Skip to main content

Zęby smoka – No pokaż, gadzie, ząbki

Jeżeli myślicie, że dzielni rycerze walczą ze smokami, są ich pogromcami, zabójcami i zmorą to się grubo mylicie. No naprawdę! A co myślicie co taki wojak może robić ze smokiem? Jak go może ujarzmić? No logiczne – myjąc mu zęby. Brzmi absurdalnie, prawda? Ale właśnie taki temat poruszają Zęby smoka.

Czas na mycie

Chwaliłem kiedyś rysunki Tomasza Larka? Gość ma zmysł i Zębami smoka po raz kolejny mnie zachwycił. Na okładce mamy wojaka i wielkiego jaszczura, któremu są pucowane zęby. W środku znajdziemy kafelki z wizerunkami tychże rycerzy. Każdy zestaw jest taki sam – różni się jedynie kolorem rewersu, aby wiadomo było jaki gracz prowadzi, których śmiałków. Ilustracje przedstawiające owych czyścicieli brudów smoczych zębów wzorowane są na słowiańskich czy wikińskich wojownikach, a każdy z nich różnym asortymentem podchodzi do przedmiotu sprawy (czy to dynamitem, czy wielką “dłubaczką” czy innym sprzętem). Taki widok może bawić i zbudzić uśmiech na twarzy. Innym elementem są płytki smoków, szkoda jedynie, że każdy z tych gadów nie wygląda inaczej, ale co jakiś czas się powtarzają. Bardzo ciekawym gadżetem jest smocza jama, co prawda nie ma to za bardzo żadnej większej funkcji w grze poza estetyką, ale właśnie dzięki temu gra nabiera klimatu. Oczywiście ilustracje to nie tylko na co warto zwrócić uwagę. Elementy gry są bardzo dobrej jakości, przez co dziecko nie powinno nieopacznie zniszczyć jakiegoś komponentu tej planszówki. Całość jest zapakowana w małym, dobrym do transportowania pudełku.

Setup jest bardzo prosty i szybki. Każdy bierze zestaw wojowników w wybranym kolorze oraz jedną płytkę do zaznaczania swoich “wyników”. Każdy smok w dolnym rogu ma informację dla ilu graczy jest przeznaczony, niezależnie od liczby graczy będzie to zawsze 8 smoków. Kto zaczyna? Oczywiście osoba, która jako ostatnia widziała smoka. A co myśleliście?

Przebieg tury jest też banalny. Aktualny pierwszy gracz zagląda na płytkę smoka i sprawdza wartość jego cierpliwości. Następnie może poinformować graczy czy to dość spokojny gad czy może jednak niezbyt cierpliwy, a następnie kładzie odkrytą płytkę wojownika. Po tym każdy wybiera swojego wojownika, który będzie mył zęby smokowi. Wszyscy odkrywają kafelki, również ujawnia się wartość smoka. Jeżeli suma wszystkich wojowników jest mniejsza lub równa wartości cierpliwości naszego “pacjenta” wszyscy kładą wojownika na płytce punktacji na polu z uśmiechniętą twarzą. W przeciwnym wypadku sprawdzamy kto przeżył, ustawiamy wojowników od najmniejszej do największej wartości. “Dentysta”, który przekroczył wartość cierpliwości smoka jest stracony i jego właściciel kładzie go na smutną minę. Jeżeli w kolejce zostali jacyś rycerze, to kładzie się ich na neutralnej twarzy. Gra trwa tak długo, aż skończą się smoki. Każdy wojownik na uśmiechniętym polu jest wart tyle i jego “siła”, a za każdego wojownika na smutnym polu tracimy tyle punktów, ile ma siły. Wojacy na neutralnym polu są warci 0 punktów.

Ciężki los dentysty smoka

Według pudełka czas gry to 20 minut. Najdłuższa partia jaką grałem trwała jakieś 15 minut, a średnio pewno wychodzi koło 10 minut. Nie mniej jeżeli grać będziemy z osobami, którzy długo myślą lub niesfornymi dziećmi, to te 20 minut może się zdarzyć. Ale raczej nie więcej. Gra jest przecież dynamiczna, wybór wojownika jest dość często oczywisty, ale też w większości przypadków jeżeli nam się nie poszczęści, to smok zamknie swoją paszczę.

No właśnie, te szczęście… Zęby smoka jest mocno losowe, nawet to, że widzimy jaki wojownik został wybrany przez pierwszego gracza, niezbyt wiele nam daje. Najprościej jest wybierać rycerza o niższej wartości niż pierwszy gracz, ale też ta strategia nie jest jakoś specjalnie dobra. Albo dajemy przewagę wszystkim albo też może się okazać, że reszta graczy wybrała takie wartości wojaków, że akurat paszcza zamknęła się jak my jesteśmy w środku. rozgrywka pod tym względem trochę przypomina mi Wojowników Podziemi. Niby spoko, niby wszystko gra, ale tak naprawdę nie bardzo ma znaczenie co wybierzemy.

Skalowalność jest też troszkę zachwiana. Na 4 osoby chodzi według mnie najlepiej, na inne warianty osobowe już nieco gorzej, bo nie będzie każdy po tyle samo razy graczem rozpoczynającym, a te osoby mają nieco mniejszą wiedzę co można wybrać. Również rzadko kiedy wojowie o wartościach 7 i 8 trafiali na pole punktujące, dla mnie jest już sukcesem jeżeli poszli na neutralne, przynajmniej nie tracę punktów. Z regrywalnością to mam taki średni odbiór. Dzieciom się podobało, grają nawet 4 partie z rzędu, jednak mi (jak i wielu dorosłym) gra po drugiej partii nie ma za dużo do zaoferowania. Możemy potem bawić się w liczenie kart i kalkulacje, ale to nic nie zmieni – nadal gra nudzi. Poza tym co to za satysfakcja ograć kogoś, bo lepiej szacujemy niż reszta? A dzieciaki się radują rzucając losowych rycerzy, jednak często jak przychodzi moment liczenia punków krzyczą “Maaaaaamaaaaaaa, pomóż!”. Nic dziwnego, 6-7 latek może i proste operacje arytmetyczne zna, ale czasem zbyt do policzenia jest zbyt wiele.

Józek, nie żartuj, wychodź z tej paszczy

Zęby smoka może i mają drobny aspekt edukacyjny – szacowanie i podstawowa matrmayka, ale niestety to idzie na dalszy plan. każdy woli rzucać losowe wartości i liczyć na szczęście. Nie ma w tym nic dziwnego, nawet najlepsze przewidywania i kalkulacja nie zawsze pomoże. W tę pozycję gra się i miło, ale kilka partii, potem niestety nic więcej nam nie zaoferuje.

Plusy:

  • baaaardzo ładne wydanie – zarówno pod względem szaty graficznej i jakości elementów
  • proste zasady, które każdy załapie w mig
  • szybka i dynamiczna rozgrywka

Minusy:

  • nieco zachwiana skalowalność
  • gra robi się nudna po 2-3 partii
  • zbyt losowa, mały wpływ na grę

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.