Skip to main content

Carcassonne: Star Wars – Od średniowiecznego miasta do dawno temu w galaktyce

Ostatnio Gwiezdne Wojny nabierają na popularności, pewno VII część sagi oraz Łotr 1 przyczyniły się do wzrostu zainteresowania tą marką. Powstało sporo gier na licencji Star Warsów jak X-Wing, Rebellion, Star Wars: Przeznaczenie czy Imperium Atakuje. Zazwyczaj reimplementacja gry w tematyce tej serii ograniczała się do Gry w Życie, Ryzyka, szachów, Monopoly czy innego chińczyka. Ale Carcassonne? W pierwszej chwili jak o tym usłyszałem, to uznałem ten fakt za przegięcie. Jestem po kilku partiach i cóż… A zresztą, przeczytajcie sami.

Odkryj w sobie Moc

Okładka przestawia słynną scenę, kiedy do Darth Vader i Luke Skywalker krzyżują swoje miecze w pojedynku. Jest to dobry chwyt, aby przyciągnąć fanów uniwersum do tej gry. W środku mamy meeple, na które trzeba nakleić wizerunki postaci zależnie od koloru, plansza do punktacji prostokątne przedstawienie kim będziemy grali (Yoda, Szturmowiec, Darth Vader, Luke i Bobba Fett) oraz pełno kafli. Ach, i coś co mnie zaskoczyło – kości. Kafle mają czarną, kosmiczną szatę graficzną – ogółem mamy szlaki handlowe, pole asteroidów i planety, co jest odpowiednikiem drogi, zamku i klasztoru z podstawowej wersji gry. Gdzie nie gdzie można dostrzec wśród gwiazd statki kosmiczne, a planety i księżyce są znane osobom znające tę serię, bowiem mogą wystąpić takie nazwy jak Dagobah, Naboo czy Aalderan. Choć oprawa trochę monotonna i mniej kolorowa w porównaniu z bazową grą, to jednak pasuje do tytułu związanego z Gwiezdnymi Wojnami. Wykonanie jest takie same jak tradycyjnego Carcassonne, czyli dobre. Porządne meeple, grube kafelki, przejrzysta ilustracja. Dodatkowo mamy naklejki przedstawiające postacie z sagi oraz wizerunki tych samych bohaterów na prostokątnych kaflach. Jedyne uwagi jakie mam do wykonania, to czasem kafelki nie są ze sobą zsynchronizowane i mamy lekko krzywą drogę (ale to rzadko się zdarza i mało kto zauważa) oraz duży meeple mógłby być większy, aby wyraźnie się odznaczał od małych.

Zasady są dość podobne do podstawowej wersji, więc jedyne przedstawię różnice. Jeżeli nie znacie Carcassonne, zapraszam do przeczytania recenzji. Jeżeli mamy jakąś niezajętą planetę lub chcemy zaatakować zajętą to dostawiając płytkę otaczając ją możemy wejść na nią swoim meeplem – jest to jedyny wyjątek, w który łamie podstawową zasadę, że pionek kładziemy tylko do właśnie położonego kafla. Przyznawanie punktów jest analogiczne jak w zwykłej wersji: szlak jest punktowany jeżeli mamy meeple’a i zamkniemy oba końce, pole asteroid jeżeli z każdej strony będzie otoczone kosmosem, a planetę gdy z ośmiu stron będzie widoczny kafelek. Na płytkach widoczne też są symbole frakcji, które dają dodatkowe punkty po skończeniu danego obszaru. W przypadku szlaku, jeżeli na nim jest symbol naszej frakcji to dostajemy 2 punkty za każdy symbol (niezależnie od naszej przynależności), w polu asteroid każdy symbol przynosi 2 punkty, tak samo znak na planecie. Jeżeli połączymy dwie niezależne drogi, pola asteroid lub zaatakujemy zajętą planetę, to dochodzi do walki – określamy liczbę kostek i rzucamy, kto ma większy wynik wygrywa i jest w posiadaniu obszaru, o który toczyła się bitwa. Standardowo gra się kończy jak się skończą kafelki, a wygrywa osoba mająca najwięcej punktów.

Moc w Carcassonne silna jest

Właściwie to jest zwykły Carcassonne. Według mnie te urozmaicenia są przeznaczone dla bardziej zaawansowanych graczy, bowiem jest więcej możliwości zdobycia punktów. Symbole frakcji już są jakąś metodą, warto dodawać do swoich pól je, aby zwiększyć znacznie ostateczny wynik. Nie mówię już o bitwach, część obszarów może być nie lada kąskiem dla niektórych graczy. Przy bardziej zawziętych partiach niektórzy potrafili okrążyć tor punktacji dwa razy.

W sumie te bitwy to element, który niezwykle mi się spodobał. Wcześniej za współdzielenie obszaru każdy dostawał punkty, chyba że ktoś miał przewagę meeple’i. No i właśnie, te przebijanie się bez większego sensu i kombinowanie jak odbić obszar było trudne, zwłaszcza, że czasem nie starczało na to pionków. Tutaj możemy przejąć dane pola poprzez odpowiednie zarządzanie kaflami i meeple’ami oraz uwzględniając symbole frakcji. Przegrany w zamian dostaje punkty równe kostkom, którymi rzucał, więc nawet niezbyt udane przejęcie może być opłacalne ze względu na te punkty. Z drugiej strony jeżeli komuś odbito coś, nad czym długo pracował ma pewną osłodę, a i tak może spróbować mieć ponownie ten obszar swoim w posiadaniu.

Mimo tego mechanizmu walk, to są ludzie, którzy wolą grać na spokojnie, bez większych bitew, z powolną rozbudową swojej części galaktyki, bez mieszania się w sprawy innych. Mamy wtedy najzwyklejsze Carcassonne bez farmerów, ale jak ktoś chce, to nie ma przeszkód by zagrać w tę wersję jak tradycyjną. Zatem mamy dwa w jednym – dla osób, którzy nie lubią zbytnio negatywnej interakcji oraz dla zaawansowanych graczy.

75 kafli do ułożenia, praktycznie każda partia to inna mapa. Kiedy dodamy do tego możliwość przejmowania obszarów okazuje się, że regrywalność jest naprawdę spora. Kombinowanie jak zając najlepsze miejsca i szukanie co raz lepszej strategii również jest elementem składowym tego tytułu, więc nie powinniśmy się obawiać o regrywalność. Skalowalność również nie jest zła w tej grze. Oczywiście więcej się dzieje dla większej liczby graczy, ale gdy jest mniej osób możemy zapanować nad sytuacją, bowiem plansza mało się zmienia zanim dochodzi do naszej tury.

A tym sposobem przechodzimy do losowości. W tradycyjnej wersji było jej całkiem sporo – wyciągamy kafelek i nie mamy pewności, że będzie pasował do naszych terenów, które chcemy rozbudowywać. Ktoś “życzliwy” może dołożyć nam kafelek w taki sposób, że nie ukończymy danego obszaru. A tutaj dodatkowo jeszcze w czasie walki są używane kostki. Oczywiście teoretycznie im więcej ich mamy do dyspozycji tym jest większa szansa na przejęcie/obronę miejsca. Nie mniej raz czy dwa widziałem jak ktoś przejął obszar mając tylko jedną kość przeciw trzem.

Czy właściwie temat Gwiezdnych Wojen jest wymagany w tym tytule? Oczywiście, że nie. To najzwyklejsze Carcassonne, z innym systemem punktacji. Nawet mechanika nie bardzo pasuje do tej serii. Mogło to być na temat jakiegokolwiek odnośnie podboju kosmosu i walki o wpływy. Dlaczego akurat ta seria? Kompletnie nie wiem, myślałem, że pozyskanie licencji nie jest takie proste. Z drugiej strony jeżeli ktoś jest niesplanszowany, a jest fanem tego uniwersum, to bez problemu można polecić ten tytuł jako starter.

Co to za galaktyka?

Carcassonne: Star Wars przez jedną prostą zmianę nabiera nowego, ciekawszego wymiaru. Osoby, które chcą większej dawki negatywnej interakcji, powinni się zaznajomić z tą wersją.

Plusy:

  • dobrze dobrana szata graficzna i porządna jakość wydania
  • bardzo wysoka regrywalność i zbalansowana skalowalność
  • proste zasady, szybko się tłumaczy
  • dynamiczna rozgrywka
  • mamy praktycznie dwa w jednym – możemy grać jak zwykłe Carcassonne lub z nowymi zasadami
  • bitwy, które upraszczają pewne sprawy, a równocześnie czynią grę trudniejszą
  • poprzez dodanie tych walk rozszerzono, i tak szeroki, target
  • fani Gwiezdnych Wojen, którzy nie grają w planszówki mają dobrego gatewaya

Minusy:

  • dość sporo spraw zależnych od losowości
  • tak naprawdę temat Gwiezdnych Wojen jest wepchnięty na siłę

Dziękuję wydawnictwu Bard Centrum Gier za przekazanie egzemplarza do recenzji

Bard Centrum Gier

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.