Skip to main content

Tetcon – Mój pierwszy raz w Tczewie

Z relacją jest według mnie tak, że powinno się pisać ją szybko albo wcale. Cóż, jednak złamię zasadę i napiszę coś o tegorocznej edycji Tetconu. Byłem na tym tczewskim konwencie pierwszy raz w życiu. Nie wiem czy bym pojechał, gdyby nie namowy Agnieszki Trzepacz (prezes Bydgoskiego Klubu Fantastyki Maskon) i nagły przypływ gotówki, ale ćóż… Byłem i co zobaczyłem mam zamiar opisać.

Cała impreza miała miejsce w I LO im. Marie Skłodowskiej-Curie. Oczywiście na wejściu przywitał mnie punkt akredytacyjny. Przy drzwiach zrobiła się niewielka kolejka, ale sprawne działanie gżdaczy, tudzież – jak nazywano ich na tym konwencie – helperów, którzy kierowali ruchem i dokonywali rejestracji uczestników, zdecydowanie przyśpieszyło tą kolejkę i nie była ona straszna.

img_20161029_121853

Sale były wyraźnie oznaczone, na tyle, że nie gubiłem się, gdzie jest interesująca mnie salka. Coś, co zdecydowanie mnie drażniło w innych imprezach tego typu, czyli brak śmietników lub ich nielogiczne rozmieszczenie, na Tetconie nie zaznałem ;). Zawsze jakiś kosz był w zasięgu mojego wzroku.

img_20161029_122456

Jeżeli naprawdę miałbym na coś narzekać pod względem organizacyjnym, to będzie na pewno dostępność toalet. Było ich naprawdę mało, a kiedy okazywało się, że przez pół godziny była ona okupowała przez jakąś dziewczynę, która się malowała czy cosplayera, to naprawdę można się zdenerwować. A fakt, że w połowie pierwszego dnia dwie z dostępnych 6 były już niedostępne :/.

img_20161029_122613

Początkowo sądziłem, że jednak uczyniłem błąd jadąc na ten konwent. Wszędzie pełno ludzi lubiących mangę i anime, wystawcy nie mieli nic ciekawego dla mnie (zastanawiałem się jedynie nad dużym kubkiem z Assassin’s Creed Unity). Jednak na sali wystawców czekał dla mnie smaczek, kartonowe makiety Stephena Amella, Ryana Reynoldsa i Roberta Downey Jr. odtworzone w skali 1:1. To było zabawne, nawet z Amellem strzeliłem fotkę. Następnego dnia, kiedy zorientowałem się, że przecież mam zdjęcie z Stephenem Amellem, ale zapomniałem wziąć od niego autografu już “manekinów” nie było. Ale była Marta, właścicielka tych “przystojniaków”. Miło wspominam tę rozmowę, podczas której dowiedziałem się nieco o “Heroes & Villains Fan Fest”.

img_20161029_122456

Tuż po przybyciu na miejsce spotkania, będąc jeszcze rozkojarzony i zmęczony podróżą poszedłem na prelekcję Artura z The Fellowship of the Board o grach planszowych ze świata Star Wars, a tuż po niej o grach zręcznościowych. Jak już jestem przy prelekcjach, to opowiem o reszcie na jakich byłem. Były to punkty programu prowadzone przez moich znajomych, więc na pewno nie jestem obiektywny opowiadając o nich, dlatego nie będę się rozwijał. Wiedzówka prowadzona przez wspomnianą Agnieszkę na temat American Horror Story. Szczerze to spodziewałem się, że znam ten serial lepiej, pytania nie były zbyt szczegółowe, ale jak wiele zapomniałem szczególnie z pierwszego i drugiego sezonu. Na dalsze prelekcje wróciłem dopiero o 23:00, Agnieszka opowiadała o dzieciach w horrorach. Na koniec “dnia” posłuchałem o Don’t hug me, I’m scared. Gruba prelka, aż do tej pory czytam teorie i zapoznaję się ze szczegółami tego “show”. Następnego dnia Filip opowiadał o “50 Shades of the Bat” i ” Snyder: czyli czemu Marvel nigdy nie dogoni DC Comics”. Chłopak był styrany i zmęczony, więc często gubił wątek i nie mógł się skupić na czym mówi, ale mimo wszystko z chęcią posłuchałem co miał do przekazania. Wszystkie prelekcje na jakich byłem były przygotowane przez Bydgoski Klub Fantastyki Maskon, jak będziecie mieli okazję ich posłuchać, to zapraszam, bo to fajni ludzie są (tak, chamska reklama, ale w słusznej sprawie!).

img_20161029_144656

Na miejscu była dostępna kawiarenka, w której można było zjeść naleśniki, ciasto dyniowe, czy wypić herbatę lub kawę. A w porze obiadowej zjeść zupę, czy schabowego. Menu było bardzo bogate, ale ok. 13:00 praktycznie nie było możliwe dobicie się do środka ze względu na hordę głodomorów. Jednak wieczorem załapałem się jeszcze na tosty i herbatkę. Dowiedziałem się od osób obsługujących kuchnię, że ta edycja Tetconu jest pierwszą, na której ją przygotowali. Naprawdę super im wyszło, a na pewno każdy, kto ją odwiedził, był zadowolony.

img_20161029_115155

Na końcu zostawiłem, to co dla mnie jest najważniejsze, czyli Games Room. Praktyczne całe ostatnie piętro było miejscem do grania, na korytarzu była wypożyczalnia oraz stoliki, przy których można było rozegrać partię jakiegoś tytułu. Dodatkowo były trzy salki, w których można było grać. Początkowo wydawało mi się, że wypożyczalnia była uboga, ale po przyjrzeniu się jej, byłem pełen podziwu. Poza sztampowymi i typowymi tytułami dla konwentów były mało popularne gry, jak Spartacus czy Small World Underground, ale pewno nie jeden geek chciał je wypróbować. Z tego miejsca pozdrawiam miłego helpera, który od 3:00 w nocy do białego rana siedział na dyżurze w wypożyczalni :).

img_20161029_124126

Na koniec mała dygresja. Między 21:00 a 23:00 wyszedłem z ludźmi konwentu na kwas chlebowy (w moim wydaniu, co inni pili mogę się tylko domyślać :D). To była mała i zabawna integracja, w której porozmawialiśmy o życiu, pośpiewaliśmy sobie i ogółem powygłupialiśmy się. Polecam!

img_20161029_122537

Pojechanie na Tetcon to pewno jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Nie spałem całą noc, dwa dni świetnych prelekcji, rozegranych gier i ogółem dobrej zabawy. Myślę, że Tczew wyryje się na stałe w mojej mapie konwentowej.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.