Skip to main content

Pora na Superbohatera – Batman: Trybunał Sów

Właściwie od tego tekstu miał się zacząć ten cykl. Pewnego dnia zakupiłem trzy komiksy: Trybunał Sów, Miasto Sów (kontynuacja historii o Trybunale) oraz Batman: Detective Comics – Techniki zastraszania. Sięgnąłem do Trybunału, bo zachęciły mnie recenzje, w których historię komiksu stawiano wśród tak klasycznych opowieści jak Długie Halloween czy Zabójczy Żart. Fabuła jest genialna, wciągająca i szokująca, więc porównania do tych znanych opowiadań z historii Batmana są jak najbardziej uzasadnione.

Strzeż się Trybunału Sów

Ten komiks został wydany w serii “Nowe DC Comics”, za granicą znane jako “The New 52”. Jest to swoisty restart serii ukazujący znane wątki nieco inaczej niż utarty stereotyp. Na szczęście nie musimy po raz kolejny czytać o historii początków Batmana, o tym jak zginęli jego rodzice czy jak przebiegała jego metamorfoza. O nie, Batman nie jest już tylko miejską legendą, jest pełnoprawnym obrońcą Gotham. Do tego stopnia, że jego działalność opiera się także na firmie Batman Incorporated, która zajmuje się bezpieczeństwem. Batman Inc. wyposażyło w nowoczesne systemy Azyl Arkham, posterunki policji Gotham oraz wiele kluczowym punktów w mieście. Nie zaskoczy was fakt, że głównym inwestorem w “firmę ochroniarską” Batmana jest Bruce Wayne? Szczerze mówiąc, zastanawiam się czemu wcześniej na to nie wpadli, nikt przynajmniej nie będzie się dziwił na co idzie majątek Wayne’a.

Choć jak wspomniałem, nie ma dowiadujemy się o początkach Mrocznego Rycerza, to jednak historia rodziny Wayne’ów jest dość ważna. Nie jest główną osią fabularne, ale dość mądrze wplecione zostały wątki rodzinne w te opowiadanie. Bruce Wayne planuje inwestycje budowlane, które mają zrewolucjonizować Gotham. Darmowe źródła energii, darmowa komunikacja, potężne plany budowy. Ta wizja nie przeszła obok Lincolna Marcha, kandydata na burmistrza, a także guru budownictwa w Gotham. Obaj dzielą wspólne nadzieje na przyszłość miasta, zatem Wayne i March umówili się na spotkanie. Przebieg negocjacji i dyskusji zakłócił Szpon, elitarny zabójca Trybunału Sów. W sęk tym, że wspomniany Trybunał to miejska legenda, bajka do straszenia nieposłusznych, straszak dla chcących zmian. A może jednak to prawda, że w Gotham od wieków rządzi tajemnicza organizacja, że to oni ustalają reguły gry?

Co wszystko widzi wokół

Wątek illuminati, tajnych stowarzyszeń, sekt czy ukrytych bractw nigdy nie pasował mi w uniwersum DC. Bardziej pasuje do świata Vertigo, ale przecież z powodzeniem w Batmanie funkcjonuje kult diakona Blackfire’a, Liga Zabójców czy Zakon Świętego Dumasa. Trybunał Sów to kolejna udana sekretna organizacja, naprawdę daje poczucie tajemniczości i niepokoju.

Klimat intrygi, mistyczności i śledztwa podany w pierwszym tomie doskonale przechodzi w szaleństwo, tortury i beznadzieję. Tutaj mocno skupiamy się na psychice głównego bohatera i wśród kilku ciekawych zwrotów akcji widzimy, że jest zdziesiątkowania, podzielona i rozbita. W klimacie psychodeli nie odróżniamy prawdy od fikcji, nie jesteśmy pewni czy ktoś się bawi umysłem Bruce’a Wayne’a czy być może to się wszystko dzieje naprawdę. Wtopienie tego w fabułę idealnie pasuje do niewiedzy i tajemniczości Trybunału.

Wspomniałem o zwrotach akcji. Twistów jest co najmniej kilka, każdy jest szokujący i poddaje pod wątpliwość słuszności działań Mrocznego Rycerza. Jednak nie na samej fabule ten komiks jest zbudowany. To też świetne rysunki, które są w porównaniu do wcześniejszych historii o Nietoperzu z Gotham są bardzo wyraziste, mocne i mroczniejsze.

I rządzi Gotham tak, jak chce,

Batman: Trybunał Sów oraz Miasto sów to świetne historie, które prawdziwie są porównywane do klasycznych przygód o Batmanie. Już się wpisał kanon w lektur obowiązkowych na temat Batmana, więc nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić do przeczytania tego komiksu. Myślę, że od tego numeru warto zacząć kompletować graficzne opowiadania o Zamaskowanym Krzyżowcu.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.