Skip to main content

Pierwsza krew – Hack trick

Pamiętacie jak napisałem w poprzedniej pierwszej krwi, że ostatnio podchodzę do gier zbyt sceptycznie? Wydając opinie o tej grze powiedziałem, że chyba już jestem zblazowanym blogerem znudzony ciągłym ogrywaniem i że nic na mnie nie robi żadnego wrażenia. Na tej podstawie już możecie dociekać jaką opinie wydałem o tym tytule, no trudno.

I tak przedstawię najpierw zasady. Plansza gry to tak naprawdę kratka 3×3 z ponumerowanymi polami (od 1 do 9). OK, chciałem jakoś to zawoalować, ale nie da się niestety. To kółko i krzyżyk, więc warunki wygranej są podobne: należy ułożyć w jednej linii nasze znaczniki – czy to poziomo, pionowo czy po skosie. No, wyróżnia jeszcze się fakt, że jak mamy 3 znaczniki na jednym polu też kończy się runda. Pełna partia kończy jak ktoś zdobędzie pięć znaczników zwycięstwa, wariant pyrkonowy zakładał tylko 3 zwycięstwa jednej ze stron. Rozgrywałem wariant dwuosobowy z podstawowymi zasadami, więc będę takie zasady opisywał – trzon gry jest dla każdego wariantu taki sam. W swojej turze ma się jedną z trzech akcji. Pierwsza to zagranie karty, wtedy kładziemy znacznik na polu, który jest sumą dwóch ostatnich cyfr, nie możemy zagrać takiej samej karty jak poprzednia. Jeżeli powstał numer pola, na którym jest już znacznik przeciwnika, to zabieramy go do siebie i podmieniamy na swój. Druga akcja to dobranie karty. Trzecia związania jest z odrzucaniem znaczników – możemy odrzucić jeden ze swoich znaczników z puli, aby zmusić przeciwnika do zagrania karty lub możemy odrzucić zdobyty znacznik przeciwnika, aby podał on sumę kart na ręce. Jeżeli ktoś ułoży linię lub położy trzy drewienka na polu zdobywa punkt, jednak jeżeli w zwycięskiej linii był podwójny znacznik i nie został położony jako ostatni zdobywa się trzy punkty.

Gra jest wariacją Kółka i krzyżyka. I to ma swoje plusy i minusy. Przede wszystkim plusem jest to, że wyciągnięto coś z tej niepozornej dziecinnej zabawy. Minusem jest zaś, że serio to Kółko i krzyżyk. Mateusz Pitulski zdziwił się, że mnie to nie porwała, że nie wiwatuje, że nie daję fanfarów. Z drugiej strony też nie jechałem jakoś po tej tym tytule. Jak to określił Waldek: “Szału nie ma, tyłka nie urywa, staniki nie latają”. Rzeczywiście jest to sprytna mała gierka w niewielkiej cenie i naprawdę może konkurować z Listem Miłosnym czy Red7, ale te Kółko i krzyżyk mocno mi leży na sercu. Wynika to z tego może, że też jak już słyszę, że gra jest oparta o memory lub o coś prostego też już z góry wzdycham jednym wielkim “meh”. Nie mniej grę zakupiłem, daję jej szansę i sobotę wieczorem rozegrałem kilka partii. Zobaczymy jak mi się opinia zmieni :).

PS. Dostałem dobrą radę, że skoro już jestem takim zblazowanym blogerem, to powinienem stać się hejterem. Rozważę to.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.