Skip to main content

Mały Książę: Stwórz mi planetę – Niełatwy los budowniczego planet

A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę

Mały książę to jedna z pierwszych książek jakie przeczytałem, z czego to pamiętam to na kilka lat przed obowiązkową lekturą w podstawówce. Myślę, że każdy kto się zetknął z tą powieścią doznał jakiegoś rodzaju poruszenia, wzruszenia czy zamyślenia. Kiedy dowiedziałem się o grze na motywach tego opowiadania lekko się zdziwiłem. A kiedy po partii okazała się nie być tak rodzinna jak myślałem, to moje zdziwienie wzrosło.

Na asteroidzie B-612

Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez.
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę

Okładka nawiązuje nieco do popularnej ilustracji frontowej tej książki. Otóż Mały Książę stoi na planecie (właściwie asteroidzie) i patrzy się w kosmiczną pustkę. Okładka jest nieco zmodyfikowana, dodano do niej elementy charakterystyczne dla tej planszówki: chociażby fakt, że rysunek jest podzielony na kwadraty, widoczny jest list, pudełka, a w oddali kilka znajomych twarzy bohaterów tej historii. Szata graficzna w całości oparta jest na tej, którą znamy z kart lektury, po prostu przeniesiono ją na kafle gry. Jest to bardzo dobry zabieg i niesamowity pomysł, który natychmiast trafił w mój gust. Elementy tej pozycji to wspomniane kafle, które dzielą się na krawędź opadającą, krawędź wznoszącą, środek planety i postacie. Dodatkowo mamy znaczniki przeznaczone do zaznaczania zdobytych punktów, a sam tor punktacji jest na tyle pudełka. Opakowanie posiada wytłoczkę z sztucznego tworzywa, która zawiera przegródki na każdy rodzaj kafelka. Jako, że w czasie transportu te elementy lubią się mieszać proponuje je dodatkowo zabezpieczyć.

Celem gry jest stworzenie planety, która najbardziej spodoba się Małemu Księciu, dlatego gracze będą ze sobą rywalizować o punkty. Segregujemy płytki według rodzaju, zależnie od liczby uczestników zabawy usuwamy część płytek z gry. Tura wygląda następująco: rozpoczynający rundę wybiera rodzaj kafla i wyciąga ich tyle, ilu jest graczy, następnie bierze jeden. Po czym wybiera od innego gracza, który też zabierze jeden z kafli, a ten znów wybiera, itd. Ostatni gracz zmuszony jest do wzięcia pozostawionego kafla, ale w zamian jako pierwszy będzie wybierał w następnej rundzie. Wybrany kafelek od razu przyłączamy do naszej planety. Planeta składa się z 16 płytek, więc rozegramy 16 rund, a jak mamy już całą planetę to zliczamy kto ma najwięcej punktów – ta osoba wygrywa. Ach, chwila! Przecież nie powiedziałem za co dostaje się punkty. Na krawędziach i środku planety mamy różne elementy: baranki, róże, lampy, wulkany, gwiazdki, zachody słońca, pudełka, itp. Postacie – które swoją drogą są znanymi bohaterami książek, np. Król, Latarnik, Pijak – punktują za obecność niektórych tych elementów. Są dwa rodzaje punktowania jeżeli mamy “=” to wystarczy, że mamy to na planecie i nie zależnie od ich liczby daje konkretną liczbę punktów (np. Myśliwy) lub “×” to za każdy ten element dostajemy tyle punktów, ile jest na płytce wypisane (np. Latarnik). Baobaby to zło tego świat, jeżeli mamy 3 baobaby odwracamy wszystkie kafelki z tym drzewem, są one puste i raczej nie będą punktować. Jakby tego było mało, warto wystrzegać się wulkanów, bo osoba mająca ich najwięcej straci tyle punktów, ile tych wulkanów posiada na kafelkach.

Wszystko dla Małego Księcia

Dorośli są naprawdę bardzo dziwni.
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę

Tytuł jest naprawdę wredny i posiada olbrzymią dawkę negatywnej interakcji. Szczerze? Nie wydaje mi się, że to gra rodzinna czy przeznaczona dla dzieci. Niby dlaczego? A bo dlatego, że wredota momentami sięga zenitu. Gracze wskazują kto ma teraz swoją kolej, no i teraz możemy tak wskazywać, że jeden z graczy nigdy, ale to przenigdy nie będzie rozpoczynał partii. Innym przejawem negatywnej interakcji jest fakt, że możemy sterować tak wybieraniem, aby jeden z graczy miał najgorzej. Ma Króla i różę? No to doprowadźmy do tego, by miał 3 kwiaty. Ktoś ma za dużo wulkanów? No to niech ma jeszcze więcej – a co! Upewnijmy się, że ma ich dużo, abyśmy nie tracili punktów. Dwa baobaby na planecie? Niech ma trzeci, przecież mu się te punkty nie przydadzą. Stwierdzenie, że momentami rozgrywka przybiera chamski obrót jest dość delikatne.

No i teraz zastanówmy się… Czy gra o podkładaniu świni, która jest bardzo nikczemna, a negatywna interakcja jest nieodłącznym elementem przebiegu partii jest godna Małego Księcia? Przecież książka opowiadała o przyjaźni, o zwalczaniu samotności, o poświęceniu, itp. Przykro mi, ale ja nie czuję tutaj ducha wspomnianej powieści. Naprawdę, czy Mały Książę chciałby oceniać planetę, która zebrała tak dobre noty, bo ktoś brał udział w wyścigu szczurów i szedł po trupach do celu? Sorry, ale chyba nie.

Poza tym do gry nie mam większych zastrzeżeń. Skalowalność została rozwiązana w prosty, ale skuteczny sposób: poprzez odrzucenie płytek z każdego stosiku, aby pasowało do liczby graczy. Poprzez różne permutacje tych kafelków mamy różnorodne układy, które zdecydowanie zwiększają regrywalność. Dynamizm tej pozycji jest dość wysoki, czasem chwilę dłużej musimy pomyśleć jaki kafelek jest dla nas opłacalny, ale takie momenty zdarzają się rzadko.

Mechanika sama w sobie jest dość zrównoważona, mimo piętna negatywnej interakcji. Nie miałem okazji grać z młodszymi, więc może w ich przypadku inaczej wygląda rozgrywka. W każdym razie mechanika polega na kalkulacji i poniesieniu ryzyka. Nawet jeżeli nie dostaniemy oczekiwaną liczbę punktów, bo ktoś podłożył nam trzeci baobab, to może mamy w zanadrzu geografa punktującego za kafelek bez wulkanu. Nie ma też jakoś mocno punktującej postaci, wszystko opiera się na prostym przewidywaniu, z którym musimy ponieść czasem jakieś konsekwencje. Najczęściej nie ma bardzo bezpiecznego wyboru, jeżeli jest upragniony element, który poszukujemy to obok niego występuje wulkan, czy baobab albo jest go w małej liczbie. A wiedz, że reszta graczy dobrze wykorzysta ten fakt.

Kto ma najlepszą planetę?

Jedynie dzieci wiedzą, czego szukają. Poświęcają czas lalce z szyfonu, która nabiera dla nich wielkiego znaczenia, i płaczą, gdy się im ją odbierze.
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę

Mechanicznie gra Mały Książę: Stwórz mi planetę to bardzo ciekawa pozycja. Szata graficzna oryginalnie wzięta z książek dodaje jej tylko uroku. Nie mniej aspekt sporej negatywnej interakcji naprawdę nie pasuje do tego tytułu.

Plusy:

  • rysunki wzięte bezpośrednio od Antoine’a de Saint-Exupéry’ego
  • pudełko zaprojektowane tak, aby każdy rodzaj kafelka miał swoją przegrodę
  • wytrzymałe elementy; tor punktacji na tyle opakowania
  • ciekawa, kalkulacyjna mechanika z elementami zarządzania ryzykiem
  • dobrze zrealizowana skalowalność i regrywalność
  • dynamiczna rozgrywka

Minusy:

  • bardzo negatywna interakcja, która nie pasuje mi do Małego Księcia

Informacje o grze

[bgg id=134453]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.