Skip to main content

10 minut – Dzień płatnego mordercy

Gra w której można wcielić się w płatnego zabójcę? No czemu nie! Może trochę mało edukacyjne i słabo moralnie, ale po paru chwilach okazuje się, że to świetna zabawa. I zaczynam myśleć, że jednak złym człowiekiem jestem… :(.

Witamy na dzielnicy

Szczerze mówiąc myślałem, że tytuł będzie zbyt podobny do Mob Town. Również mamy zwierzęta (co prawda w bardziej ludzkiej formie, ale zawsze), mamy gangsterski klimat, właśnie utworzone miasta, itp. Mimo wielu podobieństw okazało się, że mechanicznie to całkiem inna gra. Jednak o tym zaraz, najpierw co nie co o wyglądzie i wykonaniu. Z okładki spoglądają na nas postacie, które występują w grze. Przy okazji wspomnę nieco o nich, bowiem są niezwykle ciekawie ujęci. Każdy z nich trzyma jakieś narzędzie zbrodni, często zawoalowane zupełnie w nieoczekiwany sposób – ot, dziewczyna trzyma zakrwawioną gitarę, ktoś chowa nóż za plecami, albo dostawca pizzy ma pudełko z dynamitem (jak zobaczyłem tego krokodyla szczerze się uśmiałem :D). Sam rozmiar pudełka nie jest specjalnie duży, może nie jest to typowy rozmiar, który zmieścimy w kieszeni, ale raczej zmieścimy do torby czy plecaka. Zawartość? Poza pionkami postaci, mamy również ich żetony i płytki miasta. Te ostatnie nie jest narysowane w jakiś szczególnie miły dla oka sposób, ale gdzie nie gdzie ukrywające się smaczki w postaci nawiązania do popkultury zacierają pierwsze niezbyt miłe wrażenie. Poza tym jest dobrze – znaczniki i pionki są porządnej jakości, a sposób w jaki są zilustrowani jest interesujący. Jedynie jeszcze w wykonaniu mnie dziwi, że jest dwóch tych samych policjantów, a trzeci inny – to nie mogli zrobić trzeciego innego czy takiego samego? :D

W turze wykonujemy dwie akcje z pośród trzech dostępnych. Poruszenie polega na przeniesieniu dowolnej postaci na dowolny kafel – później w grze pojawiają się pionki policjantów, te też możemy przemieszczać. Zabójstwo to praktycznie najważniejsza czynność, Możemy wykonywać ją jedynie swoim skrytobójcą. Każdy zabójca ma zestaw nóż, pistolet i snajperkę. Nie możemy deklarować zabójstwa jeżeli stoimy na kaflu z policjantem lub on z nami sąsiaduje. Noża używamy jeżeli jesteśmy z kimś na polu. Pistoletu jeżeli jesteśmy sami na polu i zabijamy postać stojącą na sąsiednich płytkach. Ze snajperki trafiamy w cel będący dowolnie na wprost, pod warunkiem, że jesteśmy sami na kaflu i jest na nim symbol celownika (niebieskie obramowanie).

Nie deklarujemy czym i kim zabiliśmy, a jedynie kogo. Wtedy powinno się wymienić potencjalnych kilerów i jeżeli nie było wśród nich postaci, która dokonała morderstwa, to gracz powinien się ujawnić. W innym przypadku ujawnia swój cel – jeżeli zaś postać, która zginęła nie jest jego celem, ten po kolei powinien zapytać się czy to czyjś zabójca i czyjś cel. Świadkowie z miejsca wypadku się rozchodzą i stawiany jest tam policjant. Trzecią akcją jest oskarżenie. Jeżeli policjant stoi przy pionku, który chcemy oskarżyć, to podnosimy tę postać i konkretnie się pytamy gracza “Czy to jest twój zabójca?”. Jeżeli okazało się to prawdą, to przeciwnik się ujawnia, w innym przypadku nic się nie dzieje.

Mimo tego, że gracz jest ujawniony, to może grać dalej, jedynie nie może dokonywać zabójstwa. Gra się toczy tak długo, aż ktoś nie wyeliminuje swoje cele lub wszyscy gracze zostali zdemaskowani. Następuje podliczanie (za ujawnienie gracza lub zabicie swojego celu – 1, za zabicie zabójcy przeciwnika – 3, zaś za zlikwidowanie celu przeciwnika lub nie biorącego udziału w grze to -1) i wygrywa osoba mająca najwięcej punktów.

Ratunku, policja!

Nie myślałem, że wyjaśnienie zasad tyle mi zajmie, zatem przepraszam za ten blok tekstu. Przede wszystkim podoba mi się fakt, że gracz nie odpada całkowicie z gry, ale ma jeszcze jakiś swój udział w niej. Wydaje się, że niemożność likwidacji celów to spora kara. Jednak można rozkładać tak policjantów, by blokować przeciwnika, a potem na podstawie ruchów wykryć go i oskarżyć. Nie raz tak było w czasie naszych rozgrywek, że gracz, który “odpadł” był zwycięzcą.

Co do obserwowania, to warto to robić nie tylko jak już się odpadnie. Kluczem do sukcesu jest baczenie na to jak się zachowują gracze, jak reagują na pewne zagrania, gdzie stawiają pionki, jak się wahają, jaki ruch wykonują. Daje to nam ogromną przewagę i możemy rozpracować rywala, tym samym zabijając jego postać czy też go oskarżając. Oczywiście zabicie daje więcej punktów, ale oskarżenie jest bezpieczniejsze, bo w przypadku pomyłki nic nie tracimy.

Działa to też w drugą stronę – skoro przeciwnicy patrzą nam się dokładnie na ręce, to nasze metody powinny być ostrożniejsze. Nie możemy wykonywać oczywistych ruchów, a przy zabójstwie powinno istnieć kilka możliwych podejrzanych. Jeżeli zrobimy takie morderstwo, które mogła wykonać tylko jedna postać, to logiczne, że będziemy oskarżeni lub zamordowani.

Sporym atutem gry jest dynamizm, ot zrobienie dwóch akcji to jednak nie jest nic wyjątkowego i długotrwałego. Wydaje się, że skoro to gra z ukrytą tożsamością, która dobrze się wpisuje w kategorie “pojedynek umysłów” czy “psychologiczne gierki”, to będzie sporo rozkminiana. Otóż nie, z każdym kolejnym morderstwem gra toczy się zdecydowanie szybciej, choć już wcześniej miało dobre tempo. Może nie zawsze jest to tytułowe 10 minut, czasem kilka minut dłużej, a czasem i krócej, ale ma się poczucie, że wszystko przebiega sprawnie.

I taka prawda, że jeżeli coś jest dobre i krótkie, to chce się grać jeszcze raz. Pierwsze zetknięcie z tą grą to spokojnie 5-6 partii z rzędu. Poszło niesamowicie. Dodatkowo układ miasta może być całkowicie inny niż w poprzedniej rozgrywce, a dodając fakt, że mamy nowego skrytobójcę i cele, to regrywalności w tej grze jest niemało. Również skalowalność jest na dobrym poziomie. Na dwóch graczy to raczej typowy pojedynek umysłów, kto pierwszy zgadnie i trafi odpowiednio w przeciwnika lub wyeliminuje po cichu swoje cele, ten wygrywa. Na 3-4 pojawia się drobny chaos i lekka nieprzewidywalność w postaci przeciwników. Sama gra nie jest losowa, o ile możemy określić w ten sposób ingerencję rywala – no bo skąd miał wiedzieć, że akurat w pierwszym ruchu zabił naszego zbrodniarza lub przyblokował idealny układ?

Właściwie jedyne, co w tej grze według mnie byłoby lepszym pomysłem, to jakaś kara za nieudaną próbę aresztowania – o ile nie straciło się swojego hitmana. Utrata kolejki, czy możliwość wykonania tylko jednej akcji w następnej turze byłaby adekwatna. Inaczej, ktoś może co chwilę miotać policjantami i pytać się o zabójców. Raz miałem taką sytuację i trochę psuło wrażenia, ale to wyjątkowe zdarzenie, które rzadko ma miejsce.

Osobiście mnie to jakoś nie ruszyło, ale spory bulwers znajomej spowodował, że musiałem wspomnieć o pewnej rzeczy. Żeńskie postacie są ujęte raczej w pozycjach jednoznacznie seksualnych. Podstawy pantery, pandy, czy pielęgniarki-zając wzbudzać jakieś dziwne skojarzenia – wspomniana osoba nie mogła przeboleć tenisistki żyrafy. Jako, że to pewno personifikacja zwierząt, to nie zwracałem na to uwagi, ale jak ktoś lubi Rule 34, to lepiej nie grajcie :D.

Prosto w serce

10 minut to miła gra na krótkie sesje, o ile nasi współgracze lubią gierki umysłowe. Pod względem socjologicznym, w którym musimy obserwować co robi przeciwnik, to ten tytuł wypada niesamowicie. Możemy wykorzystać też pewne zachowania i po ruchu przeciwnika wywołać w nim konkretną reakcję dającą mu podejrzenie, że to nas przeciwnik. Pewno osoby zajmujące się NLP znają takie socjotechniki i mogą je w tej grze wykorzystać.

Plusy:

  • miłe, kompaktowe wydanie i dość ładne wykonanie
  • nawiązania do popkultury w niektórych częściach miasta
  • prosta do wyjaśnienia mechanika
  • dobry motyw z ukrytą tożsamością i zabawą psychiką gracza
  • niezły element “pojedynku umysłów”
  • dynamiczna rozgrywka i generator kolejnych partii
  • “wyeliminowany” gracz nie odpada z rozgrywki, co więcej, ma realne szanse na wygraną

Minusy:

  • mogła być jakaś kara za fałszywe oskarżenie
  • rule 34 :)

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.