Skip to main content

La cosa nostra – Przychodzisz do mnie w dniu ślubu mojej córki…

Niewiele jest gier planszowych w gangsterskim klimacie, jedyne na myśl przychodzi mi bez problemu Szmal, Kasa i Spluwy oraz Bootleggers. Oczywiście, pewno jest więcej, ale nie zdobyły one większego rozgłosu lub nie mają tej mafijnej atmosfery. Jednak potyczki bossów, “przypadkowe” napaście, gromadzenie pieniędzy, umacnianie wpływów i powiększanie terenu bardzo dobrze ujęto w grze La cosa nostra.

Nasza sprawa

La cosa nostra to nazwa sycylijskiej mafii, która nadal działa na terenie Stanów Zjednoczonych. Jej nazwa oznacza “nasza sprawa”, obecnie ta siatka przestępcza składa się z ponad 20 rodzin rozlokowanych po całej USA. Gra planszowa o takiej nazwie musi mieć coś w sobie. Okładka wygląda jak połączenie ilustracji frontowej z GTA i plakatu Ojca Chrzestnego. Szata graficzna jest utrzymywana w podobnej stylistyce, co okładka. Jest to ładna, przejrzysta i miła dla oka kreska, choć momentami kolorystyka zbyt ciemna. Rozumiem, że używanie głównie ciemniejszych kolorów miało pokazać te “ciemne interesy”, potęgować mrok i ukazywać nieczyste intencje, co nawet się udało, ale dla mnie momentami jest to zbyt przesadne. Styl graficzny jest dość ciekawy, bo bałem się, że po drugiej partii starły się już karty. Okazuje się, że tak wyglądają, są brudne, szare, podniszczone, zakurzone. Niezły efekt.

la-cosa-nostra-002

Jako, że posiadam wersję z Wspieram.to, to zawartość nieco się różni od sklepowej edycji. Przede wszystkim karta rozpoczynającego gracza zastąpiona szarym drewnianym żetonem, żetony układów również są drewniane oraz dodano dwie karty bonusowe. Parę jeszcze słów o jakości planszetek, bo widziałem, że o to w internecie rozpętała się gównoburza. Naprawdę? Dajcie spokój… może i jakość wykonania nie jest najlepsza, ale nie będą one wykorzystane inaczej jak do organizacji pola gry – będzie planszetka leżeć na stole, a na niej karty. I nic więcej. Ktoś porównał gramaturę do papieru kredowego… serio? Albo ta osoba nie widziała na oczy papieru kredowego albo ich jakość wytwarzania zmieniła się od czasów, kiedy ostatni raz miałem z nim styczność. Nie chcę być złośliwy, ale w wielu grach nie ma podobnych plansz lub są wykonane znacznie gorzej, a nikt nie robi takiego hałasu jak w przypadku Baldara.

la-cosa-nostra-003

Każdy z nas wciela się w głowę rodziny potężnej mafii. Każdy ma 2000$, startowych gangsterów, wpływy oraz karty interesów wypisanych na odwrocie wizerunku ojca chrzestnego mafii. Otrzymujemy karty rozkazu i możemy jechać. Gra ma kilka faz, pierwsza nazywa się planowaniem: w niej będziemy przypisywać rozkazy do naszych gangsterów. Jeden rozkaz – jeden gangster i następny gracz robi to samo. Rozkaz ma najczęściej jakieś warunki, nie zawsze mamy odpowiednią kartę interesu, aby spełnić te wymagania. Możemy ugadać się z jakimś graczem, w sensie: ja potrzebuję garaż i masz tysiąc dolców. Czasem negocjacje się przedłużają i lepiej, aby były prowadzone poza kolejką dyskutujących graczy, aby inni nie musieli czekać na swój ruch. Poza rozkazem, możemy położyć na swoim człowieku kartę interesu, aby ją później kupić. Kiedy wszyscy zaplanowali swoje akcje, to przychodzimy do fazy rozkazów. Wtedy kupujemy pożądane karty interesu uiszczając odpowiednią opłatę lub wykonujemy rozkaz. Możemy robić te akcje w dowolnej kolejności i znów – jedna akcja, potem następny gracz i tak w kółko. Jak się wykonuje rozkazy? Każdy gangster ma liczbę pistoletów na sobie, bierzemy liczbę kostek równe pistoletom, jeżeli wynik na którejś jest wyższy niż pokazany na karcie (np. 3 oczka) – akcja się udała. Czasem są dwie kostki, wtedy mamy lepszy efekt. A co przynoszą nam te czynności? Głównie forsę, ale też zablokowanie karty przeciwnikowi, zniszczenie jest, zabranie, kradzież pieniędzy, zamordowanie gangstera, itp. Następnie jest faza dochodów – każda karta interesów przynosi nam pieniądze. Na koniec możemy kupić dodatkowego gangstera za 10000, 15000 lub 20000. Partia trwa cztery takie rundy, a karty są co raz silniejsze. Osoba posiadająca najwięcej pieniędzy wygrywa.

A zatem chcesz, abym ci użyczył ten klub nocny?

Może nieco wyjaśnienie mechaniki rozgrywki zabrzmieć nieco sucho, ale to gra mocno negocjacyjna karcianka. Gra będzie tak dobra, jak dobrych będę miał rywalów. Jeżeli każdy będzie liczył na zyski bez dyskusji z innymi graczami, to się pewno przeliczy. Podobnie jak w Grze o Tron, tak i w La cosa nostra nie da się nic osiągnąć bez dyplomacji.

la-cosa-nostra-005 la-cosa-nostra-004

Właśnie, negocjacja. Ktoś może nie być śmiały, pewno w pierwszych rozgrywkach i prosi o przysługę za tysiąc lub dwa. Później pojawia się obietnica nietykalności. Nie ważne co zrobimy, to i tak nasze umowy są wiążące, więc je honorujemy. Jednak gracze, którzy bardziej wkręcą się klimat uznają, że można coś więcej wycisnąć. Obiecany był garaż, tak? No to nie wyklucza, że mogę konkurenta okraść. Również poziom nieraz jest bardziej agresywny. “Chcesz ode mnie kasyno? Spoko 8000 dolarów. Czemu tak dużo? A widzisz, aby ktoś inny miał kasyno?”. Albo inny przykład “Dawaj to kasyno! Nie chcesz? No nie mów, że chcesz, aby któryś z twoich gangsterów zginął?”. Bardzo dobry jest w tej grze element blefu. Ktoś mi grozi śmiercią, napadem lub czymś podobnym co mocno osłabi moją pozycję, ale skąd mam wiedzieć, że naprawdę to zrobi? Szczególnie, gdy układ wydaje się czasem bardzo niekorzystny. Osobiście nie przyjmuję umów, z których nie mam zysku, wtedy najczęściej rzeczywiście gracz mnie napada, ale dość często z miernym skutkiem (ach te kości). Aha, umowy są wiążące do czasu ich wykorzystania, czyli jak ktoś chce skorzystać z mojego lichwiarza, to może ten pionek leżeć nawet całą grę.

la-cosa-nostra-006

Ciekawym sposobem jest wcielanie się w gangsterów. Taki mały role-playing. Podczas jednej partii odzywałem się do innych graczy głosem Marlona Brando zwracając się do nich jako “panie DiMaggio”, “pani LaServa”, “panie Caruso”. Inni podłapali temat i również próbowali odgrywać swoje role. Wtedy były najbardziej zażarte negocjacje, zawiłe dyskusje i emocjonujące akcje. Uważam tę partię za najlepszą jaką rozegrałem.

la-cosa-nostra-007 la-cosa-nostra-008

Jeżeli chodzi o wady gry, to na pewno jest to losowość. Nieważne jak dobre umowy “podpisaliśmy” i jak genialny jest nasz plan, ale na końcu zawsze dojdzie do rzutu kostką. Oczywiście używając dobrze gangsterów i kart wpływów możemy zniwelować wpływ przypadku i zwiększyć swoje szanse. Jednak jak na 5 kostek nie wypadnie nic powyżej trójki cały czas drażni.

la-cosa-nostra-009 la-cosa-nostra-010

Inną przywarą tego tytułu jest skalowalność. Ogółem jest dobra, ale wiadomo, że do negocjacji potrzeba dobrych opcji. Im więcej osób, tym mamy większy wachlarz do dyskusji. Mimo wszystko na 3 jest nieźle, ale to i tak nieporównywalne z możliwościami oferowanymi przez rozgrywkę pięcioosobową.

la-cosa-nostra-011 la-cosa-nostra-012

Ciężko mi to zrozumieć dlaczego gra jest od 18 lat. Szmal jest 12 lat, a jak pisałem w recenzji, na moje powinien być od 14. I właśnie nie widzę w tym tytule nic bardziej zdrożnego niż w Szmalu. Żadnej nagości, żadnych przekleństw, żadnych bardziej “mrocznych” słów. Ciężko mi to zrozumieć.

Niełatwa dola bossa

La cosa nostra to chyba najlepsza gra negocjacyjna jaką grałem, a już na pewno najlepsza jaką mi przyszło grać w tym klimacie. Poważne podejście do tematu, silna zależność od przeciwników, czy mocny klimat to najważniejsze atuty w tej pozycji.

la-cosa-nostra-013

Plusy:

  • mocny klimat gangsterski
  • dobra jakość wykonania, interesująca szata graficzna
  • duża regrywalność i mocno interakcja między graczami
  • rozkręcające się w czasie partii sposoby negocjacji
  • szantaże, dyskusje, morderstwa, kradzieże :)
  • wiele możliwości dojścia do porozumienia

Minusy:

  • skalowalność mogła być nieco lepsza
  • momentami drażniąca losowość

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.