Skip to main content

Stwór – Spalić to zanim złoży jaja!

Ekipa badawcza zaginęła, teraz wysłała was z misją ratunkową. Dotarliście do starej radiostacji i… znaleźliście jednego z członków załogi, a właściwie jego ciało. Coś tu strasznego zaszło… I nagle macie dziwne uczucie, że coś się tutaj czai. I macie dobre wrażenie, bo to Stwór, który jest w ciele jednego z waszych współtowarzyszy. Tak mniej więcej przedstawia się fabuła gry Stwór, która jest oparta klimatycznie na motywach filmu Coś Johna Carpentera. Czy gra z ukrytą tożsamością nawiązującą lekko do motywów Cthulhu nie brzmi genialnie? No też tak myślałem, ale nie uprzedzając faktów: zapraszam do dalszej lektury.

Na opuszczonej radiostacji

Bardzo zastanawiają mnie oryginalne wydanie, które zostało nosi tytuł Stay Away! Cthulhu is Back!. Oczywiście Stwór jest bardziej chwytliwy niż Odsuń się! Cthulhu wrócił!, więc pełen szacun za pomysłowość tłumaczy. Ale kurde… Nie wiem jak zagraniczna edycja, ale gra w żaden sposób nie nawiązuje do prozy Lovecrafta. No niby jest, że grupa archeologów, którzy zaginęli badają okolice wyspy R’lyeh, ale to jest tak wciśnięte na siłę, że mogłoby nie być. Sami twórcy w instrukcji przyznają, że inspiracją dla nich jest film Coś. I to “wrócił”… no skąd on wrócił? I jak to wrócił? Przecież cały czas jest uśpiony w R’lyeh. A jakby się obudził pewno cała ludzkość by się o tym dowiedziała, a zresztą w opowiadaniu Zew Cthulhu mamy namiastkę jego “pobudki”.

Okładka polskiej edycji niewiele się różni od angielskiej. O ile w tej pierwszej mamy tajemnicze fluorescencyjne oczy wystylizowane tak, że wyłaniają się z ciemności (widać je na kartach wydarzenie oraz bokach pudła), to polska ilustracja frontowa przedstawia już cały łeb Stwora. Ośmiornicowa głowa pełna macek, kojarzy wam się z czymś? No właśnie, znów jawne nawiązanie do Cthulhu… Pudełko jest dość niewielkie, formatu jak Schotten-Totten czy Cytadela, czyli mało standardowego w Polsce. W środku jest 109 kart, które jakościowo są całkiem dobre, zaś wypraska jest podzielona na dwie przegrody, aby wygodnie trzymać dwie talie. Ujrzawszy szatę graficzną pomyślałem, że to dzieło od Flying Frog Production, bowiem jest ona bardzo pastiszowa i karykaturalna. Nawet nazwy kart są dość specyficzne, np. “zakaz grillowana” czy “ale w koło jest wesoło”, od razu została rozwiana ciężka i poważna atmosfera, którą zastąpiono lekkim humorem. Zatem ten tytuł tak z przymrużeniem oka traktuje zaprezentowaną nam tematykę.

Przejdźmy do mechaniki. Najpierw musimy wyrzucić poza grę wszystkie karty z liczbą w rogu wyższą niż liczba graczy. Odkładamy kartę Stwora na bok, na inną kupkę kartę Paniki i Wydarzenia zatytułowane “zarażony”. Pozostałe tasujemy i odkładamy (4 × n) – 1, gdzie n to liczba graczy. Do tej talii dokładamy Stwora, a do drugiej Paniki i Zarażonych. Ten stos, gdzie jest Stwór dzielimy między graczy dającym im po 4 karty, a drugi tasujemy, będzie to talia do dobierania. Pierwszy gracz dostaje kartę, która wskazuje zarówno kierunek rozgrywki oraz pokazuje kto jest aktywnym graczem. Tura nie jest skomplikowana. Dociągamy jedną kartę z wierzchu: może to być Wydarzenie lub Panika. W pierwszym przypadku dobieramy ją do kart na ręce i jedną z nich zagrywamy i wykonujemy jej efekt lub odrzucamy – tak, aby mieć ich zawsze 4. Następnie wymienia się jedną kartą z graczem sąsiednim, którego wskazuje strzałka. Jeżeli jest to Panika to stosujemy się do tekstu na niej. I tyle. Jednak, aby w pełni zrozumieć o co chodzi w grze na chwilę muszę zatrzymać się przy karcie “Zarażony”. Stwór zaraża poprzez przekazanie karty “Zarażony”. To, że dobrałeś kartę “Zarażony” z talii nie czyni cię zarażonym. Dopiero jak otrzymasz kartę “Zarażony” od innego gracza. Skoro dostałeś od kogoś gracza, to on jest Stworem i jesteś “Zarażony”. Wynika z tego prosta logiczna zasada, że tylko Stwór może przekazywać kartę “Zarażony”. Wybaczcie, że tak wam to wałkuję, że Stwór zaraża przekazując kartę “Zarażony” innej osobie i tylko Stwór może przekazywać “Zarażony”, ale po prostu na te kilka rozgrywek tylko raz dostosowano się do tej zasady. OK, ale co wynika z tego, że Stwór przekazał komuś kartę “Zarażony” (hehehe :P już nie będę)? Ta osoba gra już po jego stronie. Jeżeli ktoś ma 4 karty “Zarażony” na ręce, odpada z gry. Wyeliminowany też może zostać gracz, na którego zostanie zagrana karta “Miotacz Ognia”. Ludzie wygrywają, kiedy zginie Stwór, zaś jeżeli Stwór zarazi wszystkich, to ostatni Zarażony nie wygrywa ;).

Znajdź Stwora

Naprawdę nie wiem co mam myśleć o tej grze. Zacznijmy od warunku wygranej. Dlaczego przegrywa osoba, która została zarażona jako ostatnia? Bo co? Bo Stwór dostał się do niej jako ostatni? Bo wcześniej nie miał żadnego zarażenia? Bo tak wyszło? Dajmy na to, że jest 5 graczy, w tym jeden Stwór i 3 zarażonych. Ostatni człowiek został spalony, więc fajnie, że przegrała osoba, która jako ostatnia została zarażenie, nie? No, nie ma to całkowicie żadnego sensu.

No, ale chwila! Jak ten Stwór może zarazić kogoś po drugiej stronie stołu, skoro wymiana jest tylko z sąsiadami? Spokojnie, zostało to rozwiązane mechanicznie, bowiem są karty, które pozwalają się wymieniać na odległość, zmieniać miejsce lub karta paniki wymusza przesiadki. Bardzo dobre jest to, że fizycznie zmieniany miejsce, trochę ruchu w grach planszowych nie zaszkodzi. Karty w tej grze są bardzo przemyślane. W zależności od liczby graczy mamy inną talię. Jeżeli czujemy, że obok nas działa Stwór to możemy zagrać “Kwarantannę” lub “Zablokowane drzwi” (pierwsze każe odrzucać i dobierać karty jawnie, drugie blokuje wymianę) albo odmówić wymiany, szczególnie tutaj przydatne jest “Przerażenie” pozwalające spojrzeć na kartę, którą się nie przyjęło. Jedynie mam zastrzeżenia do karty “Zakaz grillowania”, bo pozwala na anulowanie działania miotacza ognia.

Przypomnijcie sobie jakąś karciankę z motywem ukrytej tożsamości, no wiecie Avalon, Dobry glina, zły glina czy Bang. Czas partii tego typu tytułów to jakieś 30 minut, a im więcej osób brało udział tym ciekawsza rozgrywka. Czas opisany na pudełku to od 15 minut do godziny. Skąd taki rozstrzał? Stwora można już ubić w pierwszym ruchu za pomocą karty “Analiza” i pogracie sobie minutę. W najgorszym przypadku miotacze ognia są na dnie talii, więc zanim zostaną dobrane, aby kogoś eliminować minie sporo czasu. Stwór nie mając na początku żadnych zarażeń na ręce też nie będzie mógł sporo zdziałać. Jednak już od 8 graczy zaczyna się katorga, po zagraniu swojej tury na obejście całej kolejki czekamy jakąś wieczność. Sprawy nie ułatwia zmiana miejsc wywoływanie przez Panikę lub karty wydarzenia, które jeszcze bardziej wydłużają partię. A najlepsze jest to, że jak już myślisz, że wreszcie przyjdzie twoja kolejka, to gracz przed tobą zagra “Pilnuj tyłów” i odwraca się kolejność rozgrywki. O ja cię… Ale siermięga, downtime i nuda niesamowita. Raz byłem Stworem i dobrałem jedno, dosłownie jedno zarażenie, które od razu użyłem. Zatem miałem kogoś po swojej stronie, przez całą grę dobierałem jakieś bezużyteczne karty, jedynie zadowolony byłem z “Zakazu grillowania”, bo mogłem ustrzec się spalenia. Wszyscy się nudzili, nie wiem jakim cudem, ale ktoś stwierdził, że jestem Stworem. Na żadnej postawie, bo tak naprawdę, bo ponoć siedział przy każdym i nie dostał od żadnej osoby zarażenia (swoją drogą ode mnie też nie dostał, bo nie miałem najnormalniej świecie), więc namówił wszystkich, by mnie palić. No spoko, wszyscy się nudzą, męczą się grą, zmieniamy miejsca, itp. Wreszcie ktoś może użyć na mnie miotacza ognia, a ja co robię? Zakaz grillowania :D. Ale ludzie się wkurzyli, dla świętego spokoju uznali, że wygrałem i przerwali partię.

Kiedyś będąc Boga ducha winnym człowiekiem od razu zostałem spalony zanim przyszła moja runda, więc sobie nic nie porobiłem, a tylko wynudziłem czekając jak ta gra się wreszcie skończy. Nie dość, że męczy czekanie na swoją kolejkę, które po wszystkich przesiadkach czy odwróceniu kolejność tury, to będąc wyeliminowanych niemalże błagasz, aby wreszcie skończyli, bo i tak wiesz, że przegrałeś.

Mamy kilka wariantów gry, choć część jest ciekawa, to na moje jednak niepotrzebnie wydłużają i tak już męczącą rozgrywkę. Kartę “Stwór” nie rozdajemy na początek, tylko z innymi – no jasne, przedłużajmy jeszcze dłużej, zanim ktokolwiek będzie zarażony… Drugi wariant mówi, że karty”Miotacz ognia” oraz “Analiza” nie trafiają na rękę początkową – tak, tak, zabrońmy eliminacji, by przedłużajmy katorgę przy tej partii. Trzecia opcja zwiększa lub zmniejsza liczbę kart “Zarażony” – i to jest najsensowniejszy moduł, oczywiście zwiększający liczbę kart, bo zmniejszenie już i tak małej puli nie ma żadnego sensu, najlepiej wszystkie. Nie używałem wariantu zmuszającego do zagrywania kart tylko na sąsiadów, więc nie wypowiem się na ten temat :). Ostatnia wariacja rozgrywki mówi, że po śmierci Stwora, jeżeli został jakiś zarażony, to gra się toczy aż nie będzie żadnego zarażonego lub człowieka – naprawdę brzmi to dość logicznie i ciekawie, ale nie odważyłem się zaproponować znajomym, przy najbliższej okazji gry na 6 lub mniej osób spróbuję tego modułu.

Spłoń Stworze!

Słyszeliście o takiej grze jak Panic Station? Czytając instrukcję Stwora miałem wrażenie, że mechanika nieco nawiązuje do wspomnianego tytułu. O ile tamten tytuł w ogóle nie przypadł mi do gustu, to Stwór na pewno wypada lepiej. Szkoda, że jest grywalny jedynie do maksymalnie sześciu osób, ponieważ w innym przypadku ludzie się nudzą i męczą.

Plusy:

  • proste, kompaktowe wydanie
  • dość ciekawa mechanika
  • dobrze przemyślane karty
  • interesujący klimat

Minusy:

  • warunek końca gry dla Stwora jest trochę nieuczciwy
  • na siłę wciśnięta tematyka Cthulhu
  • kompletnie skopana skalowalność. im więcej graczy tym gra bardziej męczy i dłuży
  • czas oczekiwania na swoją turę to w przybliżeniu wieczność
  • możliwość zmiany kierunku gry, które jeszcze bardziej wydłuża partie
  • warianty, choć ciekawe, praktycznie nie powodują skrócenia czasy rozgrywki
  • wyeliminowany gracz przy rozgrywce na dużą liczbie osób ma już myśli samobójcze…
  • Stwór bez kart “Zarażony” tak naprawdę jest bezradny
Okładka
Okładka
« 1 z 9 »

Informacje o grze

[bgg id=158392]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.