Skip to main content

Star Wars: Przeznaczenie – A jakie jest twoje?

Praktycznie wspominam to przy każdej grze z uniwersum świata Gwiezdnych Wojen. Nie jestem fanem serii, nie bardzo rozumiem tego fenomenu. Nie mniej nie przeszkadza mi to spędzać czas przy planszówkach na licencji Star Wars. Szczerze mówiąc myślałem, że po Dice Masters czy HeroClixach nie wkopię w kolejną grę kolekcjonerską. Jednak Star Wars: Przeznaczenie wchłonęło mnie na dobre.

Złoczyńca czy bohater?

Aby zacząć przygodę z tą grą grą warto zakupić starter – w zależności czy chcemy grać złoczyńcami czy bohaterami musimy się zaopatrzyć w zestaw Kylo Rena lub Rey. Oczywiście logiczne dla mnie było, aby mieć starter złoczyńcy. W środku znajdziemy 24 karty i 9 kości. Później możemy rozszerzać swoją talię odpowiednimi boosterami – każdy z nich ma 5 kart i jedną kość. Część grafik będzie znana z innych tytułów tej serii. Jednak nowe postacie z siódmej części – jak Rey, Finn, BB-8 czy Kylo Ren – mają już nowe ilustracje. Osobiście nie dziwi mnie wtórność szaty graficznej – sporo te rysunki są gotowe i grafik dostał za nie wypłatę, to po co tworzyć nowe? Karty w pierwszym kontakcie były dla mnie zbyt cienkie, jednak w dalszych partiach nie miałem tego odczucia. Nie mniej radzę zakoszulkować je, jeżeli będziemy często rozgrywać partie. W czasie jednej rozgrywki nie ma może zbyt dużo tasowania – jedynie na początku gry – ale jeżeli chcemy zagrać 3 lub 4 partie z rzędu, to już koszulki mogą się przydać. Kostka ma bardzo specyficzny wygląd przypominający nieco te z systemu Hero Dice. Są duże i osobiście nie przepadam za takim wyglądem. Z kolei chyba nie ma lepszego sposobu, aby różnić kości jak umieścić na nich rysunek.

Jako, że starter posiada już gotowy zestaw, to warto zacząć od partii na gotowcu – za zestaw 24 kart i 9 kości zapłacimy 65zł. W instrukcji dobrze opisano sposób budowy własnej talii, więc nie będę go przytaczał. Jedynie powiem, że każda postać w zależności od liczby użytych kostek ma inną wartość punktową i wybieramy tak, aby mieć maksymalnie 30 punktów i dokładnie 30 kart.

W czasie swojej tury wykonujemy jedną akcję z kilku dostępnych. Możemy zagrać kartę z ręki, każda z nich ma koszt w zasobach (na początku rundy – rundy, nie tury – otrzymujemy 2 zasoby), po opłacie jej efekt wchodzi w życie. Może to być wydarzenie, czyli natychmiastowy efekt, wsparcie czyli dodatkowa akcja lub ulepszenie, czyli wybrana przez nas postać dostaje kolejną kość. Inną opcją jest aktywowanie postaci, czyli rzut przypisanymi kośćmi do niej. Inna akcja to wykorzystanie kości, czyli rozpatrzenie efektu wszystkich kości z wybranym, jednym symbolem. Po odrzuceniu jakiekolwiek karty możemy przerzucić dowolną liczbę kości. Kolejną czynnością jaką możemy wykonać to zajęcie pola bitwy, wprowadzamy efekt pola i tym samym dajemy znać, że nic nie będziemy więcej robić w tej rundzie. Ostatnie, co możemy zrobić, to spasować – kiedy wszyscy gracze spasują, to kończy się runda. Oznaczamy postacie, że są niezużyte, dobieramy do 5 kart (wcześniej możemy odrzucić nieprzydatne) i dobieramy dwa żetony zasobów. Jeżeli przeciwnikowi skończyły się karty w talii i na ręce lub zabiliśmy mu wszystkie postacie – wtedy wygrywamy.

Moc jest silna

Star Wars: Przeznaczenie to gra dwuosobowa w świecie Gwiezdnych Wojen. Zasady są dość proste, właściwie trzeba znać opis na kartach, kilka symboli i parę pojęć. Jednak, jeżeli zdarzy się problem z interpretacją, to z pomocą przyjdzie silnie już rozwinięta społeczność, objawiająca się w szeregu grup, for i stron poświęconych tej pozycji. Słyszałem również, że ten tytuł ma poważne błędy w tłumaczeniu, ale poza Świątynią Jedi – która pozwala usunąć dwie karty wydarzeń, a nie jakiekolwiek – nie spotkałem się z nimi.

Potyczki starterem dają już frajdę, ale najwięcej radości sprawia mi składanie własnej talii. Zabawa i sprawdzenie, które połączenia kart są najlepsze, co warto mieć w swoim stosie, co się nie nadaje, czego brakuje, itp. Oczywiście ta część jest przeznaczona dla tych, którzy chcą zbierać karty i wydać na to majątek. Niestety, mnie to wciągnęło i po kilku partiach wiem, że mam całkiem obiecujący układ. Okraszone to było wieloma porażkami, w czasie których wkurzałem się niczym Kylo Ren. Jest to ryzyko każdej gry kolekcjonerskiej, zwłaszcza, że na pewno na jednej serii boosterów się ta seria nie skończy. Niedługo do kin wchodzi Łotr 1, za rok na VIII część, a i nie wszyscy bohaterowie poprzednich filmów są ujęci w dodatkach.

Nie ma co denerwować, gdy nam nie idzie (oj, gdybym tylko ja słuchał siebie). Skoro trzeba sprawdzać czy talia, którą składamy jest dobra, to wiadomo, że może to być naznaczone porażką. Z drugiej strony kostki i karty to jednak sporo losowości. Na szczęście nie jest tak, że jak coś wypadnie, to tak musi być. Są karty, które wpływają na wynik kości. Zarówno swoje jak i przeciwnika. Poza tym zawsze możemy odrzucić dowolną kartę i przerzucić niepasujące kości. Jest całkiem dużo możliwości i rzadko kiedy zdarza się tak, że rzucone wyniki to koniec. Dodatkowo muszę odwołać się znów do składania talii, bo możemy mieć w niej takie karty, które usuwają kostki z puli przeciwnika (słynny Atak mocą :/), więc nasz rywal jest najczęściej bezradny na takie działanie. Aleris szczególnie lubi mnie denerwować, kiedy w momencie mam najlepszy rzut, to on będzie miał coś, co przyblokuje lub usunie mi kości.

Przeważnie jest tak, że wiemy co robisz . Jednak na początku nie jest to wcale takie jasne. Czy warto odrzucić jakąś kartę, by mieć przerzut? Czy zablokować tę kość? Czy teraz najlepiej jest kupić tę kartę czy przetrzymać zasoby na coś innego? Właśnie na tych decyzjach jest oparta cała mechanika. Nie zawsze aktywowanie postaci w pierwszej turze jest dobre. Może lepiej dać mu jakieś ulepszenie? Z drugiej strony jeżeli nie mamy jakichś wydarzeń na ręce, które przyszpilą przeciwnika lub nie ma odpowiedniej sytuacji, to nie mamy wyboru, itd. itp.

Nie powinno mi to przeszkadzać, ale dla mnie to mało logiczne, więc wspomnę. Zatwardziały fan Gwiezdnych Wojen może mieć z tym problem. Otóż, możemy grać postaciami, które nigdy się nie spotkały, bo dawno nie żyją. Na przykład ja mam talię Kylo Ren i Jango Fett. Bardziej ekstremalny przykład: nic nie zabrania, aby gracz miał tę samą postać i wtedy walczy np. Kylo Ren przeciw… Kylo Renowi.

Sporo opcji rozbudowy talii, losowe dobieranie kart, wiele kombinowania. Tak, ten tytuł ma sporą regrywalność. O ile będziemy chcieli rozwijać naszą kolekcję. Jeżeli nie będziemy grali “kolekcjonersko”, to może nas już rozgrywka nieco nużyć. Niestety, to urok CCG.

Niech moc będzie z tobą!

Star Wars: Przeznaczenie to pozycja, która wciąga bez reszty. Naprawdę myślałem, że nie dam się wkręcić w grę kolekcjonerską. Jednak interesujące elementy jak kombinowanie, wymieniane się kartami, składanie własnej talii i szukanie najlepszych połączenień kupiły mnie bez reszty.

Plusy:

  • całkiem tani starter
  • można grać bez potrzeby rozwijania kolekcji kart
  • ciekawe możliwości budowania talii
  • interesujące zdolności kart
  • bohaterowie znani z serii Gwiezdne Wojny
  • kombinacyjny aspekt rozgrywki
  • wpływ na wynik na kościach…

Minusy:

  • … choć czasem na rzut przeciwnika nie ma rady
  • potyczkę mogą toczyć postacie, które nie miały prawa się spotkać
  • niska regrywalność, jeżeli gramy tylko na starterze

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.