Skip to main content

Komisarz Wiktor: Sprawa zaginionego obrazu – Rozpracuj przestępczą siatkę

To był typowy deszczowy poranek, kiedy wezwano mnie na miejsce przestępstwa. W muzeum doszło do włamania, ukradziono niezwykle cenny obraz! Szybkie przesłuchanie świadków i… już wiedziałem, że sprawa nie będzie prosta. Ich zeznania wskazywały na różne osoby, raz na ulizanego mężczyznę o krzaczastych brwiach i brodą na drwala, innym razem na kędzierzawego gładko ogolonego młodzieńca w okularach, a czasem na jegomościa w binoklu z charakterystycznym zaczesem i wąsami a’la szeryf. Starałem się jakoś połączyć te rysopisy, ale było trudniejsze niż się na początku zdawało. Na szczęście mam wiernych asystentów, którzy pomogą mi złapać złodzieja…

Komisarz Wiktor na tropie

Okładka przedstawia tytułowego komisarza, który bacznie bada coś swoją lupą, w tle mamy jakieś połączone ze sobą portrety. Styl graficzny jest mocno kreskówkowy i raczej przedstawia zarys postaci, aniżeli całą sylwetkę. Zawartość gry składa się głównie z kafelków (poza nimi są jeszcze żetony), na których również widać tę nietypową kreskę z okładki. Kafle przedstawiają jedynie twarz, a każda ma 4 warianty jednej z cech: fryzura, oczy i zarost. Kiedy już się rozegra partię tej gry, doceni pomysłowość. Mamy tutaj do czynienia z typową grą logiczną, więc można było podejść standardowo i dać figury z cechami kształt, kolor, wielkość – ale nie, mamy ciekawą otoczkę fabularną z sensownym zastosowaniem tych twarzy. Do jakości wykonania nie mam większych zastrzeżeń, no poza lekkim zawodem. W Leśnej Drace mówiłem, że pudełko ma dużo powietrza w środku, a te ma jeszcze więcej. Rozumiem, że taki zabieg jest związany ze standaryzacją rozmiarów opakowań, ale spokojnie gra zmieściła się w mniejszym pudełku i na pewno byłby to jakiś standard.

Na środku wystawiamy jedną postać, każdy gracz dostaje trzy kafle na ręce i w zależności od liczby uczestników zabawy ze stosu pozostałych płytek usuwamy pewną ich liczbę. Na początku lub końcu swojego ruchu możemy przesunąć płytkę, w taki sposób by dotykała boku innej jednocześnie nie rozrywając siatki (podobnie jak w Roju). Dodatkowo nie możemy przesunąć postać jedynie jeżeli nie jest przyblokowana. Obowiązkową akcją w turze jest dołożenie kafla do siatki podejrzanych, przykładamy do jednego z boków już dołożonych płytek. Na koniec naszej kolejki ustawiamy znacznik niewinności (dwa dla gry dwuosobowej) na wybranej osobie – oznacza to, że tej płytki sobie nie przesuniemy. Ten znacznik znika na początku naszej kolejki. Dobieramy postać ze stosu na rękę i przekazujemy turę następnemu graczowi. Te przesuwanie i dokładanie, po co to w ogóle robić? Na koniec gry zostanie nam jeden żeton, jest to nasz podejrzany. Jeżeli w rzędzie lub kolumnie będą trzy osoby o tych samych cechach (np. z tą samą fryzurą) dostajemy 1 punkt, za czterech – 3, a za pięciu – 5. Osoba mająca najwięcej punktów wygrywa.

Specjalna wersja dwuosobowa wygląda nieco jak Zgadnij kto to? połączone z Mastermindem. Każdy posiada swojego podejrzanego. W swojej turze zagrywamy jeden kafel i przeciwnik zaznacza liczbę elementów wspólnych ze swoim podejrzanym .Następnie możemy na podstawie tych wskazówek zgadnąć co to za wizerunek kryje się na płytce przeciwnika. Kto pierwszy zgadł, ten wygrywa. Jednak jest jedno „ale”, po dostawieniu czwartego kafla podpowiedzi jeden z poprzednich musimy usunąć.

Złapać złodzieja!

Suche gry abstrakcyjne jak Rój, Unikat, czy Qwirkle do mnie specjalnie nie przemawiają. Układamy jakieś wzory i nie bardzo rozumiem co się dzieje. Wspomniałem, że tak naprawdę w tej grze mogłyby być figury z trzema cechami, jednak bardzo się cieszę, że zastosowano myk z twarzami. Dzięki temu mamy jakiś zarys fabuły i swego rodzaju klimat. Może w dokładaniu i przesuwaniu kafelków ciężko dostrzec budowanie siatki przestępczej, na podstawie której znajdziemy naszego podejrzanego, ale cieszę się i tak, że została podjęta próba zrobienia atmosfery.

Zastosowana mechanika jest bardzo prosta i zbliżona do większości gier logicznych. Nie mniej daje dużo frajdy i zmusza do lekkiego kombinowania. Przy czym rozgrywka niezbyt specjalnie się dłuży, rozgrywka to 3 szybkie akcje, z czego jedna jest opcjonalna. Czasem zdarza się, że trzeba dłużej pomyśleć nad swoim ruchem, ale ogólnie nie zajmuje to dużo czasu i nie czeka się jakoś straaaaaaaaaaaaaaasznie długo na swoją kolejkę.

Ważną cechą tej gry jest pewna dowolność w wybieraniu podejrzanego. Wiadomo, że to będzie nasza ostatnia karta na ręce, więc jeżeli przestanie być opłacalne granie pod jedną postać, którą upatrzyliśmy, to najnormalniej w świecie możemy nagle układać siatkę pod inną osobę.

Tryb dwuosobowy jest ciekawą mini-gierką. To takie mniej powtarzalne i losowe Zgadnij kto to?. Czasem ten wariant wymaga od nas dobrego skupienia i silnej redukcji. Najczęściej błędem popełnianym w czasie rozgrywki w ten wariant jest twierdzenie, że skoro dwie postacie dostały jeden znacznik, to mają wspólną cechę. Raz się na tym naciąłem i ciężko mi było dopuścić do wiadomości fakt, że u jednego podejrzanego zgadzał się zarost, a u drugiego fryzura, choć oczy w obu przypadkach są wspólne.

Losowość ma nieco do powiedzenia, może się okazać, że dostajemy mało cech wspólnych, na które polujemy. Zawsze mamy opcję zmiany taktyki lub przesuwania kafelków. Jednak złośliwość przeciwników lub nieubłagalnie zbliżający się koniec gry może popsuć nawet plan awaryjny. Regrywalność jest całkiem spora. Przez zmienny układ tej siatki, innych podejrzanych na ręce oraz szukaniu innej drogi do wygranej uznacie raczej, że rzadko która partia jest powtarzalna. Skalowalność jest dobrze wyważona. Nie odczuwa się jakiejś ujmy z powodu innej liczby graczy – jedynie przy maksymalnym wariancie lekko dłużej czeka się na swoją turę, a także widzimy, że więcej osób zmienia sytuację na planszy.

Okiem graczy

Praktycznie w każdej grze testowej towarzyszyła mi Aga, która pracuje w Centrum Gier Pegaz. Agnieszka po pierwszej partii stwierdziła, że to fajna gra i zachwyciła się wariantem dwuosobowym. Co sądzi o grze?

Bardzo ciekawy koncept gry. Mechanika wymusza podejmowanie decyzji na bieżąco, ale jednocześnie nie ma tego minusa niektórych gier, że to ostatnie tury mają największe znaczenie.Genialny tryb dwuosobowy. Przyjemna lekka rozgrywka dla fanów gier abstrakcyjnych.
Aga

Idziesz za kratki

Komisarz Wiktor: Sprawa zaginionego obrazu jest to na pozór typowa gra abstrakcyjna. Jednak dopasowany klimat i tematyka odróżniają tę pozycję od zwykłej gry logicznej. Poza tym mechanika daje sporo zabawy, możliwości do kminienia oraz pobudza szare komórki. Niby abstrakt, ale bardzo lekki i przyjemny, przy którym nie trzeba większego wysiłku intelektualnego. Sprawdzi się jako gra rodzinna czy fillerek w gronie geeków.

Plusy:

  • ciekawe wykorzystanie motywu z twarzami, zamiast figur z trzema cechami
  • prosta mechanika, którą łatwo przyswoić
  • pozwala na zmianę strategii w środku partii
  • zmusza do pomyślunku
  • tura gracza jest dość dynamiczna
  • dobra skalowalność i regrywalność

Minusy:

  • choć losowość jest zdawkowa, czasem się złoży, że mocno przeszkadza
  • troszkę dużo powietrza jak na zawartość

Dziękuję wydawnictwu Tailor Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.