Skip to main content

Ticket to Ride: 10th Anniversary – Jazda pociągiem na pełnym wypasie

Choć recenzowana wersja mechanicznie nie różni się od tradycyjnego Wsiąść do Pociągu, to jednak uważam, że warto poświęcić jej chwilę. Ta edycja również jest limitowana i w Polsce było dostępnych – o ile pamiętam – 100 sztuk, ale mimo tego nadal jest dostępna w sklepach. Pewno zainteresuje tekst tylko fanów serii, ale co tam, mój blog, wolno mi. No, i tym optymistycznym akcentem przechodzimy do kolejnej części recenzji

Kolej na… kolej?

Czarne duże pudło (większe niż normalna wersja) sugeruje, że zawartość różni się od tej znanej z tradycyjnego opakowania. Ciemna okładka ni jak pasuje do tej serii gier. Miła, familijna gra, a na ilustracji frontowej dominuje czerń. Rozumiem, że wersja dla koneserów, którzy z są zatwardziałymi fanami tytułu, ale czemu zrezygnowano z kolorowej oprawy graficznej to ja nie wiem… Również karty i mapa ma bardziej stonowaną, mniej krzykliwą oraz ciemniejszą szatę.

Sposób wykonania to coś, na co warto zwrócić uwagę. Pomijam już, że mamy nowe rysunki na kartach oraz inaczej ilustrowaną mapę. To daje poczucie, że pieniądze nie poszły na marne. Również spore wrażenie robi fakt, że wypraska jest przystosowana, aby pomieścić każdy element w swoim, odpowiednim miejscu. No OK, to było już w bazowej wersji, ale tutaj dodatkowo wytłoczka jest wyścielona jakimś materiałem (pewno zamszem).

Wszystkie wagoniki gracza każdego koloru są w odpowiedniej metalowej puszcze. Posiada ona jakiś opis jak, kampania piwowarska czy cyrk, wraz logo. Pamiętacie jak wyglądały pionki wagonów w tradycyjnej wersji? No to szczena opadnie wam na widok tych z rocznicowej. Każdy z nich jest dopasowany do opisu na puszce. Z kopalni mamy wagony pełne węgla, cyrk to tabory pełne zwierząt, z których wystają długie szyje żyraf. Warto wziąć do ręki pionek każdego rodzaju i przyjrzeć się tym detalom.

Przyglądając się mapie można dostrzec wiele szczegółów. Przy nazwach miasta są budynki, a ich liczba jest różna od wielkości miasta. Przy portach są statki. W miejscu, w którym są góry widać… góry :D. Widzimy samoloty, a i jest też wiele smaczków. Chociażby w okolicach Duluth jest tabliczka informująca, że tutaj leży tak naprawdę Duluth. Spora szczegółowość, która znów utwierdza w przekonaniu, że te 300zł nie poszło na marne.

Jak wspomniałem, w praktyce otrzymujemy te same wydanie Wsiąść do Pociągu, ale lepiej wydane. Z drobną różnicą – 10th Anniversary zawiera również dodatek USA: 1910. Dzięki temu mamy więcej biletów i więcej niepowtarzalnych tras do zrealizowania. Jeżeli nie graliśmy wcześniej w ten tytuł z rozszerzeniem, to już może być dla nas nie oczywiste dokąd zmierza przeciwnik.

Nie chcę się za bardzo rozwodzić nad opisem mechaniki. Jest to bardzo znany tytuł, więc tylko pokrótce wyjaśnię o co w tym biega. Pewno już większość z was się skapnęła, że gra jest o przemyśle kolejowym. Będzie dobierać i realizować trasy pomiędzy miastami za pomocą swoich wagonów. W turze możemy zrealizować jakieś połączenie, dobrać karty potrzebne do tworzenia tras lub wziąć bilety, aby dobrać nowe miasta, które należy połączyć koleją. Po więcej zapraszam do recenzji podstawowej wersji.

10 lat minęło…

Skoro mechanicznie się nic nie zmieniło, a na temat wyglądu rozpisałem się dosyć wiele. W tym miejscu pewno bym podlinkował znów recenzję odsyłając do niej. Ale nie jestem aż tak leniwą larwą.

To, co mnie intryguje w tej grze to jej unikalność. Właściwie jest wymieniana jako gateway, ale jakoś po zagraniu tylu tytułów nie mam nic przeciwko, aby wrócić do Wsiąść do Pociągu. Lubią ją duzi i mali, starzy i młodzi, każuale i geeki. Praktycznie każdy gracz. Inną ciekawą cechą tej gry to jej dynamizm. W czasie rundy robimy jedną akcję z trzech dostępnych, nic takiego i nic trudnego.

Jednak gra daje małe pole do popisu w kwestii kombinowania. Kiedy ktoś zablokuje nam trasę, to musimy zastanowić się co dalej lub co zrobić. W czasie partii na pewno będziemy starali się nie zdradzać naszych myśli i trasy, którą aktualnie staramy się wykonać.

A właśnie, blokowanie. Choć najczęściej uznaje się tę pozycję za grę familijną, to jednak po lepszym poznaniu często będzie zdarzać się sporo negatywnej interakcji. Objawia się ona głównie w blokowaniu drogi, najczęściej jednak jest zawsze dostępna alternatywna trasa do danego miasta. Jednak kiedyś te alternatywne trasy się kończą i wymaga to sporo nakładu czasu, a im mniej wagonów, tym szybciej zbliża się koniec gry.

Hype train! All aboard! :)

Mechanicznie nic się nie zmieniło. Uważam Ticket to Ride za bardzo miłą grę, raczej nie ma sytuacji w której bym odmówił partyjki. Wersja kolekcjonerska jest dla zatwardziałych fanów serii.

Plusy:

  • interesująca nowa szata graficzna
  • genialne wykonanie – te puszki, wytłoczka, wagoniki, ach!
  • miły dynamizm rozgrywki
  • gra nie straciła swojego uroku i uniwersalności
  • dobra skalowalność i regrywalność
  • doza planowania, kombinowania i negatywnej interakcji
  • dodatek dorzucony do podstawki

Minusy:

  • po kilku partiach zapamiętuje się trasy na biletach
  • wersja jubileuszowa jest tylko dla zagorzałych fanów serii, bowiem nic nie zmienia w porównaniu do podstawki

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.