Skip to main content

Ashes: Odrodzenie z popiołów – LCG na każdą kieszeń

Osoby bacznie czytające mojego bloga wiedzą, że jeżeli chodzi o gry kolekcjonerskie wkręciłem się jedynie Heroclix i Dice Masters. Po pierwsze: koszt boosterów jest niewielki. Po drugie: przemówił do mnie temat superbohaterów. Cieszyłem się, że nie zacząłem zbierać jakiejś karcianki, bo się bałem, że utopie swoje pieniądze. Szczerze, to tak naprawdę tematycznie pasował mi jedynie Doomtown, a kiedy dowiedziałem się, że większość LCG, aby była grywalna (szczególnie na turniejach) wymaga zakupienia kilku podstawek (zazwyczaj trzech), w ogóle przestałem się interesować wszelakimi formami kolekcjonerskich karcianek. Aż trafiłem na Ashes: Odrodzenie z popiołów.

Powstań, Odrodzony

Fabuła jest dosyć prosta, Odrodzeni to wojownicy, którzy posiedli magiczną moc nie wiadomego pochodzenia, dzięki której pokonali bestie, przy okazji ratując świat przed zagładą. Jednak znów powstali oni z popiołów, aby toczyć bój między sobą, bowiem Odrodzony może być tylko jeden.
Okładka przedstawia bój wspomnianych magów oraz przywołanych przez nich istot, a dzieje się na tle feniksa. Ta ładna i tajemnicza ilustracja może zachęcić do zakupu – właściwie to ten rysunek, poza ceną, przekonał mnie do nabycia gry. W środku kilka zestawów kart, sporo żetonów oraz kości. Karty posiadają bardzo ładną szatę graficzną, a ich jakość jest przyzwoita – nie mniej, talie będą tasowanie przed rozgrywką, więc warto pomyśleć o zakoszulkowaniu. Kości są ciężkie, spore i rzecz jasna customowe, aż chce się nimi rzucać.
W czasie gry można korzystać z proponowanego zestawu startowego lub stworzyć własną talie kart. Ważne, aby kostki many nam się zgadzały i nie zabrakło dla przeciwnika. Następnie pośród wszystkich kart wybieramy 5, które będą naszą startową ręką.  Nie ma ograniczeń – w sumie jest jedno, nie mogą się powtarzać – a poza tym, po prostu dobieramy 5 i tyle. Rzucamy kośćmi, aby ustalić naszą manę na początek. Osoba mająca najwięcej najmniej wartościowych kostek zostaje pierwszym graczem. Tura polega na wykonaniu jednej akcji głównej oraz akcji pobocznej. Nie musimy wykonywać akcji pobocznej, również możemy ją wykonywać przed główną. Jeżeli nie chcemy wykonywać akcji w turze, możemy spasować. Również jeżeli spasowaliśmy, a przeciwnicy nie, to  Kiedy wszyscy gracze spasują, kończy się runda, zdejmujemy po jednym znaczniku wyczerpania, a znacznik pierwszego gracza przechodzi do następnej osoby. Możemy zostawić sobie dowolną liczbę kostek, odrzucamy też karty, które chcemy, dobieramy ze stosu do pięciu, a zużyte kości przerzucamy. Celem jest zostać jedynym Odrodzonym przy życiu. Właściwie to tyle jeżeli chodzi o zasady. Nasze działania będą prowadzić do tego, że będziemy wystawiać sojuszników lub przyzwańców, wprowadzać negatywne efekty dla graczy, zużywać im kostki lub księgi czarów, no i rzecz jasna zadawać rany.

Walka do ostatniego żywego

Wiem, że lakonicznie przedstawiłem zasady, ale jakbym rozbudował to jak działa przyzywanie, walka, obrona, itp., czuję, że bym przynudzał. Gra jest bardzo dynamiczna, ale zarówno wymaga sporego planowania. Zazwyczaj kolejność wykonania naszych działań jest dość ważna, więc strategiczne użycie zdolności w odpowiednim porządku powinno być dla nas ważne.
Właściwie sporo rozwiązań w tej karciance przypadło mi do gustu. Jak wspomniałem, nie grałem wcześniej LCG ani inne formy gier kolekcjonerskich, więc dla zatwardziałych kolekcjonerów i obeznanych z tym tematem może dziwić, a nawet śmieszyć, co mi w tej grze się spodobało. Przede wszystkim fakt, że na wszystko mamy ogromny wpływ. Zacznę od tego, że sami wybieramy rękę startową. Nie jest to 5 konkretnych kart, czy wziętych z wierzchu, ale nas indywidualny wybór. Przez te zagranie możemy już zaplanować pierwszą turę i nasze startowe ruchy. Owszem, to się sprowadza zazwyczaj do wzięcia jednej lub dwóch ksiąg pozwalające przywołać stwory potrzebne do ataku, jakiejś karty reakcji oraz sojusznika. Nie mniej zamiast iść wytyczoną ścieżką można zawsze kombinować z talią.
Drugie rozwiązanie to mana. Tak naprawdę symbole na kostkach wytyczają nam co możemy zagrać. Symbole dzielą się na trzy rodzaje: podstawowe, średnie i najsilniejsze. Przy czym najsilniejszy może być stosowany jako średni i podstawowy, a średni jako podstawowy. Jeżeli nie mamy dobrych rzutów, niektóre zaklęcia potrafią nam manipulować kostki lub możemy użyć po prostu akcji przypisanej do najsilniejszej kostki. Jak wykorzystam dostępne dla mnie symbole zależy ode mnie, więc rzadko kiedy słaby rzut ma wpływ na przebieg rozgrywki. Manę zużywa się przy zapłacie na zaklęcie, przy wystawieniu potwora lub zagraniu jakiejś karty, co jest nam potrzebne i kiedy wyjaśniają piktogramy zawarte na kartach. Symbolika kart jest jasna i zrozumiała, raczej miałem problem ze zrozumieniem opisu karty, ale jak się okazywało, to były zaklęcia przeciwko naszym rywalom.
W podstawce mamy 6 Odrodzonych, każdy z nich posiada startowy zestaw złożony z 30 kart. Część tych kart musi być przypisana do konkretnej postaci, ale to i tak daje nam spore pole do popisu przy tworzeniu własnego decku. Ja mam frajdę z walki startowymi zestawami, więc nie potrzebuje budować własnej talii. Są one bardzo dobrze skonstruowane i dość wyważone. Co prawda miałem małe obawy do Coala Roarkwina (który został ochrzczony mianem Geralt lub Wiedźmin w naszych kręgach), bo ma on mało żywotności oraz bardzo drogie karty, jednak potrafi on zadać srogie obrażenia oraz ma potężnych przyzwańców. W sumie nie umiem walczyć przeciwko Aradel Summerguard, która potrafi się regenerować, a Błękitny Jaguar jest zmorą, bo może wyczerpywać jednostki przeciwnika. Jedyna rada na te stworzenie to jak najszybciej go zniszczyć lub wyczerpać księgę zaklęć przywołujące tego kiciusia.
Bardzo ciekawy jest motyw skupiania kart. Jeżeli jakaś karta ma właściwość Skupienie, to działa jeżeli mamy wystawioną inną kartę o ten nazwie, np. Skupienie 2 działa w momencie, jeżeli mamy wystawione dwie dodatkowe takie same karty. Obniża nam to koszty lub polepsza działanie karty.
Właściwie jedynie gra wieloosobowa pozostawia wiele do życzenia. Problem podobny jak w Neuroshimie Hex! – na dwie osoby gra się dobrze lub na 4 drużynowo, ale na 3 lub 4 każdy na każdego są małe zgrzyty. Kiedy 2 lub 3 przeciwników cię niemiłosiernie leje, a ty chcesz się uporać chociaż z jednym to wprowadza sporo chaosu. Rozgrywka jest mniej przewidywalna, kombinacyjna i taktyczna, po prostu losowe niszczenie. Skupiamy się też na wielu frontach, więc nie ma żadnej efektywnego działania w naszych akcjach.
Grę kupiłem w przedsprzedaży za 135zł, co jest niezwykle tanio, skoro SCD to 200 zł, a najtaniej można znaleźć za 160zł + koszt wysyłki. Bez wahania kupiłem też dwie dodatkowe talie do gry. Zastanawiam się czy Cube nie strzeliło sobie w stopę takim zagraniem, bowiem wiele sklepów sprzedaje ten tytuł za 180zł i pewno słyszą narzekania, że “Ale jak to tak dużo? Przecież w przedsprzedaży było za 135zł”. Właśnie spodziewałem się po cenie promocyjnej SCD na poziomie 160zł. Za 253zł kupiłem grę z dodatkami, teraz – według cen w sklepie Cube’a – ta cena wynosi ponad 300zł (190zł sama podstawka). Nie zdziwię się, że na znak buntu wiele sklepów wycofa się z sprzedaży tego tytułu tym samym uśmiercając grę, jeszcze zanim się rozwinęła.

Walcz albo zgiń

Ashes: Odrodzenie z popiołów to LCG, które trafiło w moje gusta. Wiele kombinacji, strategiczne podejście, taktyka w czasie gry i nie drogie rozszerzenia to coś, co jest siłą tej karcianki. Pozdrawiam i Polecam, Rafał Kociniewski.
Plusy:
  • wystarczy jedna podstawka do gry
  • bardzo ładne wykonanie gry – szczególnie kości
  • prosta mechanika
  • kombinacyjny charakter
  • wystarczą startowe talie, ale jak ktoś chce może składać własne
  • wiele ciekawych rozwiązań, które trafiły w moje gusta
Minusy:
  • wariant wieloosobowy jest gorszy niż walka 1 na 1
  • być może (to się okaże) Cube – Factory of Ideas zaorało tytuł swoją promocją

Informacje o grze

[bgg id=167400]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.