Skip to main content

Takenoko – Jak ogrodnik z pandą

Panda. Miłe, kochane, włochate, sympatyczne zwierzątko, czyż nie? No, ale nie dla ogrodnika cesarskiego ogrodu, gdzie panda żyje sobie swobodnie i może wszystko. Chociażby jeść pędy bambusa, które wspomniany ogrodnik pieczołowicie nawadnia i nawozi, aby zdobiły ten przepiękny ogród.

Pan da bambusa

Takenoko to słowo japońskie oznaczające “pęd bambusa”. Początkowo myślałem, że to jakaś pomyłka, przecież gra jest o pandzie, a te żyją w Chinach, więc po co nazwa gry po japońsku?. Ale nie, fabularnie ma to wyjaśnienie. Otóż po bitwach pomiędzy Chinami a Japonią nastał pokój, a cesarz chiński podarował cesarzowi japońskiemu pandę. Ta została umieszczona w ogrodzie i niczym święta krowa może robić co chce. Nie podoba się ten fakt ogrodnikowi, który dba o te miejsce. Do wspomnianej fabuły wprowadza nas krótki komiks na początku instrukcji.

Okładka jest narysowana w ciekawym, japońskim stylu. Panda wśród drzew, a akurat nad nią jest chmura spuszczająca spory deszcz. Bardzo ładna ilustracja pewno przyciągnie uwagę ludzi przeglądających sklepowe półki. A w środku… elegancka różowa wypraska z tworzywa sztucznego, która ma miejsce na każdy element gry. Nie raz zaskoczyła mnie jakość komponentów w tytule od Matagota, nawet w tak prostej grze jak Cappuccino kubki były wydane elegancko. Tutaj wzrok głównie przyciągają figurki pandy i ogrodnika, które są już pomalowane, a w dodatku bardzo ładne. “Klocki”, które również składają się w bambus są zazwyczaj wyważone, a również cieszą oko wykonaniem. Karty mają prostą, symboliczną grafikę służącą głównie do informowania o celach, ale styl graficzny na nich jest taki sam jak z okładki. Kafle to też cudo, jeżeli chodzi o oprawę, przedstawiają skrawek ogrodu i można wyróżnić wiele elementów – nie jestem pewien, ale chyba z czego co zauważyłem, to mimo podobnych lokacji, każda płytka przedstawia inne miejsce. Takenoko to jedna z ładniejszych gier, które dane mi było grać.

Zasady ogółem są bardzo banalne, ale dość długo się je wyjaśnia. Oczywiście nie chcę wasz męczyć, więc to tylko skrótowiec mechaniki. Kafelek startowy (cały niebieski) kładziemy na środku, na nim zaś powinna znajdować się panda i ogrodnik. Każdy gracz dostaje po jednej karcie celu każdego rodzaju oraz znaczniki wykorzystanych akcji. I już, można zaczynać. Przebieg tury to nic innego, rzut kością pogody, aby wiedzieć jaką ma się modyfikację. W domyśle ma się dwie różne akcje, ale kość pogody może dać dodatkową akcję czy możliwość zrobienia dwóch takich samych czynności. Poza tym bonus z tej kości nie musi zostać wykorzystany. Szybko o tych możliwościach. Tworzenie ogrodu – bierzemy 3 płytki ogrodu, wybieramy jedną i kładziemy tak, aby sąsiadowała co najmniej z dwoma kaflami (oczywiście poza jedną), resztę w dowolnej kolejności kładziemy na spód. Poruszenie pandą – przesuwamy pionek po linii prostej, jeżeli na kaflu, na którym zakończył się ruch jest bambus, to panda zjada jeden pęd. Poruszenie ogrodnika – jest analogiczne, ale na koniec ruchu na kaflu na którym stoi i sąsiednie tego samego koloru rośnie bambus (o ile kafle są nawodnione, również wysokość bambusa to maks. 4 pędy). Nawodnienie – bierzemy jeden “patyczek” nawodnienia, wystawianie ich jest darmowe i możemy użyć kilka tych “patyczków”. O co chodzi? Kafel startowy jest źródłem wody, automatycznie nawadnia wszystkie sąsiednie płytki, ale jeżeli chcemy, aby rosło coś na dalszych kafelkach, musimy doprowadzić wodę do nich, co symbolizują wspomniane patyczki. Jeżeli jakiś kafelek został po raz pierwszy nawodniony od razu rośnie na nim bambus. Ostatnią możliwą akcją jest dobranie karty celu – jedną każdego rodzaju.

Jako, że te cele to sens gry, to trochę dłużej o nich. Mamy cele związane z ogrodem, pandą i ogrodnikiem. Kafle ogrodu dzielą się na trzy rodzaje – zielone, żółte i różowe, na każdym z tych rodzaju rośnie bambus odpowiedniego koloru. Cel ogrodu mówi jaki ma być zrobiony układ ogrodu, np. 3 zielone obok siebie. Przy czym, aby został zaliczony ten cel, każdy z tych kafli musi być nawodniony (w dodruku fajnie to zaznaczono kroplą na każdym kafelku). Cel pandy pokazuje jakie pędy bambusa muszą być zjedzone, spożyte przez nią pędy zbiera osoba, która wykonała ruch, jeżeli zjadło się odpowiednie bambusy (np. każdy jednego koloru), to je się usuwa i zabiera odpowiedni cel. Cele ogrodnika związane są jaki bambus ma urosnąć, np. 3 różowe obok siebie na wysokość co najmniej 3. Gra się skończy gdy ktoś uzbiera odpowiednią liczbę celów zależną od graczy. Gracz, który doprowadził do końca gry dostaje kartę cesarza dającą dodatkowe 2 punkty, a reszta ma jeszcze jedną turę. Wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów.

Dodatkowo warto wspomnieć o usprawnieniach. Dostajemy wybrane usprawnienie kiedy wyrzucimy wiatr, ale są niektóre od razu na kaflach. Położenie żetonu też jest darmowe, ale nie może być więcej niż jedno usprawnienie na płytce (nawet jeżeli jest nadrukowane na kaflu). Dzięki nim kafel jest od razu nawodniony, z tego miejsca nie może panda zjadać bambusów lub bambus rośnie podwójnie.

A ogrodnik się namęczy

Trochę długo, ale niestety nie umiem prościej. W grze nie wygląda to tak strasznie, co prawda przedstawia się zbyt długo te zasady, ale sama gra jest całkiem dynamiczna. Nie oszukujmy się, wykonanie dwóch, góra trzech prostych akcji nie jest trudne. Zwłaszcza, że widząc cele na ręce oraz sytuację na stole może być dla nas jasne co chcemy wykonać. Rzeczywiście pod tym względem jest to gra rodzinna, choć reguły mogą być nieco za trudne dla kilkulatków – raczej zakładajmy, że dzieci przystępujące do tej gry mają lat -naście (choć pudełko sugeruje 8+).

Ta pozycja to też bardzo fajna kombinacyjna giera. Zmusza do wymyślenia jak uzyskać dany cel w jak najmniejszej liczbie ruchów. Szkoda nam marnować akcji na bezsensowne działanie lub “a nuż się uda”. Tracimy kolejkę, a tym samym szansę na zdobycie sporej liczby punktów. Jest to pewna łamigłówka, która musi zostać jak najszybciej rozwiązania, pewien wzór, który chcemy rozwiązać. Nieco trudno czasem, ale jak się uda spełnić cel zawsze jest radocha.

Nie ukrywam, że losowość ma swoje do powiedzenia. Cele ogrodu głównie zależą od tego, co uda nam się wyciągnąć, już samo początkowe przyporządkowanie celów oraz dobieranie nowych to ślepy traf. Dodatkowo sporo mogą namieszać przeciwnicy – a to poruszą figurkę w miejsce do którego nie mamy dostępu, a to zjedzą nam bambus, a to położą kafel niszcząc nam układ w ogrodzie, który mamy w celu albo dadzą usprawnienie w miejsce, w którym chcieliśmy aby go nie było. Nawet czasem kość pogody daje nam nieciekawy efekt (swoją drogą, jest to element gry, który nawet jakby go nie było, to by nic nie ujmowało grze – a teraz dodaje nieco pikanterii). Często wygrana jest właśnie kwestią przypadku lub nieświadomego działania przeciwników. Aby ograniczyć takie losowe zagrania proponuję wariant, którym po dociągnięciu spełnionego celu się go odrzuca i dobiera nowy.

W grze uchwycono bardzo ciekawie ten klimat walki pomiędzy ogrodnikiem, a pandą. Ten robi co może, aby rosły te pędy, a panda mu je podżera… I choć on ma tę przewagę, że bambusy rosną również na sąsiednich lokacjach, to i tak często świeżo urośnięte bambusy jakby nagle znikły. Nic dziwnego, cele pandy najłatwiej zrealizować, a to koliduje się z celami ogrodnika. Nie ma lekko ten biedny człowiek, oj nie ma…

Tak naprawdę ta losowość ma spory wpływ na regrywalność: zmienny układ ogrodu, zmienne cele, a i gracze podchodzą do gry inaczej za każdą partią. Sam się zdziwiłem, że gra była bardziej taktyczna i więcej się myślało nad ruchem z każdą kolejną rozgrywką. Jak można powergamingować w grze, która jest mocno losowa? Tego nie wiem, ale są ludzie, który potrafią takie rzeczy. Skalowalność jest też bardzo przyjemna, głównie za sprawą uzależnienia potrzebnej liczby celów do spełnienia od liczby graczy.

Panie Cesarz, daj pan spokój

Gra chodzi bardzo płynnie, mimo dość dużej dawki losowości nie czuć, że ona zaburza rozgrywkę – owszem, można się wkurzyć, że nie da się za dużo zaplanować na przód lub ktoś dobrał łatwiejszy cel, ale to nie psuje wrażeń i radości z gry. Osobiście bardzo mocno polecam ten tytuł. Pastelowa grafika nie bardzo przeszkadza w odbiorze tej pozycji, a nawet dodaje uroku. Doprawdy jest to świetny produkt na rodzinne rozgrywki, a i osoby obeznane w planszówkach nie przejdą obok Takenoko obojętnie

Plusy:

  • niesamowicie ładna szata graficzna
  • bardzo dobre wykonanie elementów
  • porządna wypraska
  • duża regrywalność
  • dobra skalowalność
  • świetna gra rodzinna, ale i dla geeków
  • lekko kombinacyjno-łamigłówkowy charakter
  • ukazany klimat sporu pomiędzy ogrodnikiem, a pandą

Minusy:

  • nagminna losowość oraz zależność naszych ruchów od poprzedników

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.