Skip to main content

Kotobirynt – Na pomoc biednym bezdomnym kotkom

Mimo, że świat narzuca nam wizerunek silnego, niewrażliwego i twardego mężczyzny nie mogę ukryć swoich emocji w obecności kotów. Jestem miłośnikiem tych zwierząt i widok biednego bezdomnego kota rani moje serce. Dlatego przez dłuższy czas wzbraniałem się przed rozgrywką w Kotobirynt, gdzie koty są przedstawione dość w niecodzienny sposób, a na dodatek cała talia to bezdomne zwierzaki. Ale jest nadzieja, przecież w tej grze szukamy domu dla nich.

Labirynt kanałów

Gra jest zamknięta w metalowym pudełku, znane osobom posiadające chociażby Palce w pralce. Format opakowania nie jest zbyt duży, więc łatwo wziąć w rękę, schować do plecaka czy jakoś inaczej przetransportować. Okładka przedstawia kota wędrującego nocą po dachach miasta. Bardzo elegancka i miła dla oka oprawa graficzna powinna zainteresować szczególnie najmłodszych. Co do jakości kart też nie bardzo mogę się przyczepić, choć wolałbym nieco grubsze.

Rozdzielamy rodzaje kart od siebie, kanały ustawiamy w kwadrat 4×4. W rogach, zgodnie z rysunkiem, ustawiamy dwa koty i dwóch właścicieli. W swoim ruch gracz wykonuje dwie akcje (w dowolnej kolejności, może również takie same): obrót jednej karty kanałów i podmiana. Pierwsze jest dość zrozumiałe: wybrana karta kanałów jest obracana o wielokrotność kąta 90°. Druga polega na przesunięciu rzędu lub kolumny w prawo, lewo, w górę, albo dół, karta która wychodzi poza kwadrat jest odrzucana, a puste pole zastępowane wierzchnią kartą ze stosu kanałów. Jeżeli po którejś z akcji kot w labiryncie złożonym z kanałów ma dojście do jakiegoś właściciela, gracz zgarnia tę kartę kota (na koniec gry przynosi punkty). Właściciel, który przygarnął kota przesuwa się o 1 kwadrat i losujemy nowego kota. Czasem się zdarza, że nowo przybyły zwierzak ma już połączenie z jednym z opiekunów – wtedy gracz wywołuję reakcję łańcuchową i znów przygarnia kotka, a proces przesuwania i dostawiana nowego powtarzamy, aż ta reakcja się przerwie. Turę wykonuje następny gracz. Gra kończy się jak wszystkie koty znajdą swój domek. Karty kotów mają wartość punktową, sumujemy je i kto ma ich najwięcej wygrywa.

Dodatkowo gra ma kilka wariantów. Jeden zakłada granie na planie 3×3 – zaleca się go do gry z młodszymi, a ja sugeruję również zacząć od niego pierwszą rozgrywkę. Kolejny to rozgrywka solo, chcemy doprowadzić jak najwięcej kotów do właściciela w określonej liczbie rund. a następnie patrzymy na swój wynik – od kotostrofy do kotegorycznego zwycięstwa. Inne opcje to wariant kooperacyjny lub drużynowy.

Przygarnij kota

Napisałem, że kotki są bardzo specyficznie ukazane. Niektóre są bardzo słodko, inne tak, że serce płacze. Jeżeli ktoś co najmniej raz się nie uśmiechnął widząc te ilustracje na pewno jest nieczuły, zgorzkniały i nie ma poczucia humoru (oraz najpewniej pójdzie do Piekła, ale to już nie moja działka ;D). Bat-kot, kotek w stroju baletnicy, czy futrzak polujący na mysz komputerową naprawdę dobrze wyglądają i bawią. Kot dręczony przez gołębia czy uwięziony przez myszy to już ten typ, który nieco smuci. A najbardziej perfidnym ruchem jest kot patrzący błagalnym wzrokiem.

Giera trochę rozrusza zwoje mózgowe. Czasem uzyskanie w jednym ruchu drogi do opiekuna jest dość trudne. I teraz jeżeli zdobędziemy punktów w swojej turze możemy ułatwić ruch przeciwnikowi. Często w gąszczy i plątaninie tuneli ciężko dojrzeć właściwą drogą, a potem się okazuje mega prosta. Właśnie najczęściej będziemy kombinować tak, aby nie pomóc innym graczom, ale jest to również trudne, bo mało kto zwraca uwagę na układ po akcjach. Najlepszym rozwiązaniem jest wykonywać te łańcuchy i zdobyć więcej kotów jednym ruchem. Niemniej reakcja łańcuchowa jest robiona przez przypadek, bo jak wspomniałem mało kto zwraca uwagę na sytuację po akcji. Mnie się zdarzyło zdobyć najwięcej 3 koty z rzędu.

Skalowalność jest bardzo dobrze zorganizowana. Świetnie się gra w wariant solo i dla maksymalnego wariantu osobowego. Czasowo wypada wszystko mniej więcej po równo, raczej ciężko jest przekroczyć zakładanego czasu na partię – czyli pół godziny. Regrywalność – jak łatwo się domyśleć – niczego sobie. Mamy losowo ułożone kotki oraz zmienną sytuację na planszy, ciągle coś się dzieje.

Pozycja ta jest świetna zarówno dla dzieci (słodkie małe koteczki) oraz dla dorosłych (mocne kminienie). Oczywiście jest to ten typ gier, w której dzieciak będzie bił dorosłego na głowę. Sprawuje się dobrze jako tytuł na rodzinne granie oraz w gronie nerdów.

Właściwie jedyną wadą tytułu jest losowość. Często przez nasze ruchy pomożemy komuś w zebraniu punktów lub jedna osoba będzie miała łatwiejszy układ kart, inna nie wymyśli swoich akcji. Jednak ta losowość rzadko przeszkadza i psuje rozgrywkę.

A w domku rybka i mleko

Kotobirynt to jedna z fajniejszych, małych, prostych gier, które grałem w tym roku. Tematyka łatwo trafia do każdego (no, bo kto nie lubi kotów? :D), mechanika jest prosta i każdy powinien się przy niej świetnie bawić.

Plusy:

  • kompaktowe opakowanie, przyjemna tematyka i świetna szata graficzna
  • prosta mechanika i zasady gry
  • tytuł pasuje do rodzinnych rozgrywek oraz sprawuje się przy geekowym graniu
  • nieco zmusza do wytężenia mózgu
  • dobra skalowalność i regrywalność

Minusy:

  • czasem losowość może popsuć wrażenia z gry

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.