Skip to main content

Dolina Kupców 2 – Czas wyruszyć znów na targ

Dolina Kupców okazała się niemałym hitem. Przyjęła się bardzo dobrze wśród graczy, również i w moim gronie była ceniona. Dlatego z wielką nadzieją oczekiwałem kolejnej części tej gry odkąd dowiedziałem się, że Fullcap Games ma ją w planach. Już jestem po kilku partiach i mogę przedstawić wam jak się sprawdza ta pozycja.

Stara, dobra Dolina

Okładka do nowej pozycji prezentuje się dość podobnie do poprzedniej. Owszem, mamy inny rysunek, ale w podobnej bajkowej stylistyce oraz widzimy jakieś miejsce z góry. Tym razem mamy port, w której dochodzi do rozładunku. Nadto krajobraz kojarzy się z jakimś krajem orientalnym, najpewniej z Japonią. Mamy charakterystyczny kształt domków, nieopodal kwitnie wiśnia, po wodzie śmigają łodzie z jednym żaglem, nawet można dostrzec jakieś litery określane często jako “chińskie krzaczki”. Gra zawiera wiele nawiązań do pierwszej części: od wyglądu szaty graficznej, poprzez rozmiar pudełka, aż po podobną zawartość. Sześć talii zwierząt, kostka i plansza rynku. Mimo takiej dużej zbieżności, to mamy do czynienia zdecydowanie z innym tytułem.

No dobra, nim przejdę do różnic, to muszę powiedzieć, że mechanika jest też taka sama, jeżeli chodzi o akcje i warunek wygranej. Będziemy rozbudowywać swoją talią za pomocą kart rynku wykonując akcję zakupu lub triki (czyli opisana czynność z karty), a wszystko po to, aby zbudować osiem straganów. Kto pierwszy to zrobi, ten wygrywa. W skrócie: będziemy dodawać swoje karty do talii, aby je umiejętnie się pozbywać. Po więcej zapraszam do recenzji poprzedniej części.

Co tam nowego w Dolinie?

No i teraz przechodzimy do nowości. Sześć nowych talii, a jak ktoś wspierał ufundowanie tej gry to ma jeszcze Bobry. I każdy z nich ma nowe zdolności. Owszem, możemy widzieć podobieństwa, np. Negatywna interakcja to Szopy, a w dwójce Krokodyle, zaś losowość wprowadzają Oceloty, zaś w nowej edycji Fenki. Nie mniej jednak zupełnie inaczej się objawiają te aspekty. Krokodyle wyrywają karty, zmuszą do jakiejś straty, kiedy to Szopy psują i modyfikują talie przeciwnika. Losowość Ocelotów oparta jest na kostce, zaś Fenków już niewiadoma związana z wymianą kart, często zagrywając kartę możemy nawet pomóc przeciwnikom. Według mnie genialne są Leniwce, które ciężko mi przyrównać do jakiejś poprzedniej frakcji. Leniwce posiadają karty, które w większości przypadków aktywują się w następnej turze, a ich efekt jest najczęściej bardzo silny.

To, co urzekło mnie w pierwszej części to solidne kombosy, które są przygniatające. Nowe talie jeszcze bardziej zmuszają to szukania połączeń i tworzenia potężnych kombinacji. Jest to możliwe, ponieważ nowe karty są jeszcze bardziej wyśrubowane i mocniejsze. Odpowiednio je łącząc będziemy wykonywać silne akcje. Naprawdę bardzo silne. Oczywiście wrażenia zależą od tego jakie talie ze sobą połączymy.

A co do tego… jest to samodzielny dodatek, więc nic nie broni, aby talie łączyć z tymi z pierwszej części. Uważajmy tylko, aby nie połączyć podobnych: gdy chcemy grać z Dziobakami wystrzegajmy się Wiewiórek, nie dajemy Tchorzów lub Fenków do Ocelotów, itp. Jednak dobrze łącząc talie będziemy mieć nowe doświadczenia. Odkryjemy na nowo możliwości zwierząt z poprzedniej części, a i te nowe będą miały ciekawą stronę. A wiecie, co oznacza wymieszanie talii z obu części? Tak, jeszcze więcej kombosów. I większa regrywalność obu pozycji.

Jeżeli mam być szczery, to talia Tchorzów bardzo mi nie podeszła. Zawiera elementy każdej z talii poprzedniej części: mamy więc rzut kostką, mieszanie w talii, zgadywankę i hazard. Jednak te połączenia nie są zbyt udane i zdolności niezbyt zachwycają. Rzadko ktoś stosował triki z talii tego zwierza, a jedynie używał ich do tworzenia straganów.

Mistrz kupiecki

Praktycznie wszelkie zalety i wady tego tytułu powielają się z poprzednią częścią. Wydaje się, że zmian jest niewiele. Bo w sumie tak jest, otrzymujemy nowe talie, które dają zupełnie odczucia płynące z rozgrywki. Tytuł przeszedł ewolucję, nie wprowadzając zbyt dużo nowości, ponieważ, co dobre należy jedyne rozwijać, a nie poprawiać. Dla fanów serii jest to pozycja wręcz obowiązkowa, posiada talie przeznaczone dla nieco bardziej zaawansowanych graczy, ale nowe osoby, nieznających poprzednią część nie powinni czuć się zagubieni.

Stwierdziłem, że nie mam zamiaru pisać na temat plusów i minusów gry, skoro będzie to samo, co w pierwszej części rozszerzone o nowe zalety i jedną małą wadę :).

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.