Skip to main content

Copernicon 2016 – Zdziwienie goni zdziwienie

Zdzi­wienie jest tą przyczyną, dla której ludzie zaczęli filozofować. 
Jostein Gaarder

Zawsze po tym jak się kończy jakiś konwent w głowie pojawia mi się jakieś słowo podsumowujące te całe wydarzenie. Słowa, które przewijały mi się przez umysł podczas różnych imprez to zawód, ekscytacja, zabawa, radość, nowość, ciekawość i wiele innych. Oczywiście tegoroczna edycja Coperniconu również wywarła na mnie wrażenie, które spowodowało, że w głowie pojawiło się słowo “zdziwienie”.

Sprawy ogólne

Oczywiście te zdziwienie ma wielowymiarowe znaczenie. Zaczęło się od tego, że mój kolega chciał wyjechać z Bydgoszczy około godziny 11:00. Konwent zaczyna się o 16:00, a samochodem to podróż zajmujące jakąś godzinę. Nie wiem co byśmy mieli robić w Toruniu tak wcześnie, ale dzięki temu znaleźliśmy miejsce na parkingu oraz akredytacja poszła sprawnie. A właśnie, stanowiska akredytacyjne zostały podzielone na zwykłą akredytację, preakredytację i funkcyjną, co na pewno jest świetnym pomysłem, aby ukrócić kolejki i przyśpieszyć czas oczekiwania na swoją wejściówkę.

W tym roku nie odbywały się żadne punkty programu na Collegium Maius. Osoby bywające tam wcześniej wiedzą, że większość atrakcji można było odnaleźć w tym budynku. Niestety, akurat w czasie zaplanowanym na Copernicon odbywała się ważna dla uczelni konferencja, więc zamiast tego zaoferowano Wydział Matematyki i Informatyki. Ten budynek był oddalony od innych budynków, już nie było aż tak bardzo kompaktowo. Rzeczywiście może być pewnym utrudnieniem dla osób, które od razu z WMiI musieli się dostać do Centrum Sztuki Współczesnej. Cóż, wspominałem coś o zdziwieniu? A jakże, było duże jak się dowiedziałem o tym.

Podobnie do poprzedniej edycji, tak i w tym roku nocowaliśmy na sleep roomie, konkretniej na korytarzach gimnazjum nr 21. Choć, nieco dalej od starówki, to miejsce jest mniej ludne i ma też znaczącą przewagę: prysznic. Kolejki, aby się wymyć lub by skorzystać z toalety były znośne i niezbyt długie. Jeżeli ktoś decyduje się, że chce spać na sleep roomie, to polecam te miejsce. Tylko może przyjść małe zdziwienie, kiedy informacja powiedziała, że zajmowanie miejsc jest jest od 18:00, a kiedy się przybędzie do tej szkoły o godzinie 17:30, to już sporo miejsc jest zajętych ;).

Games room

Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że skoro jestem blogerem planszówkowym, to głównym miejscem, który chcę odwiedzić to games room. Zazwyczaj te miejsce, w którym można było pograć w gry planszowe mieściło się w we wspomnianym wcześniej Collegium Maius. Teraz tę część przeniesiono do CSW. Bardzo dobry pomysł, obok stanowisk wystawców umieszczamy przestrzeń do gier. Normalnie w miejscu, gdzie w tym roku znajdował się games room odbywały się turnieje oraz pokazy planszówkowe. Zawsze wydawało mi się, że to niezbyt rozległa powierzchnia, ale jak się okazuje dobrze zagospodarowana może służyć za games room i miejsce do turniejów. Z początku organizacja zaliczyła małą wpadkę, bowiem wypożyczalnia i ogółem obszar do gry zaczęło działać od ok. 20:00. Z czego, co słyszałem był problem z dostawą stołów i krzeseł, więc problem pewno nie leżał po stronie organizatora.

Jednak lekkie zdziwienie może się pojawić kiedy dowiemy się, że games room jest otwarty do 24:00. Przyzwyczajony do poprzednich edycji liczyłem na całodobową rozgrywkę. Nie planowałem nawet spać w nocy z piątku na sobotę, ale ta informacja pokrzyżowała moje plany. Dla planszówkowicza to dobre rozwiązanie – za dnia uczestniczy w atrakcjach, które go interesują, a wieczorem i nocy gra w planszówki.

Poza tym z wypożyczalnią wszystko w porządku. Spora przestrzeń, w większości przypadków można było znaleźć tam miejsce, gżdacze wyjaśniali gry. Do wyboru z “menu” mogło dość dopiero po rejestracji w systemie, ale wtedy już mogliśmy wypożyczać do woli. Półka, na której stały gry do wypożyczenia była wypełniona, choć wiele tytułów się dublowało – co w sumie w przypadku głośniejszych i bardziej rozchwytywanych pozycjach ma sens. W każdym razie dla geeka zawsze będzie za mało, ale mimo wszystko każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Wiem, że niektórzy z gdżaczy nie znali lub nie zdążyli się zapoznać z niektórymi nowościami, jednak intrygował mnie fakt jak się ma sprawa z Zakazanymi Gwiazdami, co prawda nie było czasu w to zagrać, ale jakbym miał co najmniej jednego gracza oraz osobę, która wyjaśni mi te zasady, to bym rozważył partyjkę w ten tytuł.

Skoro games room zamykany był o północy (i jak się okazało, poza MDK-iem wszystkie budynki, w których odbywały się jakieś atrakcje), trzeba było znaleźć jakąś alternatywę do grania. I tutaj bardzo dziękuję osobom z patrolu, które udostępniły mam kawałek podłogi, na której mogła toczyć się rozgrywka do późnej nocy, a wręcz do godzin wczesnoporannych.

Prelekcje, turnieje i inne atrakcje

Praktycznie jak w przypadku każdego konwentu przeglądnąłem atrakcje, które mnie interesują i zapisałem sobie gdzie i kiedy są. Choć było niemalże pewne, że nie zdążę być na wszystkich zaplanowanych przeze mnie punktach, to i tak liczę, że chociaż na części z nich będzie mi dane być. No cóż, lekkie zdziwienie mnie ogarnęło kiedy okazało się, że zapomniałem kartki z zapisanymi punktami programu, które chcę zobaczyć.

Właściwie jedna prelekcja, na której byłem była nieciekawa. Znaczy mogła być ciekawa, gdyby to nie był sprint po postaciach, miejscowościach czy przedmiotach umieszczonych w prozie Lovecrafta. Sprowadzała się ona do powiedzenia “z nim się nie zadawać”, “tutaj nie przybywać”, czy “tego nie dotykamy”. Na końcu okazało się, że głównie autor prelekcji wspomniał, że wzorował się na mitologii Cthulhu w swojej książce, którą chciał pewno wypromować.

Jeżeli chodzi o moją prelekcję, to bardzo dziękuję wszystkich osobom, które były na niej oraz tym, którzy chcieli, a nie mogli ;). Dziękuję za ciepłe przyjęcie oraz cierpliwość. Co prawda okazało się, że dwie godziny dałem nieco na wyrost, ale w godzinę też bym się nie wyrobił. Jakby była możliwość atrakcji 1,5h to bym się cieszył :).

Wśród wielu wiedzówek, konkursów i turniejów namówiono mnie na jedną tego typu formę rozrywki. Turniej Dobrego gliny, złego gliny. Oczywiście, gra przypadła mi do gustu, choć poszła w odstawkę ostatnimi czasu na rzecz Avalona (który lepiej się przyjmuje wśród moich znajomych), ale w ogóle nie widziałem sensu turnieju w tę pozycję, ponieważ to przecież gra zespołowa, w której układ drużyn może być nierównomierny, dodatkowo mamy ukryte tożsamości. Mateuszowi Pitulskiemu muszę oddać to, że mimo wszystko wyszło bardzo dobrze. I zarazem muszę go przeprosić, doskonale on wie, że przyszedłem na ten turniej, by go potrollować i pokazać, że ta rywalizacja nie ma sensu. Jednak drobna zmiana w zasadach wprowadzająca punktację daje zupełnie inne wrażenie.

Podobnie jak w poprzednich latach w ogóle mnie nie ciągnęło do punktów, które odbywały się w MDK-u. Inny target, raczej nie trafiały do mnie. Może to być pewne uzasadnienie dlaczego widziałem tak mało cosplayów. Kręcąc się przede wszystkim pomiędzy CSW i Minusem moje oczy dostrzegły niewiele przebranych osób, głównie te same. Nie wiem, czy właśnie ta sytuacja wynika z tego, że większość cosplayerów była w MDK (to ma sens, skoro tam nie zaszedłem), czy rzeczywiście było ich mało. W każdym razie mnie to nieco zdziwiło, zwłaszcza, że według znajomych na pochodzie było ich całkiem dużo. Nawet nie miałem większej ochoty podejść do kogoś w przebraniu i poprosić o fotkę. Nie mam racjonalnego wyjaśnienia dlaczego tak się było, może po prostu to wynika z obyciem i cosplayer nie wywołuje już we mnie takiego zachwytu jak niegdyś. Aha, i mała uwaga dla dziewczyn: wymyślcie coś bardziej oryginalnego niż kostium Harley Quinn z Suicide Squad ;).

Choć nie lubię tego pisać publicznie, aby nie posądzono mnie o kolesiostwo czy coś w tym stylu, to jednak pochwalę prelekcje moich znajomych. Łukasz Juszczak z Przystanku Planszówka pokazał ciekawe podejście do planszówek i możliwości badania ich pod względem socjologii. Według mnie była ona bardzo wzorowa i wiem czego zabrakło mi w mojej prezentacji. Paweł Kurnatowski podszedł z wielkim luzem do swoich punktów programu i mam nadzieję, że kiedyś osiągnię podobny poziom kontaktu ze słuchaczem jak on. Agnieszka Trzepacz ukazała mega fascynacje tematem, więc tym samym swoboda wypowiedzi była bardzo duża, na tyle, że bez większej presji wplatała w zdanie żarty, memy czy podobne wstawki, a zarazem widać było spore doświadczenie w prelegowaniu. Również słowa uznania kieruję do Izabeli “Yumi” Redelbach, która będąc organizatorem dostarczała mi wielu potrzebnych informacji.

Słowem podsumowania

Pewno się zdziwicie, ale z początku niezbyt byłem zadowolony z imprezy. Wyłączony Maius, odległy WMiI, games room dostępny do północy, sleep room teoretycznie dostępny od 18, w praktyce o tej godzinie w większości zajęty. Tak, to może obniżyć entuzjazm, jednak po przeanalizowaniu całości dochodzę do wniosku, że nie było tak źle. Owszem – mogłem pograć więcej gier. Owszem – mogłem pójść na większą liczbę atrakcji. Owszem – mogłem więcej się integrować ze znajomymi. Owszem – mogłem poszukać cosplayów i porobić z nimi fotki. Owszem – mogłem więcej się więcej interesować co się dzieje i zrobić więcej zdjęć. Jednak niezależnie od konwentu mogę te punkty zawsze powtarzać i mam niedosyt. Copernicon 2016 był dla mnie dobrym konwentem.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.