Skip to main content

Lista skarbów – Ej, to jednak nie były zakupy?

List Miłosny to gra, której tematem przewodnim jest pisanie listów do uwięzionej księżniczki Annette. Jednak mechanicznie nic nie stoi na przeszkodzie, aby była o czymś innym. Jest wiele oficjalnych wersji: Batman, Pora na przygodę czy Legenda Pięciu Kręgów. Niedawno w Polsce wspólnymi siłami wydawnictwa Bard Centrum Gier i Black Monk wydana została Lista skarbów – czyli Munchkinowy List Miłosny.

Ludzie listy piszą…

Cóż mogę powiedzieć o grze? Zagrałem. Odsyłam do recenzji Listu Miłosnego. Tutaj jest link. Aha, jeszcze Munchkin jest w tym trochę. Koniec. Dziękuję.

Nie no, nie będę taki. Ten tytuł – w zasadzie tak samo jak List Miłosny – posiada bardzo kompaktowe wydanie. Jednak szata graficzna jest zupełnie odmienna. Oczywiście nawiązuje ona do gry Munchkin, co uważam, że jest zrozumiałe. Wszystkie rysunki mogliśmy zobaczyć w podstawowej wersji gry ilustrowanej przez Johna Kovalica, zatem mamy tak charakterystyczne postacie jak roślinę doniczkową, kaczora zagłady (zapewniam, że ten tekst nie ma charakteru politycznego) czy trolla internetowego, zaś funkcję Księżniczki przejęła Kupa skarbów. Podobnie jak w podstawowej wersji mamy małą pomoc z przebiegiem rozgrywki i listą oraz liczebnością poszczególnych kart. I te karty pomocy są lepiej wydane niż w Liście Miłosnym, ponieważ z dwóch stron jest co innego, a nie rewers (przez co często się tasowało pomoc z resztą talii). Poza tym pod wartością tej karty jest symbolicznie oznaczone ile ich jest w grze. Sprytne i przydatne rozwiązanie.

Gra mechanicznie jest tym samym, co List Miłosny. Krótki opis dla osób, które nie znają tej pozycji. Tasujemy karty i odrzucamy jedną, również każdy gracz ma przed sobą jedną. W swojej turze dobiera się kartę i spośród dwóch zagrywa się… tak, zgadliście, jedną. Wprowadzamy jej efekt w życie – może to być podejrzenie tego, co przeciwnik trzyma w ręce, ochrona przed rywalami, wymiana karty, czy stwierdzenie, co przeciwnik ma na ręce. Tura się kończy po tym jak wszyscy gracze poza jednym odpadną z rozgrywki lub wyczerpała się talia kart. W pierwszym przypadku – co jest dość logiczne – punkt dostaje jedyna osoba będąca jeszcze w grze. Zaś w drugim osoba mająca wyższą kartę na ręce lub w przypadku remisu, mająca najwyższą sumę zagranych kart. Gramy następną rundę i kończymy partię, jeśli gracz zgromadził liczbę punktów potrzebną do skończenia rozgrywki – a ta jest zależna od liczby graczy.

Do lochów po skarby!

Tematyka związana z Munchkinem może wzbudzać nieco więcej chichotów i śmiechu niż normalna wersja. Taka różnorodność edycji pozwala wybrać, co mam najbardziej pasuje. Może rzeczywiście mechanika jest taka sama, ale klimat może bardziej przypodobać. Jeżeli i to nie przekona nas, to może karta promocyjna do Munchkina przekona?

Praktycznie reszta cech, wad i zalet będzie powtórką z rozgrywki :). Zatem jeżeli czytaliście recenzję Listu Miłosnego, to możecie przejść do ostatniego akapitu. W innym przypadku czytajcie dalej.

Dynamizm rozgrywki jest dobry. Ot, dobieram kartę i wybieram, którą z dwóch z nich chcę zagrać i tyle. Parę sekund i koniec tury, runda trwa 2-3 minuty, a cała rozgrywka maksymalnie 20 minut. A to wszystko za bardzo przystępną cenę. Kompaktowe wydanie nie posiada żadnych znaczników wygranej, ale możemy je zastąpić czymś chcemy – np. licznikami poziomów do Munchkina :).

Ta pozycja chodzi dobrze dla każdego wariantu osobowego. Miło spędza się czas przy dwóch osobach, trzech i czterech. Wynika to z tego, że dynamika gry jest dobrze zaplanowana, a punkty są też zależne od liczy graczy. Lekka negatywna interakcja wpasowuje się do zmienionej tematyki w stosunku do oryginalnego tytułu. Lista Skarbów jest wredna, podobnie jak Munchkin. Regrywalność również jest niezła, głównie za sprawą nieprzewidywalności i losowości.

Kto wyjdzie z kupą skarbów?

Lista Skarbów to tak naprawdę List Miłosny, ale fan Muchkina może woleć tę wersję za sprawą rozpoznawalnych ilustracji oraz nazw. Także spora dawka losowości i doza negatywnej interakcji pasuje do tej tematyki.

Plusy:

  • munchkinowa szata graficzna oraz tematyka
  • świetna skalowalność i regrywalność
  • bardzo proste zasady
  • doza kombinowania i negatywnej interakcji
  • przyjemny dynamizm rozgrywki
  • niska cena

Minusy:

  • losowość może nieco drażnić
  • tak naprawdę, to tylko List Miłosny

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.