Skip to main content

Gra ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle – Pies, owoce i liczba pi

Gra ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle to jedna z dziwniejszych gier w jakie grałem. I nie chodzi tu tylko o polską nazwę tej pozycji, który jest najpewniej najdłuższym tytułem na rodzimym rynku planszówkowym. Bardziej mnie dziwi połączenie w jednej grze zupełnie niepasujących ze sobą elementów. Zbieranie setów z owoców, pies-obrońca, karty z liczbą pi i granie przez 3 “ery”… Trochę to bardziej pasuje na grupę zjaranych hipisów niż Matthiasa Cramera.

Zapraszamy do sadu

Pewno nie zdziwicie się jak powiem, że na okładce Gry ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle mamy śliwkę, a w tle widać liczbę pi? Ilustracje są bardzo ciekawe, przedstawiają dokładnie owoce, które są na kartach. Jest to zasługa wykorzystania rysunków Marii Sibylli Merian, przyrodniczki, która ilustrowała swoje podręczniki. Użycie tych rysunków genialnie, wpasowuje się do tej gry. Ikonki są przejrzyste, czytelne i od razu rozumiemy lub domyślamy się jak ona działa. W środku mamy same karty, wszystko jest umieszczone w ładnej plastikowej wyprasce. Nie mniej mam pewne obawy, że po zakoszulkowaniu mogą te karty tak ładnie nie wchodzić.

W zależności od liczby graczy usuwamy pewną liczbę kart z stosów oznaczonych I, II i III. Te talie również oznaczają rundy, które będziemy rozgrywać (utarło się w naszym gronie, że są to ery, przez podobieństwo do 7 cudów świata). Rozdajemy graczom wszystkie karty. Osoba, która ostatnio jadła owoce zaczyna (kolejne tury zaczyna osoba, która zagrała w poprzedniej najwyższą kartę). Po kolei każdy będzie zagrywać jedną kartę. Następnie każdy dostaje kartę kolejności – osoba, która zagrała najwyższy numer dostaje 1., a najniższy ostatnią (cyferka + śliwka przy niej). W tym porządku gracze będą wybierali wyłożone karty, zatem nie trzeba koniecznie swoją. Część z nich ma jakieś działanie natychmiastowe, co symbolizuje ikonka na górze. Symbol kradzieży pozwala wziąć od jednego gracza wyłożoną przed sobą kartę (nie zagraną w turze, ale wziętą wcześniej), symbol psa daje komuś kartę psa – ta zabrania kradzieży na posiadaczu tej karty. Pi daje 3 karty z liczbą pi, tą możemy zagrać w momencie wystawiania karty i podwyższa wynik o pi, a co więcej można zagrać parę kart pi. Najważniejsze są sety, na niektórych kartach są symbole AA, AABB, ABCD, itp. Oznacza to jakie zestawy owoców powinniśmy zbierać, aby dostać punkty na koniec gry – czyli przykłady, które podałem oznaczają: dwa takie same owoce, dwie pary i 4 różne. Przy czym karta punktująca nie musi wchodzić w skład setu. Jak mamy odpowiedni zestawy odrzucamy karty, które spełniły te zadanie, a punktująca zachowana jest na bok. Partia kończy w momencie, gdy zostanie rozegrana ostatnia tura III rundy. Zliczamy punkty za zdobyte zestawy, oczywiście wygrywa osoba mająca ich najwięcej.

Co na to pies wartownik?

Na początku można się trochę zagubić, nawet osoby, które znają już parę gier się zakręcili i nie bardzo widzieli sensu rozgrywki. Elementy zawarte w grze są niepowiązane. Co prawda wstępniak wspomina, że Maria Sybilla Merian była prababką Leonharda Eulera, wybitnego matematyka, który rozpowszechnił liczbę pi, ale to nie ma żadnego znaczenia. Rzeczywiście ta karcianka z pozoru wydaje się prosta, ale przez sporą abstrakcję i trudność w szukaniu setów stwierdziłbym, że to gra dla nieco wyższego progu wejścia.

Co do samej rozgrywki. Gra jest bardzo ciekawa i niekiedy trudne decyzje będą przez nas podejmowanie. Chcielibyśmy ukraść kartę, ale mamy niską wartość karty. I teraz nie wiemy czy jednak opłaca nam się zagrać ją w tej turze czy może będzie okazja później. Często nasze plany niszczą przeciwnicy zabierając kartę, którą sobie upatrzyliśmy. Oliwy do ognia często dolewa się jeżeli zostanie ukradziona nasza karta. Często ochrona w postaci psa jest bardzo przydatna. Choć negatywna interakcja jest raczej sporadyczna, ale zabieranie karty, która akurat pasuje do naszego setu może nieco drażnić.

Często również należy zastanowić się nad liczbą pi. Podwyższa to zagraną wartość o pi, czyli w skrócie 3,14. Jeżeli dołożymy kilka kart i na przykład wykładamy 10, nagle okazuje się, że zaczynamy przed graczem, który dał najwyższą wartość, np. 16. Ważna jest setna część, bardzo dobre rozwiązanie, aby nie remisować z innym przeciwnikiem.

Bycie ostatnim również czasem nie jest złym pomysłem, bowiem wtedy dodatkowo dostajemy kartę ze śliwką, którą możemy łączyć do każdego innego setu. Wyjątkiem są niektóre zestawy, które wymagają śliwek w swoim składzie. Nie mniej czasem uda się tak zagrać, że zdobywamy jakaś kartę owocu, kradniemy od przeciwnika i dodatkowo dochodzi nam śliwka, a to pozwala nam spełnić zestaw.

Co do skalowalności to na 3 osoby jest nieco nudniej, jeżeli chodzi o kradzieże. Jedna osoba ma psa, więc musimy kraść od tej drugiej. W innych przypadkach nie ma tak ciasno i mamy większy wybór. Gra jest mocno regrywalna, przetasowanie i różny rozkład kart oraz inne podejście do gry daje zawsze poczucie, że to nie jest taka sama partia jak poprzednio. Losowość wydaje się być dość spora, przecież mamy tasowane karty na ręce, mamy wykładane karty i nie wiemy czego się spodziewać. Nie mniej uważam, że nie ma co jej zbytnio piętnować. Nawet jeżeli nie mamy żadnej karty punktującej na ręce (co czasem się mi zdarzało), możemy liczyć na zabranie przeciwnikowi. Również bacznie powinniśmy obserwować jakie wartości są wykładane, aby potem móc kalkulować co nam się opłaca. W zbyt niskich wartościach pomaga nam liczba pi, a pies chroni przed kradzieżą, więc nie jest tak, że jesteśmy bezsilni. Losowość dodaje małego smaczku w grze, ale da się nawet z kiepskiej sytuacji wyjść na prostą.

Generalnie jedyną wadą, jaką widzę w tej grze to, że gra jest o niczym. Nie przeszkadza mi brak tematyki lub wydumana na siłę, a w przypadku Gry ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle jest tak abstrakcyjna i wyciągnięta z kapelusza, że Lucrum Games tworząc polski tytuł tylko dopełniło dzieła i jeszcze bardziej nie wiadomo o co chodzi ;).

3,1415926535897932384626433832795028841971…

Zbieranie setów, zgarnianie lewów, podwyższanie o pi, chronienie kart przez psa i Bóg wie co jeszcze… A to wszystko w półgodzinnej rozgrywce. Ja tam polecam wam Grę ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle. :).

Plusy:

  • świetne ilustracje, dobre wykonanie
  • dość proste zasady
  • pomysł z podwyższaniem wartości o pi
  • kombinatorskie i strategiczne podejście do gry
  • lekka losowość dająca nieco pikanterii
  • dobra regrywalność

Minusy:

  • te abstrakcyjne połączenie liczby pi, owoców i psa nie każdy przyjmuje
  • na 3 osoby trochę słabo wychodzi kradzież
  • teoretycznie gra jest od 8 lat, ale wydaje mi się, że ma dość wysoki próg wejścia

Dziękuję wydawnictwu Lucrum Games za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo Lucrum Games

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.