Skip to main content

Get bit! Deluxe – Pirat bez ręki ani nogi

Get bit! Deluxe to – jak łatwo się domyśleć po nazwie – lepsze wydanie gry Get bit!. Fabuła jest prosta jak budowa cepa: grupa piratów po zatopieniu statku wpada do morza. Brzeg nie jest tak daleko, ale rekin pływający w pobliżu tej grupki jest już problemem. I wiecie co? Tymi piratami jesteście wy.

Kto ma ręce niechaj pływa

Pudełko to całkiem ładna puszka. Okładka to tak naprawdę nadrukowany rysunek na wieku z odpowiednimi wypukleniami. Przedstawia ona scenę “pościgu” rekina, który ma chrapkę na dwójkę piratów. Ta ilustracja zdradza pewną rzecz: owi piraci to tak naprawdę ludziki wzorowane na klockach LEGO. Przed pierwszą rozgrywką należy odpowiednio te figurki obkleić, radzę na wzór użyć talii przypisanej do koloru pirata.

Jak pewno się już domyśliliście każdy gracz wybiera kolor figurki i bierze odpowiednio karty przypisane do niej. W zależności od liczby graczy jakieś numery będą usuwane, ale jak nie muszą to mamy 7 kolejno ponumerowanych kart. Losowo ustalamy kolejność piratów i ustawiamy ich w jednym szeregu, zaś na końcu umieszczamy rekina. Wszyscy gracze równocześnie wybierają kartę, gdy każdy zdecydował się jaką zagra, są one odkrywanie. Gracz, który zagrał najniższą wartość przemieszczany jest na początek rzędu, potem następny, itp., ale osoby, które zagrały tę samą liczbę nie poruszają swojego pirata. Po tym czym figurka, która jest przed rekinem traci jedną kończynę (przy czym ten krok pomija się w pierwszej rundzie), przesuwana jest na sam przód, a gracz posiadający tego pirata odzyskuje wszystkie zagrane karty. Również odzyskuje się karty gdy zostały komuś dwie na ręce. Jeżeli postać straciła ręce i nogi (czyli 4 razy użarł ją rekin), to gracz odpada z gry. Gra się kończy, gdy zostaną dwie figurki, osoba będąca na początku szeregu wygrywa.

A rekin tuż za nami

Ta gra to gniot. Po prostu gniot. Najzwyklejszy na świecie gniot. Najpewniej twórca tej pozycji bawiąc się klockami LEGO pomyślał “ale zarąbista byłaby z tego giera”. Dorzucił jakieś karty, rekina i na prędko wymyślił zasady. Tylko z tym tytułem jest taki problem jak Exploding Kittens. Mam świadomość, że to jest słaba produkcja, że jest mocno niedoskonała, ale i tak ją lubię.

I tak naprawdę tutaj recenzję mógłbym zakończyć, bo ciężko mi będzie pisać cokolwiek po tym oświadczeniu ;). OK. Zacznijmy może od kwestii grywalności. Możemy kalkulować kto jakie ma karty, zastanawiać się nad scenariuszami i ewentualnymi przyszłymi wydarzeniami, ale to nie ma kompletnie sensu. Wszystko i tak zależy od szczęścia, więc nawet kiedy przewidzieliśmy, że dobrze jest zagrać taką, a nie inną kartę, to i tak któryś przeciwnik może zagrać wartość z którą zremisujemy. No i rekin coś nam zeżre. Z pozoru wada, czyż nie? No, ale właśnie to powoduje wśród graczy salwę śmiechu. I tak naprawdę nikt nie przejmuje się kto wygrał, bo przecież ta gra to tylko taka zabawka, gadżet.

Dodatkowo zwycięzcą rzadko kiedy jest osoba, która zachowała wszystkie kończyny, skoro wygrywa osoba, która jest na początku w momencie gdy odpadnie trzeci gracz. I to może być różnie, bo przecież pierwszą osobą podczas, gdy zostają dwie figurki, to ta, której ugryziono figurkę w poprzedniej rundzie. Ale jak wspomniałem – nikt nie przejmuje się kto wygrał, bo chodzi o sam fun i pośmianie się podczas zabawy.

Jednak muszę oddać cwaniactwo, które zrobiło Mayday Games. I nie mówię tu o stworzeniu ludzików wzorowanych na LEGO, aby przyciągnąć do gry. Podobnie jak Exploding Kittens, ta pozycja pojawiła się dzięki platformie Kickstarter. W pudełku znajdziemy dwa zestawy kart, których nie uwzględnia spis zawartości dostępny w instrukcji. Pierwszy wygląda jak zestaw dla dodatkowego gracza, który ma “skórkę” pandy. Drugi przedstawia jakąś kość z delfinem. Otóż doczytałem, że są to promki, które zostały dodawane do wersji kickstarterowej. Haczyk polega na tym, że nie ma dodatkowej figurki i kości do tej dodatkowej zawartości. Ale można je dokupić ;). To i tak lepiej niż osoby, które wspierały grę, bo oni dostali figurkę, naklejki i kość, ale bez kart ;).

Zachciało się być piratem, co nie?

Tak jak napisałem: z tą grą mam jak z Exploding Kittens, ciężko mi coś pozytywnego o niej powiedzieć, a jednak mi się podoba i gram ;). Potraktujcie ten tytuł raczej jako ciekawostkę, jako jakiś gadżet, zabawkę, czy coś w tym stylu. Jak wspomniane Exploding Kittens przypadnie do gustu, to ta pozycja również. I podobnie jak w recenzji tamtego tytułu, tak i w tej podaruje wypisywanie plusów i minusów ;).

get.bit.001
Aperture: 4.5Camera: Canon EOS 600DIso: 500Orientation: 1
« 1 z 18 »

Informacje o grze

[bgg id=30539]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.