Skip to main content

Pora na Superbohatera – recenzja komiksu Marvel Zombies

Multiwersum komiksowe pozwala na tworzenie wielu historii bez większych konsekwencji. W przeciwieństwie do głównego kanonu można eksperymentować bawiąc się historią i prowadzić w życie najbardziej absurdalny pomysł, a w najgorszym wypadku usunąć zamknąć tę serię, bo przecież i tak nie była kanoniczna. Myślę, że taka myśl przyświecała twórcom komiksu Marvel Zombies. Wyobraźcie sobie, że najbardziej znane postacie, głównie bohaterowie, zostali przemienieni w zombie. Brzmi absurdalnie? No właśnie…

Pierwszy raz zombie w świecie Marvela pojawiły się za sprawą Fantastycznej Czwórki, która badając nieznane wymiary trafiła na świat, który został wyniszczony przez umarlaków. Te wygłodniałe bestie próbują wykorzystać okazję i przejść na Ziemię pełną świeżego mięsa. Jednak Magneto, jeden z niewielu, którzy się nie przemienili, chce zniszczyć tę maszynę, aby ratować ludzi innego wymiaru.

Kojarzycie sobie jak są ukazane zombiaki? Wolne, głupie, bez zdolności komunikacji i chcące zaspokoić swój głód. Jednak nieumarli w świecie Marvela, to niecodzienny wybryk. I nie chodzi tutaj tylko o to, że zostali przemienieni znani bohaterowie jak Spider-Man, Giant-Man, czy Wolverine. Owszem, mają moc, taką samą lub nieco zmienioną przez mutację, więc to już jest nietypowe. Jednak są szybkie oraz bardzo inteligentne. Nie tyle nawet co dyskutują ze sobą, ale nawet mają uczucia i część z nich (szczególnie to objawia się w Peterze Parkerze) pamięta poprzednie życie. Jaką rozpacz musiał czuć Spider-Man przypominając zawsze podczas zjadania ciała, że pożarł swoją żonę? Chore? A jakże, to jest niezwykle chory komiks.

Jednak przez taką narrację można zajrzeć głębiej, że jest to podpowiedź o ludzkości, chęci przeżycia, poświęceniu się, relacji. Pod przykrywką makabry i klimatu gore mamy mocne egzystencjalne pytania oraz zastanawianie się nad sensem istnienia. Przynajmniej ja tak to odbieram.

Kreska w recenzowanym komiksie jest ciemna, wręcz mroczna. Pasuje idealnie do horroru, który oglądamy na kartach tej historii. Widok superbohaterów nie jest ciekawy, gnijące ciało, zmasakrowany wygląd, oj to nie jest coś, co chce się oglądać. Stylistyka może nie jest miła, ale dobrze oddaje, co miał autor w głowie.

No i najważniejsze fabuła. Tak, jak się przerzuca kolejne strony ma się wyraz zniesmaczenia na twarzy oraz czasem łapie się za głowę zastanawiając się jak ktoś wpadł na tak dziwny pomysł. Za scenariusz jest odpowiedzialny Robert Kirkman, ten sam, co tworzy serię Żywe Trupy. Naprawdę nie wiem jak bardzo trzeba mieć nasrane w głowie, aby stworzyć taki komiks. Nadzieja w czasie lektury zupełnie umiera, kiedy wierzy się, że los się odmieni, że ktoś się uratuje, to dostajemy z całej siły plaskacza w twarz i powracamy do brudnej rzeczywistości.

Marvel Zombies to twórczość niecodzienne. Wzbudza we mnie mieszane uczucia, z jednej strony podziw za przedstawienie historii, z drugiej obrzydzenie z powodu właśnie tych pomysłów. Nie da się przejść obojętnie i warto się zapoznać, o ile ma się odrobinę odwagi, aby to przeczytać.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.