Skip to main content

Pierwsza krew – XCOM: Gra planszowa

XCOM to popularna seria gier komputerowych. Choć The Bureau: XCOM Declassified czy XCOM: Enemy Unknow jest w mojej biblioteczce jest od jakiegoś czasu, to niestety zupełnie nie miałem kiedy zagrać w te tytuły. Mimo nieznajomości elektronicznego oryginału, to planszowy odpowiednik bardzo mnie interesował, ponieważ jest to pierwsza gra planszowa, która wymaga dodatkowej aplikacji do rozgrywki. Zastanawiałem się czy jako laik nieobeznany z serią mogę wziąć udział w rozgrywce planszowej adaptacji planszówki. Na szczęście mój znajomy zaopatrzył się w tę pozycję i coś już na jej temat wiem :).

Na wstępie muszę powiedzieć, że jak na grę za 220zł jest nad wyraz mało komponentów. Plansza, pełno kart, parę kostek i kilka figurek. Co prawda wśród tych kilku figurek są 4 rodzaje żołnierzy oraz statki kosmiczne, które są wykonane bardzo bajecznie, ale to i tak nie usprawiedliwia zbyt wysokiej ceny gry. Myślicie, że gra ma jakąś instrukcję? No ma, to kartka z przygotowaniem gry i tyle. Resztę załatwia aplikacja. Jako, że to była nasza pierwsza przygoda z tą grą, to rozgrywaliśmy poziom samouczek, wtedy aplikacja informuje co się robi w aktualnych akcjach. Gracze dzielą się rolami, a są to: oficer główny – odpowiedzialny za komunikaty aplikacji oraz satelity, dowódca – odpowiedzialny za obronę światową i fundusze, naukowiec – dzięki niemu dostarczane są nowe technologie, i kapitan oddziału – wysyła żołnierzy na misje i obronę bazy. Gra składa się z dwóch faz: czasowej i rozpatrywania. Gra generuje nam misję finałową, którą jak sukcesywnie zakończymy wygrywamy, przy czym ona aktywuje się dopiero późniejszym etapie rozgrywki. Przegrywamy jeżeli zostanie zniszczona baza lub dwa kontynenty popadły w panikę. Na początku fazy czasowej dobieramy fundusze określone przez aplikację, a naukowiec 6 kart technologii z których wybiera 3. Potem losowo rola jest wywoływana, a gracz wykonuje stosowne akcje. W fazie rozpatrywania sprawdzamy jakie skutki dało nasze planowanie. I tu wkracza ciekawy system sprawdzania sukcesu. Jako, że byłem dowódcą, to na jego przykładzie najprościej mi będzie wyjaśnić jak to działa. Nad kontynentami pojawiały się statki kosmiczne i do ich zwalczania wysyłałem interceptory (samoloty). Za każdy przydzielony do kontynentu samolot brałem niebieską sześcienną kość oraz zawsze jedną k8 obcych. Rzucając tym wszystkim, za każdy sukces usuwałem jedne UFO, jeżeli rzuciłem pudła lub zostały jakieś statki kosmitów zwiększał się poziom zagrożenia. Jeżeli na kości kosmitów wypadła liczba niższa lub równa poziomowi zagrożenia to wszystkie samoloty z kontynentu są zniszczone.

xcom2

I cóż mam powiedzieć? Gra przypadła mi do gustu. Mimo nieznajomości gry, wiedząc, że to jest o najeździe Obcych rozgrywka przebiegała przyjemnie i nie miałem wrażenia, że czegoś nie rozumiem. Zdecydowanie jest to ciekawy pomysł na grę! Obawiałem się tej aplikacji (niedawno napisałem o tym felieton), ale mimo elektronicznie generowanego przebiegu każdy wie co ma zrobić. Z czasem robi się akcje coraz szybciej, bo już nabieramy wprawy oraz na podstawie naszych wcześniejszych porażek zaczynamy kumać co robimy źle. Rozgrywka dostarcza też nieco paniki i stresu. A bo kasa się kończy za szybko! A bo mamy tylko kilka sekund! A bo panika się zwiększa! A bo tyle statków przyleciała! A bo wbija nam się na bazę silny kosmita. Mimo, że na raz jedną akcję robi jeden gracz to nie czeka się na swoją kolej zbyt długo. Zdziwiła mnie dość wysoka trudność, myślałem, że skoro samouczek to szybko i łatwo pójdzie. Trzeba przyznać – tytuł daje pole do popisu. Obawiam się, że przez dość schematyczne zagrania po kilku partiach rozgrywka się tylko nieco cięższym równaniem.

Informacje o grze

[bgg id=163602]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.