Skip to main content

Festiwal Lampionów – Kolorowe lampiony na jeziorze

Praw­dzi­wy świat, który is­tnieje za ściana­mi te­go świata i prześwieca przez nie, jak za­palona świeca przez lampion. 
Janet Fich

Gdybym czytał wstępniaki, to bym mógł powiedzieć o czym fabularnie jest ta gra ;). Nie mniej nie zmienia to wpływu, że nie ważne jaka jest fabuła, nie ma ona całkowicie wpływu na grę i nie czuć żadnego powiązania. Jest to gra logiczna i nic tego nie zmieni. A jak się u mnie przyjęła? O tym dalej.

Zbiory udane, możemy świętować

Na zewnątrz jest ciemno i kiedy tańczymy, papierowe lampiony rzucają na dziedziniec smugi światła.
Rebecca Serle, Kiedy byłeś mój

Dobra, nie jestem aż takim ignorantem, przeczytałem jaka jest fabuła zanim zacząłem pisać tę recenzję. Festiwale lampionów w krajach azjatyckich odbywają się, aż po dziś dzień, nie mniej gra przenosi nas do Chin, do czasów cesarskich (czyli mamy spory okres do wyboru). Skończyły się żniwa i ludzie będą świętować, a my musimy przyozdobić jezioro. Jako artysta będziemy tworzyć najlepsze dekoracje, a wszystko będzie oceniać cesarz.

Na okładce widzimy kolorowe lampiony na jeziorze, a także domek, w którym odbywa się wspomniana impreza. Już się zbliża noc, już zmierzcha, już tuż tuż i będzie widać te lampiony oświetlające taflę wody. Bardzo ciekawe uchwycona ilustracja frontowa i zachowany ten klimat wieczoru, gdzie mamy jakieś kilka minut do festiwalu. Kafelki jeziora już są jakby nieco ciemniejsze, jakby został przepuszczony przez filtr filmów Zacka Snydera ;). Ale mimo tego “mroku”, nie przeszkadza to w rozgrywce. Karty lampionów i punktów są wykonane bardzo przyzwoicie. Interesujące jest to, że każdy lampion na karcie wygląda inaczej. Talenty są dwustronne, trochę szkoda, bo nie ma jak skryć zdobywanych punktów, ale to nie jest jakaś większa ujma. Karta pomocy objaśnia absolutnie wszystko, miałem nawet tak, że zanim przystąpiłem do wyjaśniania zasad to już gracze wiedzieli o co chodzi, bo przeczytali na skrócie zasad. Instrukcja też jest napisana przystępnie i prosto. Nie mnie pudełka jest za dużo i troszkę hula w nim wiatr

Wybieramy który gracz zaczyna i ustawiamy czerwoną stronę kafelka startowego, tak aby na niego wskazywała. Każdy dostaje po 3 kafle i w zależności od liczby graczy usuwamy odpowiednią liczbę płytek jeziora. Zasady są dość proste, w turze robimy trzy akcje, dokładnie w tej kolejności: wymiana karty lampionów, wymiana kart lampionów na talenty oraz dołożenie płytki jeziora. Jako, że pierwsze dwie czynności są opcjonalne najpierw wyjaśnię trzecią akcję – zresztą i tak lepiej przedstawić zasady. Do płytek jeziora dostawiamy jeden posiadany przez nas, każdy bierze kartę lampionu koloru jaki “wskazuje” na nas właśnie dołożony kafelek. Jeżeli dopasowaliśmy płytkę do jakiegoś koloru, to niezależnie na kogo wskazuje dobieramy karty dopasowanych kolorów. Jeżeli dodatkowo dopasowaliśmy do kafla lub kafel z symbolem, dobieramy łódkę. Po tej akcji dobieramy z puli kolejną łódkę.

Możemy mieć maksymalnie 12 kart lampionów. No, ale po co nam te karty? Do tego właśnie jest druga opisana przeze mnie akcje: jeżeli mamy odpowiednią kombinację (7 różnych kolorów, 3 pary lamp, 4 takie same), oddajemy ją do banku i bierzemy pasującą do niej kartę talentów – to są punkty na koniec gry. Pierwsza akcja pozwala odrzucić dwie łódki, aby wymienić jedną kartę lampionu na inny kolor. Po tym jak skończą się wszystkim karty następuje ostatnia runda, w której wykonujemy tylko pierwsze dwie akcje. Po tym zliczamy punkty za zdobyte talenty i, rzecz jasna, wygrywa osoba mająca ich najwięcej.

Cesarz będzie zadowolony?

Chodzi ci może o lampiony które puszczają dla księżniczki?
Cytaty z filmu Zaplątani

Banalnie proste zasady, które łapie się w mig. Jako, że ta gra jest raczej każualowo-familijna nie ma negatywnej interakcji. Ogranicza się ona raczej do decydowania jaki lampion przeciwnik NIE dostanie od nas oraz zgarnięcia talentu szybciej niż inni. Zatem czy geek w ogóle nie powinien siadać do tej gry? Tutaj bym nieco polemizował, wtedy można traktować tę pozycję jako lekki i przyjemny umilacz czasu.

To, że gra jest pasjansowa nie oznacza, że jest pozbawiona innych elementów, nad którymi warto się nieco pochylić. Troszkę zacząłem o aspekcie decyzyjnym pisać w poprzednim akapicie. Ważne jest miejsce, w którym siedzi nasz przeciwnik, bowiem muszę mu przekazać jakąś kartę lampionu. Ważna informacja: jak jakiś zasób się skończył się, to nie jest dostępny, zatem mogę skierować bok w stronę przedstawiający wyczerpany kolor. On nic nie zyska, ja nic nie stracę. Dodatkowo warto przyuważyć co nasi rywale mają za karty przed sobą, aby przypadkiem im nie dopasować do zebranych setów.

Dodatkowo w tej pozycji mamy pewien element kombinacyjny. Nie chodzi już tylko o ułożenie kafla – wiadomo, że jak go położymy jest ważne, bo od tego zależy kto dostanie jakie karty (podobny motyw był w Świecie bez końca, o ile pamiętam) – ale o dopasowanie. Kiedy dopasujemy tak, aby dostać więcej kart, to się cieszymy, ale im lepsze ułożenie, tym większa radość. Kiedy wypatrzyłem taką kombinację, dzięki której dostałem 3 karty i dwie łódki byłem szczęśliwy jak dziecko, które otrzymało lizaka. Naprawdę to jest miły i przyjemny element.

Taktyka kombinacyjna objawia się też w innej postaci. Mamy 3 akcje, które pozwalają czasem sporo osiągnąć. Zatem czasem zrobimy czasem taki ciąg, że dzięki łódkom wymienimy kartę, przez co zdobędziemy jakąś kombinację, która da nam talenty, a następnie dostawimy tak płytkę, że znów mamy set, który sprzedamy za punkty w następnej turze. Takie fajne kombo też daje nam sporo radochy. A właśnie! Nie wspomniałem, że trzeba śpieszyć ze zdobywaniem punktów, bo karty talentów są ułożone w kolejności malejącej – po prostu im później zabierzemy się za zbieranie punktów, tym większe ochłapy dostajemy.

Dla maksymalnego wariantu osobowego według mnie gra się lepiej, z tego względu, że każdemu będziemy musieli dać kartę. Na 3, a tym bardziej na 2 osoby któreś ścianki nie wskazują na przeciwnika, więc nie przejmujemy się, że ktoś dostanie ten kolor. Na czterech graczy musimy uważać na wszystkie ścianki i zastanawiać się czy nie daję rywalowi na przez ten ruch szansy na wymianę kart. A regrywalność? No nie odczułem, że gram te same partie, ale nie mniej nie ma większych zaskoczeń z rozdania na rozdanie. Ja odstawię na jakiś czas, aby tytuł nabrał świeżości albo będę używał dla zrelaksowania umysłu. Jak wspomniałem, w tej pozycji nie czuć klimatu. Tematyka jest doklejana na siłę, a tak naprawdę jest to gra logiczna, która śmiało spodoba się każualom, dzieciom i rodzinom.

Nawet mam anegdotę związaną z tym produktem. Na Nocy Planszówek ogrywałem ten tytuł z koleżanką, następnie podeszła do mnie inna znajoma. Przywitaliśmy się i prawie natychmiast zapytała mnie co to za gra. Mówię, że Festiwal Lampionów, na szybko nakreśliłem zasady. Rozmowa zeszła na inny temat, a potem wróciła do znajomych, bo była w trakcie partii. Następnego dnia na Facebooku rozmawiamy i zagaduje o Festiwal Lampionów, bo jej zaintrygował ten tytuł. Widziała tylko parę ułożonych płytek i usłyszała dwa zdania jak się w to gra, a już się umawialiśmy na rozegranie partii! Natomiast ta koleżanka, z którą grałem była również zadowolona z gry, opowiadała nawet swojej mamie o niej! :). Dwie osoby zarażone tym tytułem podczas jednego grania!

Jako fan komiksów nie mógłbym też przytoczyć pewnego spostrzeżenia. Koloru lampionów odpowiadają kolorom spektrum emocjonalnego znanego z uniwersum Zielonej Latarni. Oczywiście to czysty przypadek, bo nie łatwo wykombinować 7 różniących się barw.

Ależ to był piękny festiwal!

To jest dośrodkowanie lampion chiński, jak ja to mówię.
Jacek Gmoch

Nie rozumiem skąd częste porównywania gry do Carcassonne, co prawda w obu tytułach zagrywa się kafelki, ale to jak porównać 6. bierze! do Listu Miłosnego – to samo, bo się zagrywa karty. Nie mniej obie pozycje są dobre na początek, rodzinne rozgrywki czy przerwę na zrelaksowanie. Festiwal Lampionów to przyjemna gra dostarczająca dobrej zabawy.

Plusy:

  • bardzo przyjemna okładka
  • dobre wykonanie elementów
  • proste zasady, które już się łapie czytając kartę pomocy
  • dość ciekawa decyzyjność
  • kilka aspektów kombinacyjnych
  • motyw dawania przeciwnikom karty

Minusy:

  • trochę zbyt duże pudełko
  • gra nieco traci jak gramy na 2 lub 3

Dziękuję wydawnictwu Games Factory Publishing za przekazanie egzemplarza do recenzji

gfp

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.