Skip to main content

No co tam? – Ptaszki ćwierkają

Zbliża się wiosna, niedługo będziemy słyszeć głośniej ptasie rozmowy. Ich ćwierkania, świergoty, kwilenia i inne odgłosy. A tymczasem możemy dzięki grze No co tam? zasymulować wymianę informacji między ptakami.

Ptasia rozmowa

No co tam? jest zamknięte w niewielkim pudełku przeznaczonym na dwie talie. I tutaj nastąpi małe rozczarowanie – jedna kieszeń na karty będzie zawsze pusta. Nie wiem czy to przewidziane miejsce na dodatki czy co, ale nie wygląda to miło. Sama szata graficzna jest kolorowa i przyciągająca wzrok. Ptaki na kartach są przedstawione bardzo zabawnie: ledwo trzymający się drutu zielony śpiący ptaszek (choć wiele znajomych twierdzi, że jest zjarany, a zielony to nie przypadek), inne są ciekawskie, plotkujące czy śpiewające – bardzo ładnie to wygląda.

Rozkładamy wszystkie karty w prostokąt 5×6 kart. W swojej turze obracamy jedną kartę: po drugiej stronie może być ten sam kolor ptaka, ale o różnej liczbie lub ta sama liczba ptaków, ale innego koloru. Naszym zadaniem jest stworzyć kilka zbiorów (jest to zależne od liczby graczy) ptaków różnego koloru, dodając po kolei 1, 2 i 3 ptaki. Osoba, która pierwsza wykona zadanie wygrywa.

No i taka tam gadanina

Ciekawe, że kilku graczy niezależnie od siebie tę pozycję porównało do Wiewiórów. W obu tytułach mamy pewien element pamięciowy oraz motyw obracania kart. Jednak oba te mechanizmy wykorzystano zupełnie inaczej tworząc dwa osobne byty. Zatem z jednej strony rozumiem skąd te porównania, z drugiej nie bardzo się do nich skłaniam.

Wykorzystanie elementu gier pamięciowych bardzo służy tej karciance. Możemy odwrócić kartę przygotowując się na następną rundę lub obserwując ruch przeciwnika, aby mieć pojęcie czy warto ruszać jakąś kartę. Kiedy oglądałem rozgrywkę w wykonaniu GFP, to często ktoś obracał kartę, którą zmieniał w poprzedniej turze. Zastanawiałem się czemu tak robią? Sam tak robiłem, bo po prostu już człowiek zapomina, co było odwracane.

Trzeba też nieco kombinować, aby nie pomóc za bardzo przeciwnikowi. Odwrócenie na początek karty z jednym ptakiem wydaje się dobrym ruchem, ale co jeżeli okaże się, że nie ma tam pojedynczego ptaka? Przecież mogą być 2 lub 3 tego samego koloru. No to następny gracz pierwsze co zrobi, to obróci tę kartę, aby budować już zestaw.

Jednak w grze jest mały szkopuł, który objawia się szczególnie w rozgrywce dwuosobowej. Gracze mogą dobierać takie karty, które po prostu kogoś blokują. Zauważyłem to po raz pierwszy przy rozgrywce dwuosobowej, gdy odwracając kilka kart nie miałem żadnego zielonego ptaka. Po partii sprawdziłem i nie było już tego koloru, przeciwnik miał większość z nich. I nikt nie zorientuje się, że nie ma możliwości wygranej dopóki nie zakończy się partia.

Dynamizm rozgrywki jest niewątpliwie zaletą tej pozycji. Jedna karta, obrót i już następny gracz ma swój ruch. Jest to filler na jakieś 10 minut rozgrywki. I tyle. Nie należy oczekiwać od tej gry cudów, ma być prosta, łatwa i przyjemna. Nawet autorzy gry nie silą się na jakieś nawiązanie fabularne. Po co odwracamy? Dlaczego tworzymy sety? Czemu ptaszki? Nie wiadomo.

To właściwie no co tam?

Lubię grać w No co tam? mimo, że w mojej opinii ta gra to średniak. Pomijam już element pamięciowy. Sprawdzi się dobrze jako filler, gdy mamy mało czasu lub dostaniemy info, że jakiś grać się spóźni. Dobrze też przyjmie się w czasie rozgrywek z dziećmi. W innym przypadku raczej ten tytuł nie ma zastosowania.

Plusy:

  • przyjemne ilustracje
  • prosta mechanika
  • dynamizm rozgrywki, implikujący krótki czas gry
  • całkiem dobry filler
  • wymaga dozy pomyślunku

Minusy:

  • możliwość zablokowania innego gracza
  • troszkę za dużo miejsca w pudełku

Dziękuję wydawnictwu Games Factory Publishing za przekazanie egzemplarza do recenzji

gfp

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.