Skip to main content

Doładowanie gry planszowej – Po co planszówkom dodatki?

Dwie ko­biety spędzają wcza­sy w pen­sjo­nacie. Jed­na mówi: ja­kie tu mają niedob­re jedze­nie, a dru­ga do­daje: no i w do­dat­ku ta­kie małe por­cje. To sa­mo myślę o życiu. Jest pełne bólu, cier­pienia i nie­szczęść, a na do­datek tak szyb­ko przemija. 
Woody Allen

Doświadczony planszówkowicz, że planując zakup gry należy uwzględnić więcej niż koszt samego tytułu, ponieważ często potrzebne mogą być do niego jakieś akcesoria (np. koszulki na karty). Niektórzy również uwzględniają kupno dodatku do gry, które rozszerza, poprawia lub zmienia mechanikę gry.

Autentycznie, mam taką wadę, że jak gra mi się podoba, to kupuję do niej natychmiast dodatki. Najnowszy przykład to Colt Express. Jak tylko ukazało się rozszerzenie Konie i dyliżans, to je nabyłem. Ten tytuł z wspomnianym dodatkiem zagrałem dosłownie dwa razy. A Szeryf i Wieźniowie było w mojej kolekcji w dniu premiery – stan na dzisiaj: 0 partii. Praktycznie jak posiadam jakąś grę, a istnieją do niej dodatki, to je mam – Abyss, Assualt on Doomrock czy 7 cudów świata to doskonałe przykłady. Obecnie mam 75 dodatków, ale BoardGameGeek też wlicza w to promki (które też z chęcią kolekcjonuję i jak nie mogę jakieś uzyskać uważam tytuł za niekompletny). Są też takie pozycje, których rozgrywka odbywa się wyłącznie z dodatkami – najlepsze przykłady to Five Tribes, Sentinels of the Multiverse czy Neuroshima Hex!. Ostatnie dwa przykłady są nawet lekko intrygujące jak się przyjrzymy w jaki sposób są utworzone rozszerzenia.

Dobra, bo biadolę i biadolę, a w ogóle nic z tego nie wynika, a nawet nie przybliża do pytania zadanego w tytule felietonu. Otóż zadanie rozszerzenia jest różne w zależności od “typu”. No i znów – co to za typ i przeznaczenie? Ogólnie można dodatki podzielić na samodzielne i rozszerzające mechanikę. Nie mówię nic odkrywczego, co nie wie każdy gracz, ale postaram się rozszerzyć nieco myśl.

Samodzielne, jak nazwa mówi, to te, które w gruncie rzeczy są osobną podstawką i nie potrzebujemy podstawowej wersji gry, aby rozegrać partię, ale możemy połączyć z nią i traktować te wydanie jako dodatek. Świetnym przykładem jest seria Czarnych historii – każda kolejna część to zbiór zagadek lateralnych, takich w których należy wykazać się niesztampowym myśleniem. Mechanika każdej edycji jest taka sama – losujemy jedną zagadkę, czytamy fragment uczestnikom zabawy, a dla siebie całość historii. Jako Mistrz Gry odpowiadamy na pytania jedynie słowami “tak” i “nie”. W przypadku tej serii nie ma znaczenia czy mamy tylko jedną część czy wszystkie oraz którą z kolei. Ja sam miałem jedynie Głupią śmierć, która była spin-offem, a zagadki były oparte o nagrody Darwina.

Akurat w przypadku Czarnych Historii poprzez kolejne części została niejako przedłużona regrywalność i żywotność. Zagadki są jednorazowe i warto mieć ich więcej, by się szybko nie powtarzały i znudziły. A co z takimi samodzielnymi dodatkami jak Wsiąść do Pociągu: Europa i USA? Albo Smallworld i Smallworld: Podziemia? No właśnie nieco ciężko miesza się te podstawki, to po prostu osobna część i nie da się nic z tym zrobić. Stwierdzenie, że to samodzielny dodatek jest nieco na wyrost, co nie?

OK, wróćmy jednak do nierozszerzeń – do czegoś, co pewno ściśle kojarzy z dodatkiem. Coś, co rozbudowuje mechanikę gry, dodaje nowe możliwości, akcje, itp. Zacznijmy od wspomnianych wcześniej armii do Neuroshimy Hex!. Wraz nadejściem wersji 3.0 polityka Portalu się zmieniła i pojawiają się dodatki jedynie w formie army packów. Oczywiście w wersji 2.5 również się zdarzały takowe, ale również były, ale wydano również Babel13 i Duel (swoją drogą, to samodzielny dodatek). Armie z tamtych tytułów przekonwertowano do wersji 3.0 i też mamy army pack. Portal stworzył coś niesamowitego, co się chyba nie zdarzyło wcześniej w historii gier planszowych. Kojarzycie taki model wydawania gier karcianych jak LCG (Living Card Game)? Mamy podstawkę oraz karty rozszerzające tę podstawkę, ale każdy dodatek jest taki sam – w przeciwieństwie do TCG czy CCG, gdzie rozbudowujemy talię za pomocą boosterów i nie wiemy co jest w środku, dopóki go nie otworzymy. Neuroshimę Hex! nazywam LBG (nie mylić z LGBT!) – Living Board Game. Mechanika samej gry jest taka sama i obowiązuje niezależnie od armii. Jedynie, co musimy się dowiedzieć, to reguły i zdolności specjalnie jednostek. Tylko to dochodzi jako nowość. W Sentinels of the Multiverse jest tak samo – dodatek to jakiś zestaw bohaterów, złoczyńców i środowisk, ale mechanika ciągle jest taka sama. Inne wrażenia rozgrywki mamy dzięki każdej kombinacji złoczyńca, bohaterowie i środowisko.

Najbardziej tradycyjny typ rozszerzenia, to modyfikujący w jakimś stopniu zasady lub dodające pewne elementy. Przykładów może być pełno, jednak skupię się na grze Five Tribes i dodatku The Artisans of Naqala. Dodano kilka elementów, nowy klan, ale mechanicznie niewiele się zmieniło. I co? Mamy zupełne nowe wrażenia, inny poziom zabawy, inne podejście do gry (bo góry zasłaniają), nowe taktyki (bo inny klan), itp. Dosłownie nieznacznie zmienia rozgrywkę, przez co niewiele trzeba wiedzieć o dodatku, a reguły podstawki często wyjaśniam z dodatkiem. Takie rozszerzenia cieszą się poszanowaniem, w przeciwieństwie do tych, które wywracają wszystko do góry nogami tworząc zupełnie nowy tytuł. Nie pamiętam takich dodatków, pewno dlatego, że chcę wyprzeć je z pamięci. W każdym razie to jest bez sens – zamiast rozwijać partię i dostarczać nowe wrażenia, kompletnie mieszają i skreślając zasady dotychczas obowiązujące.

Przechodząc do konkluzji – po co planszówkom dodatki? Po to, aby rozwijać zabawę, aby wyłuskać z tytułu nowe możliwości, aby jakaś pozycja dostarczała nowe wrażenia, aby odkryć ją na nowo, aby była ciągle żywa.Ten felieton chcę zakończyć pewnym przemyśleniem: dodatek dodatkowi nie równy. Pewne rozszerzenie to pozycja obowiązkowa, inne to zbytnie mieszanie. Niech zabawa i chęć poszerzenia horyzontu i nadanie pewnej świeżości konkretnej planszówce przyświeca wam w sięganiu po dodatek. Niech też nie będzie przyczyną, aby fanatycznie rozszerzać jakąś grę (o, chciałbym kiedyś posłuchać moich mądrości :D). Czy dobra gra nie potrzebuje dodatków, mechanika obroni się sama? Nie wiem, to pewno temat na inną dysputę.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.