Skip to main content

Timeline: Star Wars – Masz w sobie moc?

Nie jestem fanem Gwiezdnych Woje. Prawda, oglądałem wszystkie części filmów, lecz nie wciągnąłem się w ten świat. Mimo wszystko wśród moich znajomych spora grupa osób interesuje się tą franczyzą. Postanowiłem więc zaopatrzyć się w Timeline’a, w którym zamiast wydarzeń historycznych dostajemy zdarzenia z tzw. “starej trylogii”.

Niech moc będzie z tobą

Timeline: Star Wars, podobnie jak oryginalny wzór, zamknięty jest w metalowej puszce. Na wieku wita nas Vader ze świtą – Bobą Fettem i szturmowcami, a w tle jawi się Imperator, X-Wingi, TIE fightery i AT-AT. W środku również żadnego większego zaskoczenia, jeżeli chodzi o wykonanie i zawartość. Naszym oczom ukażą się karty oraz świetnie zrobiona wytłoczka wyścielona zamszem (lub podobnym materiałem). Podobnie jak w przypadku Cardline: Marvel mamy do czynienia z grą na licencji, więc ta pozycja jest droższa – o 30 zł w porównaniu z oryginalnym tytułem. No i co ja mogę powiedzieć, skoro to jest zdecydowanie za dużo? Ilustracje na kartach to rzeczywiste sceny z filmu, więc każda osoba choć trochę lubiąca tę trylogię od razu polubi ten pomysł. Ja polubiłem.

Zasady gry nie różnią się niczym od bazowego Timeline’a. Każdy dostaje po 4 karty, z jednej strony mamy pozycję czasową (oczywiście w oryginale są daty, ale tutaj trzeba określać jakoś inaczej co się działo w jakim czasie. Nie udało mi się odszyfrować czym ta pozycja czasowa jest – milimetr taśmy, czas filmu jako całości czy własny wymysł twórców). Oczywiście naszym zadaniem jest dopasować kolejność wydarzeń, więc powinniśmy dostać karty stroną bez pozycji czasowej. Poza tym na niej widnieje kadr z filmu oraz krótka informacja co przedstawia ta scena. Na środek dajemy jedną kartę z odsłoniętą pozycją czasową (na niej też jest informacja z której części pochodzi ta scena) – to jest odniesienie dla naszej osi. Zaczynając od pierwszego gracza każdy będzie zgadywał kiedy zdarzyło się wydarzenie z karty, wcześniej lub później od innego wydarzenia. Na początku będziemy mieli tylko jedną kartę, potem będzie oś nam się rozrastać. Jeżeli błędnie przydzielimy kartę, odrzucamy ją i dobieramy nową – w innym przypadku karta zostaje. Wygrywa osoba, która pierwsza pozbędzie się kart.

To kiedy zniszczyli tą gwiazdę śmierci?

No cóż… Tak naprawdę sporo słów mogę powtórzyć z recenzji Cardline: Marvel. Jest to naprawdę miła rozgrywka, bardzo geekowa giera, ale oryginalny pomysł przynajmniej miał ten aspekt edukacyjny.

Jednak geekowa wersja Cardline’a ma pewną przewagę nad tym Timelinem. Tam mieliśmy statystyki, które były ustalane raczej losowo – no bo jak inaczej jak na podstawie domysłów określić siłę, inteligencję czy zdolności walki fikcyjnej postaci, a tym bardziej porównać je z innymi bohaterami. No nie da się zbytnio. Tutaj jednak mamy nastawienie na wiedzę, więc fani, którzy obejrzeli wszystkie filmy po kilka razy mają sporą przewagę nad osobami słabo znającymi franczyzę. I tu pojawia się inny problem: fani raczej rzadko popełniają błędy i wygrywają – dla nich ta pozycja jest prosta i zbyt nudna. A ktoś mojego pokroju, który słabo zna tę serię uzna ten produkt za trudny i niezbyt chętnie będzie grał.

Właściwie na tym zakończę recenzję, bo pod każdym innym względem jest to typowy Timeline. Nadal po kilku partiach będziemy mieli większą wiedzę o kartach – co tutaj nie prowadzi do niczego innego jak masterowania gry, w przeciwieństwie do zwykłej wersji, która czegoś uczy. Próg wejścia jest nieco wyższy, bowiem trzeba znać te filmy, ale jak obejrzał chociaż raz każdą część może już przystąpić do rozgrywki. No i tyle.

Nie widzę większego sensu wpisywania plusów i minusów, skoro to dość krótka recenzja.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.