Skip to main content

Wiewióry – Czy wiewiórki grają w memory?

Wiewiórki to sympatyczne futrzaki. Jako, że mieszkam dość blisko lasu, to miałem okazję nie raz popatrzeć jak one przemykają pomiędzy drzewami. Te rude zwierzątka muszą być bardzo sprytne w zbieraniu zapasów na zimę. A jak to robią? W pewien sposób obrazuje gra wydawnictwa REBEL pod tytułem Wiewióry.

Harce po lesie

Okładka przedstawia grupę wiewiórek, które poszukują orzecha. Nawet widać go na ziemi, ale co ciekawe, żaden z rudzielców nie patrzy w tę stronę. Kreska jest bardzo przyjemna, zapowiada klimat gry familijnej, jednak zdradzę wam pewien sekret – grałem tę grę tylko z dorosłymi :). Elementy w pudełku to tylko 25 kafli i instrukcja. Zawartość wydaje się dość uboga, ale spokojnie, gra jest bogata w mechanikę. Płytki są dość grube, dobrze wykonane, a na nich jest utrzymana ładna szata graficzna z okładki.

Każdy wybiera jedną postać. nie różnią się one niczym poza wyglądem, więc w czasie wyboru będą tylko ważne względy estetyczne. Kafle lasu układamy w kwadrat 3×3, a orzechy ustawiamy przy każdym boku tego kwadratu. W ustalonej kolejności ustawiamy swojego bohatera “na skraju lasu”. Każdy wiewiór ma dwie strony, jedną odgaduje kolory (niebieski, żółty, czerwony) a drugą kształt (kamień, liść, grzyb), na początku gry my mamy wpływ na to, którą stroną będzie ustawiona płytka – ale z doświadczenia wiem, że lepiej zacząć od kolorów. W swoim ruchu możemy przejść o jedno pole w prawo lub lewo, lecz na tym kończymy kolejkę. Jednak najważniejszą akcją jest próba zebrania orzechów. Aktywny gracz odgaduje kolor lub kształt (w zależności od wskazania na swojej postaci), który jest po drugiej stronie płytki na przeciw niego. Aby zdobyć orzech musi w jednej linii powiedzieć prawidłowo dany kolor lub kształt. Jeżeli się pomyli to tura przechodzi do następnego gracza, ale odwrócone kafle (nawet ten nie prawidłowo trafiony) zostają na stronie, którą odwrócił poprzednik. Jeżeli zaś nie było żadnego błędu ten gracz zdobywa kafel orzecha, a pozostali gracze odwracają swoje wiewióry. Tak, jeżeli ktoś zgadywał kolor, nagle musi znać kształt po drugiej stronie kafelka. Jeżeli ktoś zdobędzie 5 lub więcej orzechów (niektóre płytki przedstawiają dwa orzechy) wygrywa.

Jest jeszcze kilka wariantów gry. Jeżeli w partii bierze udział młodsze pokolenie, to ono zawsze gra na kolory lub kształty. Inny zakłada, że każdy kafel orzechów jest warty 1 punkt, wygrywa osoba mająca 3 punkty. Trzeci każe na początku gry ukryć wszystkie orzechy. Kolejny, moim zdaniem najciekawszy, wymusza aby zwycięzca miał 5 orzechów na kaflach – jeżeli ma więcej (np. 3x 2 lub 4×1 i 1×2) wtedy odrzuca dwie losowe płytki. Tak, tak, płytki, a nie dwa orzechy. Ostatni zakłada, że gra kończy się w momencie, aż nie będzie orzechów do zebrania i wygrywa osoba, która ma ich najwięcej.

Grzyb, kamień i liść – orzech jest nasz!

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym tytule, jakoś mnie nie pociągnął. No naprawdę, setna wariacja na temat memory może już nie zachęcać jak rok czy dwa lata temu. Nie mniej jak pierwszy raz zagrałem w tę pozycję od razu chciałem następna partię. A potem jeszcze jedną. Trzeba jej przyznać, że syndrom jeszcze jednej rozgrywki wpisuje się tutaj idealne.

No dobra, ale co mnie przekonało? Drobny myk, który nadaje grze temperamentu. Fabularnie wiewióry pokrywały orzechy w skrytkach i chcą je wydobyć, bo zbliża się zima. Ale zapomniały gdzie są te kryjówki. I to czuć, musimy już na początku odgadnąć kolor czy kształt nie mając zielonego pojęcia co tam może się kryć. Później co raz lepiej poznajemy las i orientujemy się, co gdzie jest. Jednak tutaj właśnie przychodzi ten niuans. Jeżeli dobrze pamiętamy kolory, ale pomyliśmy się, w następnej turze powinniśmy tego orzecha zgarnąć. Nie mniej jeżeli nasz przeciwnik weźmie orzecha, to nagle okazuje się że musimy znać kształt. Wierzcie mi, będziecie mieli problemy, bo skupialiście się na kolorach.

Właśnie przez tę drobnostkę mechaniczną gra jest świetna jako ćwiczenie pamięci i koncentracji. Taka forma edukacji przyda się dzieciom, ale również dorosłym. Jak wspomniałem, w tę pozycję nie rozegrałem ani razu z dzieckiem. I co? A to, że jest to hit na miarę Pędzących Żółwi wśród dorosłych, czyli mechanicznie jest tak skonstruowana, że nie powinna dostać ich uznania, ale robi furorę. Pewno kilka promili we krwi nadałoby nieco pikanterii, chociaż pewno wcale by nie ułatwiło tej rozgrywki ;).

Niewątpliwą zaletą tej produkcji jest cena, która waha się od 30 do 40 zł. Pasuje zarówno ona do zawartości gry oraz rozgrywki jaką oferuje. Wiewióry to dobra zabawa, niezbyt męcząca mózg jak na grę tego typu, a po zakończonej partii niemalże bądźmy pewni, że będzie kolejna.

W kwestii regrywalności mam malutką uwagę. Jeżeli zagrywamy się tylko i wyłącznie w ten tytuł, to po 10 partiach jesteśmy w stanie wiedzieć co się kryje po drugiej stronie np. niebieskiego kwiatka. Oczywiście zawsze mamy tę niepewność, że może być jedna z kilku możliwości, a jeżeli nadal będzie się pamiętać te możliwości po dłuższej przerwie to gratuluję i zazdroszczę dobrej pamięci. Nie mniej zdecydowanie gorzej wypada skalowalność. W pełnym składzie osobowym dzieje się więcej i jest trudniej niż w całkiem przyjemnej i prościutkiej grze dwuosobowej.

Gra raczej nie ma większej interakcji. Niektóre warianty (szczególnie ten, który kończy grę jak wszystko jest wyzbierane) zmuszają do lekkiej złośliwości, ale poza tym rzadko się zdarza. Ot, zmienimy komuś ułożenie lasu czy typ rzeczy, której szuka, rzadko, ale czasem biegniemy do jednego orzecha – i to tyle.

Mam nadzieję, że zimą nie będziesz głodny

Wiewióry, mimo, że to kolejny tytuł z mechaniką memory, bardzo przypadły do gustu – zarówno mi jak i współgraczom. Ta pozycja jest dobrym fillerem, ale przede wszystkim jest grą rodzinną do której może usiąść każdy. Wniosek? Nie ocenia się książki po okładce. To, że jest to kolejna gra czerpiąca z memory nic nie znaczy i niechęć do poznania tytułu szybko odeszła po pierwszej partii.

Plusy:

  • estetyczne wydanie i miła dla oka szata graficzna
  • zasady szybkie do wyjaśnienia
  • kilka różnych wariantów urozmaicających grę
  • motyw ze zmianą szukanego typu po tym jak przeciwnik zdobędzie orzecha
  • wbrew pozorom lekko zmusza do myślenia, ale dzięki temu ćwiczy pamięć i koncentrację
  • generuje syndrom jeszcze jednej partii
  • dobra cena

Minusy:

  • troszeczkę zachwiana regrywalność
  • na moje zepsuta skalowalność

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.