Skip to main content

Klasyka Gier Planszowych – Chińczyk

[oczywiście to żart prima aprilisowy]

Chińczyk, czy ktoś nie zna tej gry? Ten klasyk to przecież marka sama w sobie. Niezliczona liczba odmian, sporo sprzedanych egzemplarzy, produkt, który jest praktycznie w każdym domu. Myślę, że każda osoba zetknęła się z tym arcydziełem, nie mniej jednak redaktorski obowiązek wręcz mi nakazuje, aby napisać recenzję tego genialnego tworu.

Człowieku, nie irytuj się!

Ludo, Chińczyk, Sorry!, Człowieku, nie irytuj się! to tylko kilka nazw inkarnacji króla planszówek. Również wygląd zależy od wersji, tyle wcieleń tej planszówki powinno zadowolić każdego malkontenta, bowiem każdy znajdzie coś dla siebie. Mała metalowa puszka (jak ta edycja, którą posiadam i na podstawie jej recenzuję grę)? Plansza okraszona rysunkami Chińczyków? A może zamiast pionków zwierzęta? Dla każdego coś miłego. Zawartość pudełka? Kostka, plansza i 4 zestawy po cztery pionki. Ten minimalizm i kunszt projektancki zachwycił mnie przy pierwszym spotkaniu. Również zależnie od wersji plansza, pionki i kostka może inaczej wyglądać. Kość zawsze jest sześcianem, ale w zależności od edycji może lekko się różnić, szczególnie kolorem. Osobiście preferuję standardową białą kostkę z czarnymi oczkami – nie jest zbyt wymyślna, a jak wspomniałem lubię minimalizm tej gry.

Zasady? No dobrze, wyjaśnię. Każdy z graczy wybiera jeden kolor pionków i ustawia je w tak zwanym “schowku”. Losowo wybrany gracz zaczyna (ja osobiście lubię wariant, w którym zaczyna osoba, która wyrzuciła najwyższy wynik) i rzuca kością. Kiedy wypadnie 6 wystawia jednego ze swoich pionków na polu startowym – każdy gracz ma przypisane pole do swojego koloru start. Po rzucie, niezależnie od wyniku, kolejkę zaczyna następny gracz. Jeżeli ktoś ma na planszy swój pionek, to po rzucie kostką przesuwa go o tyle, ile oczek na niej wypadło. Jeżeli wynik rzutu to 6 możemy wykonać jeszcze raz swoją turę lub wypuścić nowy pionek z schowka. W momencie, kiedy pionek wejdzie na pole zajmowane przez przeciwnika, ten go “zbija” i owy pionek przeciwnika wraca do schowka. Kiedy pionek okrąży planszę trafia do kolorowych pól zwane “domkiem”. Aby wejść do domku należy wyrzucić dokładną lub mniejszą liczbę jaka jest potrzebna, do zakończenia ruchu. Wygrywa osoba, która wprowadzi wszystkie pionki do domku.

Maksymalna zabawa

Chińczyk to niezwykle emocjonalna i zabawna planszówka. Nic dziwnego, przecież to wielopokoleniowa gra, która stała się wśród niektórych rodzin tradycją. Przyznajcie się, drodzy sprzedawcy gier planszowych, ile razy ktoś od was chciał Chińczyka? Na pewno więcej niż Catan czy Splendor. Naprawdę, rzadko kiedy trzeba namawiać kogoś do zagrania w ten zacny tytuł. Po partyjce jakiegoś dłuższego tytułu, a często nawet przed gracze mnie natarczywie proszą: “Ty! Zagrajmy w Chińczyka“.

Radość i zabawa podczas rozgrywania partii tej pozycji jest na tyle duża, że rzadko kiedy kończyła się sesja na jednej partii. Czasem chęć rewanżowania była na tyle silna, że cały wieczór spędziliśmy nad tą grą. Serio! Gdybym miał zliczyć noce zerwane przez ten tytuł, pewno wyszła by trzycyfrowa liczba. Dynamiczna rozgrywka nie pozwala się nudzić w czasie rozgrywania tego tytułu.

Innowacyjna mechanika już 100 lat temu wyprzedzała swoje czasy, a obecnie wiele osób uznaje ją za rewolucyjną. Wielkie było dla mnie zaskoczenie, gdy 2010 – właśnie na setną rocznice powstania gry – na Targach SPIEL w Essen firma Schmidt Spiele (oryginalny wydawca Chińczyka) zaprezentowało dodatek do tej gry. Wiele osób twierdzi, że właśnie nadmierna liczba dodatków często psuje czytelność mechaniki. Jak widać w Chińczyku jest na tyle idealna, że żadne rozszerzenie nie musiało być potrzebne. Nie mniej z chęcią sprawdziłbym wpływ tego dodatku na rozgrywkę.

Największą zaletą tej gry są strategie, które możemy wprowadzić. Wypuścić na raz wszystkie pionki, iść po kolei, czy może pocisnąć w negatywną interakcję i zbijać przeciwnikom pionki? Szukanie taktyki, kombinacji oraz najlepszego ruchu nie raz wzbudza w graczu stan bliski nirvanie. Właściwie to jest esencja rozgrywki. Pokazanie innym swojego zmysłu strategicznego i pojedynek umysłów zawsze zaostrza chęć rywalizacji. Właściwie to pokazuje do czego człowiek jest zdolny, aby osiągnąć wygraną. Tu już zaczyna się walka na poziomie psychologicznym, właściwie nie raz kończy się partię z poczuciem, że zostałem przez przeciwnika złamany. Nie mniej nie wprowadza to depresyjny stan, skoro niejednokrotnie chciałem od razu zagrać kolejną partię po partii.

Regrywalność? Jeszcze się pytacie?! Przecież opisałem wspaniałe emocje i wspomniałem, że nie jeden wieczór nad tą grą spędziłem. Poziom powtarzalności jest absolutnie zerowy, każda partia do zupełnie inne doświadczenie, to nowa przygoda, to genialne przeżycie. Z pozoru prosta mechanika daje nam niecodzienne doznania, które często szukać w innych planszówkach.

Skalowalność? O Jezusie, muszę? Przecież jasne jest, że ta nieskazitelna gra dostarcza taką samą radość z obcowania niezależnie od wariantu osobowego. Kurczę, ta gra jest tak dobra, że nawet grywam ją solo! Po prostu wtedy symuluję rozgrywkę wieloosobową, ale jakby powstał wariant solo, to bym grał!

Jakieś minusy? No, jeżeli już muszę, to myślę, że będzie to nic innego jak zbyt duża mnogość edycji. Osoba chcąca kupić Chińczyka może się pogubić, która wersja będzie dla niej najbardziej trafiała. Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że niezależnie od edycji, to i tak mechanika się nie zmienia.

Parę zdań na temat mojego wydania. Jest to Chińczyk – wersja podróżna wydana przez Albi w serii gry magnetyczne. Jak pewno się domyśliliście, pionki są na magnes, więc nie spadną gdy ktoś nieopatrznie ruszy planszą. Elementy są solidne, a w metalowym pudełku mamy aż dwie kostki. Jako, że to wersja podróżna, to gra nie zajmuje dużo miejsca, spokojnie rozłożymy ją w pociągu, autobusie, a nawet w samochodzie. Jedynie co mnie drażni w tej edycji, to lekko odstająca plansza od stołu/powierzchni na której gramy.

Król Gier Planszowych

Bez wątpienia, każda osoba mająca styczność z Chińczykiem obwoła go Królem Gier Planszowych. Dostarczająca wiele zabawy i frajdy gra, która od dawna łączy pokolenia, to jest prawdziwa klasyka!

Plus:

  • minimalna forma wydania (niezależnie od wersji)
  • świetna regrywalność i znakomita skalowalność
  • syndrom jeszcze jednej partii
  • mnogość strategii i taktyk
  • niesamowita radość w czasie gry
  • genialna mechanika
  • dynamizm rozgrywek
  • niska losowość
  • wysoka decyzyjność

Minusy:

  • zbyt duża liczba edycji
Kostki
Kostki
« 2 z 6 »

Informacje o grze

[bgg id=2136]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.