą uwagę. Radzę je zakoszulkować, bowiem po trzeciej rozgrywce zauważyłem, że strzępią się one na bokach – wystarczyło dodać białą ramkę i nikt by nie zauważył tego efektu.

W swojej turze gracz wyciąga kartę, która przedstawia miejsce i kameleona. Zadaniem wszystkich graczy jest wskazanie odpowiedniego żetonu. O ile z miejscem raczej nikt nie ma problemu, to z kameleonami już nie jest tak prosto. Każdy żeton ma pomarańczowe sekcje – trzeba dotknąć taki, który ma tych sekcji tyle, ile jest kameleonów danego koloru przed graczami. Zatem na dzień dobry wyciągając zielonego gada przy wodospadzie należy wskazać żeton z wodospadem, który nie ma żadnej sekcji. Przy następnym pojawieniu się zielonego kameleona dotykamy żeton z odpowiednim miejscem i jedną sekcją, itd. Jednak jest mały myk – jeżeli jest co najmniej 6 zwierzaków przed graczami, to licznik się resetuje i mamy resztę dzielenia przez 5, zatem: 6 to jeden, 7 to dwa, itp. Może to się przydać, gdy pojawi tęczowy gad – ten każe nam liczyć wszystkie kameleony. Wygrywa osoba, która jako pierwsza zdobędzie 6 kart w różnych kolorach, przy czym wielokolorowego można traktować jak jokera i uzupełnia brakującą barwę.

Osoby pragnące wrażeń mogą zagrać wariant dla spostrzegawczych. Jeżeli na wierzchu talii jest kameleon (bardzo sprytnie ukryty i ciężko go dostrzec), to do liczby migawek – czyli wymaganych pomarańczowych sekcji – dodajemy jeden. Dodatkowo dla utrudnienia możemy dodać do wyniku migawek również kolorowe kameleony.

Gdzie jesteś, gadzie?

Dokończę o co chodziło mi z tą kolorystyką. Jak wspomniałem jest nieco ciemna, trochę podobna do Leśnej draki. Z początku sądziłem, że to gra imprezowa, ale zobaczcie jak jasne i kolorowe są okładki takich gier. Bliżej tej pozycji do rodzinnych rozgrywek. Jednak jest to pewien rodzaj gry logicznej z elementem spostrzegawczości. Już od razu sama okładka sugeruje, żeby nie przypisywać jej jakiejś łatki.

Osobiście po Leśnej Drace – która nie przypadła mi do gustu – podchodziłem nieco sceptycznie do tej pozycji, ale po pierwszej partii uznałem, że mi się podoba, a każda kolejna utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Przy czym większość moich znajomych uznało tę pozycję za nieciekawą, jedna osoba na tyle, że nie chciała więcej grać. Mało kto podzielał moją opinię, jeżeli ktoś, przy czym nikt nie umiał wskazać co się w tytule nie podobało.

Zatem skoro wiecie jak się gra sprawdziła u moich znajomych, to czas na moją opinię. Przede wszystkim dobrze jest, że to partia jest dość szybka i dynamiczna. Choć z początku szukanie odpowiedniego żetonu może być nieco długie i nużące, a nasze oczy będą biegać na wszystkie strony jak u wspomnianego gada, to jednak szybko trwa runda. Przez co cała rozgrywka też nie jest jakoś specjalnie długa.

Kolega trafnie podsumował ten tytuł: “Trochę Dobble, trochę Halli galli. Dobble, bo szukasz. Halli galli, bo liczysz”. Zatem to gra spostrzegawczo-zreczniościowa. Czy potrzebna jest kolejna pozycja z taką mechaniką? Dam znać jak wyjdzie kolejne memory dla dzieci.

A co do malców. Sprawdza się dla nich ten tytuł znakomicie. Zmusza do szybkiego wynajdowania elementu, zmusza do koncentracji i błyskawicznego szacowania. Jeżeli będziemy zbyt długo patrzeć się na karty innych, ktoś zwinie sprzed nosa konkretny żeton. Zatem staram się często liczyć “na rzut oka” i brać, co uważam za słusznie. Nie zawsze takie podejście się sprawdza, ale zdarzało się, że właśnie tak wygrałem. Jednak nie warto trafiać w ślepo zbyt często, bowiem karą za pomyłkę jest odrzucenie karty.

Sądziłem, że rozgrywka będzie miała sens jedynie dla większej liczby graczy. Cóż za mylne stwierdzenie. Co prawda na dwie osoby nie jest tak trudno jak przy maksymalnym wariancie osobowym, ale nadal jest dobrze. Przez różne rozstawienie elementów i różny układ kart w talii, to gra jest dość mocno regrywalna.

Jeżeli chodzi o wady Pory na kameleona, to będzie pewno lekka wtórność tytułu. Jednak jak wspomniałem, nie chcę jej tego wypominać, bo prawie wszystkie gry dla dzieci są oparte o memory. Ludzie lubią, to co znają i pewno ta pozycja znajdzie grono zwolenników. Jednak nie mogę być ślepy na zbytnie podobieństwo niektórych barw i miejsc. Rozumiem, że to celowy zabieg, ale nie robi się takich ruchów kiedy karą jest utrata karty kameleona. Wiecie jak gracz może się wkurzyć kiedy się dowiaduje, że traci z trudem zdobyty punkt, bo grafika miejsca jest praktycznie taka sama? Wystarczającą reprymedną za pomyłkę jest wykluczenie z rozgrywki do końca tury.

Chodź, cyknę ci fotkę

Pora na kameleona jest interesującą grą na spostrzegawczość. Mechanika jest nieco innowacyjna, ale nie na tyle, aby dać poczucie nowości. Nie mniej nie zmienia to faktu, że bawiłem się przy tej pozycji całkiem dobrze – choć moi znajomi mieli mieszane uczucia. Jak zawsze w tej sytuacji polecam sprawdzić przed zakupem.

Plusy:

  • dobrze ćwiczy koncentrację i spostrzegawczość
  • lekko zmodyfikowana mechanika gier na spostrzegawczość daje nam inne wrażenia z rozgrywki
  • interesujący mechanizm liczenia
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • dobrze się sprawdzi w rodzinnym gronie
  • dynamika rozgrywki

Minusy:

  • karty kameleonów po paru partiach się brudzą na bokach
  • zbyt podobne kolory kameleonów i wygląd miejsc
  • dla niektórych może być nieco zbyt wtórna

Dziękuję wydawnictwu Tailor Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.