Skip to main content

W warsztacie – Lamokrady

Ni stąd ni zowąd zostałem poproszony w sobotę wieczorem, aby podejść w niedzielę do Games Roomu i zapoznać się z prototypem gry Lamokrady. Trochę niefortunnie, bo niedziela to dzień, w którym miałem mało czasu, a dużo planów do zrealizowania. Nie mniej jakoś udało mi się znaleźć chwilkę i przysiadłem do gry.

O co chodzi? Mamy 6 kart lam na ręce. Chcemy stworzyć jak najlepsze stada lam i innych podobnych stworzeń. Na boku lamy mają jakiś zestaw liter, np. GHT oraz symbol. Możemy wyłożyć 3 karty lam, im więcej mają tych liter wspólnych, tym więcej punktów (jeżeli by mieli wszystkie wspomniane GHT oraz ten sam symbol to mamy 13 punktów. Za jedną wspólną literę to tylko jeden punkt). Dobieramy wtedy 1 kartę lam i 2 kaczki. Kaczki to najczęściej zapychające nam rękę stworzenie, ale czasem trafi się Dalajlama, który jest jokerem. Możemy też stworzyć stado 4 kaczek, aby dobrać 3 lamy i jedną kaczkę. Kiedy uznajemy, że nic nie mamy sensownego na ręce możemy dobrać 2 karty. Jeżeli mamy więcej niż 6 kart na ręce przekazujemy dwie przeciwnikowi: kładziemy przed nim jedną odkrytą i jedną zakrytą kartę. Ten może zdecydować się czy bierze czy nie. Jeżeli uznajemy, że w zakrytą kartą jest kaczka możemy challenge’ować, czyli odkrywamy kartę zakrytą. Jeżeli mieliśmy rację dostajemy 2pkt, a przeciwnik traci dwie karty, a jeżeli nie to na odwrót: tracimy dwie karty, a przeciwnik dostaje 2pkt. Niektóre karty mają symbol lamokrada, w momencie jak ktoś przekazuje lamy można za pomocą tej karty ukraść lamę. Gra się kończy jak się wyczerpie stos lam.

lamokrady2

Szczerze, to ja nie wiem co mam myśleć o tej grze. W momencie kiedy się dosiadłem, to planszowe sławy w postaci Windiarza, Bartka z Melanżownii oraz Przemka Formala z Bomba Games byli tuż po rozgrywce i toczyła się żywa dyskusja na temat tego tytułu. Chcąc być obiektywny starałem się nie słuchać co mówią, aby nie powtarzać argumentów i oddałem się odmętom Facebooka. Mimo tego okazało się, że niemal co do joty powtórzyłem słowa Windiarza.

Na wstępie: nie chcę krytykować gry, bo sądzę, że ma ona potencjał. Nie mniej jest tak skonstruowana, że nie do końca wiadomo do kogo jest skierowana oraz ma nieco braków mechanicznych. Przede wszystkim dla mnie była zbyt losowa. Przez większość gry miałem lamy A-cośtam G-cośtam i L-cośtam… Żadnego wspólnego elementu, więc musiałem dobierać karty przez co traciłem kolejkę, a rywale już tworzyli nowe stadka.

Próba Kaczki się nie opłaca. Z prostego względu: nawet jeżeli jest tam kaczka, to mogę powiedzieć, że nie chcę karty, a jeżeli lama mi się podoba to wezmę i tak ją. Jeżeli jako osoba, która musiała przekazać karty mam ryzykować utratę dwóch kolejnych, to trochę słaby interes.

lamokrady3

Koledzy po fachu krytykowali kartę Dalajlamy, osobiście mnie ona tak nie raziła. Może dlatego, że nie wykorzystałem pełnego potencjału tej karty? Prawdą jest, że przy odpowiednim ustawieniu i szczęściu, kiedy będę miał więcej dalajlamów niż przeciwnicy i dobre karty, jestem w stanie natrzaskać sporo punktów.

Ostatnio więcej gram gry dla każuali niż prawdziwych gamerów, więc ciężko powiedzieć, że jestem już całkowicie oderwany od prostszych tytułów, dlatego nie zrozumiałem Lamokradów. Nie mniej myślę, że ta gra jest dla całkowitych “lam” w gry planszowe, dla nowicjuszy, którzy znają jedynie Monopoly i Chińczyka. Jako gateway? Może być, ale myślę, że znalazłoby się kilka innych tytułów mogących konkurować z Lamokradami.

Najwyraźniej autorzy wzięli do serca uwagi, bowiem dostałem informację o nowej wersji instrukcji, w której nieco zmienili kilka zasad. Zobaczymy co z tego wyjdzie, a ja jak zawsze – kibicuję mocno każdemu polskiemu projektowi.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.