Skip to main content

Technologia ponad wszystko? – Czyli wywód na temat nowoczesnych technologii w grach planszowych

To, że świat pędzi do przodu, to każdy zauważa. Pojawiają się co raz to ciekawsze nowinki technologiczne, gadżety i urządzenia. Za częścią z nich sam nie nadążam, a przecież jako programista powinienem być zawsze na bieżąco i obserwować ten rynek. Komputeryzacja pędzi na tyle szybko, że mało kto chyba jest w stanie ją dogonić. Pędzi na tyle szybko, że nawet ledwo się spostrzegłem,  że ona jest już w grach planszowych.

Tak naprawdę początek hybrydy pomiędzy grą elektroniczną a planszową ciężko mi ustalić. Myślę, że pewnym krokiem milowym było powstanie kostki DICE+. Ta elektroniczna kostka pozwala na fizyczną symulację rzutu kostką w elektronicznych grach. Czyli trochę odwrotność tego, co chciałem przedstawić. Mamy jakąś aplikację, rzucamy DICE+ i wynik z tej kostki jest przekodowany na wynik rzutu w danej aplikacji. Na razie nie wiele gier obsługuje ten gadżet, ale ich lista się nie rozrasta.

To dało swego rodzaju wykorzystywanie technologii w grach planszowych. Pierwsza moja styczność z takim rozwiązaniem jest związana z grą Brooms. Jeszcze to był prototyp, ściśle tajny, nic nie mogłem mówić, ale Trefl Joker Line w zeszłym roku wyjawił, że mają tę grę w planie wydawniczym. Jako wiedźmy bierzemy udział w wyścigu na miotłach, informacje głosowe i graficzne z tabletu opisują jaką powinniśmy mieć szybkość i wysokość. W czasie rzeczywistym, równocześnie wszyscy gracze ze środka stołu dobierają prawidłową kartę, na której jest wspomniana szybkość i wysokość. Na koniec gry pokazywana jest sekwencja, którą powinniśmy mieć i zaznaczamy czy mamy wszystkie “parametry” dobrze wybrane.

Ale starszym tytułem niż wspomniane Brooms na pewno są Alchemicy. Jako badacze alchemicznych połączeń będziemy sprawdzać jaki wynik nam da zmieszanie dwóch substancji. Każdy ma taki sam kod gry, na podstawie którego aplikacja generuje nam wyniki połączenia składników. Dzięki temu wiemy, że np. łącząc żabę z mandragorą dostaniemy alchemion czerwony +. Powinniśmy wydedukować na podstawie naszych obserwacji i tworzyć teorie, które pewno prędzej czy później przeciwnicy obalą ;).

X-COM, Roar!, Pierwsi Marsjanie, czy This War of Mine to kolejne przykładowe tytuły, które korzystają lub będą korzystać z dodatkowej aplikacji odpalanej na smartfonie lub tablecie. Space Alert ma program zastępujący odtwarzanie z płyty, Tajniacy aplikację wspomagającą, która służy jako czasomierz i karta kodów. Nawet napotkałem się na programy budujące klimat, jak na przykład Sheriff of Nottingham dodające dźwięki z targu, hałas związany z otoczeniem czy rozmowy na ulicach. O ile używanie opcjonalne elektroniki w grach planszowych jak w przypadku Tajniaków czy wspomnianego Szeryfa uważam za niezbyt sporą interakcję, tak wymuszanie jej stosowania to już krok w złą stronę. Nie bez powodu wszystkie planszówki są w kategorii “gry bez prądu”. Nie bez powodu gry planszowe podaje się w opozycji do gier elektronicznych. Nie bez powodu podczas partii idą w odstawkę smartfony, smartwatche i inne smartbandy. Można było się spodziewać, że elektronika zawita do planszówek. Świat stara się być co raz bardziej nowoczesny, a stare, analogowe gry planszowe to dobry materiał.

A co do elektroniki i gier planszowych, to sporo tytułów zostało przerobionych na ich elektroniczne odpowiedniki. Ciężarówką przez Galaktykę, Przebiegłe Wielbłądy, Patchwork, Small World 2, Królestwo w Budowie, Mr. Jack Pocket, Znak Starszych Bogów, 6. bierze!, Catan, Dobble… to tylko jakaś połowa tytułów, które mam zainstalowane na swoich urządzeniach. Z nudów pyknę z chęcią jakąś partię Sentinels of the Multiverse. I teraz się zastanawiam, czy nie jestem hipokrytą? O ile nie jestem w stanie zaakceptować wymuszania elementów elektronicznych w postaci dodatkowej aplikacji, to cała konwersja gry na program już mi nie przeszkadza. No niby dlaczego? Przecież takie same argumenty można stosować do tej opcji, jak i poprzedniej. Może dlatego, że to dobry substytut? Co prawda przeważnie gram samemu tego typu grę, ale jak zapomniało się planszówki a ma się ze sobą tablet, to taką Neuroshimę Hex! można odpalić. Nie wiem czy to jednak nie taka wymówka.

Gry planszowe przeżywają teraz taką przemianę jak niegdyś książki. Kiedy pojawiały się e-booki było sporo grono przeciwników i zwolenników tej transformacji. O ile już do elektronicznych książek się przyzwyczaiłem i nawet nieraz skorzystam, tak do zmian w planszówkach jestem lekko sceptyczny. Zobaczymy co przyniesie ta zmiana, może nawet ją wreszcie zaakceptuje?

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.