Skip to main content

Dice Masters – Green Arrow skumany z Deathstrokem przeciw Batmanowi i Jokerowi

Kiedy wciągnąłem się na dobre w HeroClixy stwierdziłem, że nie mam czasu i kasy bawić się w inne gry kolekcjonerskie. O Dice Masters słyszałem dużo wcześniej, ale nie interesował mnie ten tytuł z powodu mojej nieznajomości Marvela, potem został rozszerzany przez jeszcze mniej mi znane uniwersa. Jednak kiedy usłyszałem, że wyszła wersja z Justice League stwierdziłem, że kupię dla próby i… to był mój błąd.

Na początku była kostka

Dice Masters to gra kościana wydana przez WizKids, a stworzona przez Mike’a Elliotta (Tak, ten od Kamienia Gromu) oraz Erica M. Langa (tak, tego od Chaosu w Starym Świecie). Podobnie jak wspomniany HeroClix, tak w tej grze uświadczymy kilka uniwersów (np. Avengers, X-Men, Dungeon & Dragons, Yu-Gi-Oh i wspomniany przeze mnie Justice League) z których możemy prowadzić naszych bohaterów. Również jest to gra kolekcjonerska, każdy booster zawiera dwie karty i przypisane do nich kości. Karta ma swoją częstość występowania (common, uncommon, rare i super-rare), więc dwie takie same postacie mogą inaczej działać (rozróżnia się je po słowie kluczowym).

Niezależnie od tego jakim zestawem gramy, zasady są niezmienne. Aby zacząć przygodę z tą grą warto zaopatrzyć się w zestaw startowy – dostarcza wszystko co jest potrzebne do rozgrywek na dwie osoby: kostki sidekicków i bohaterów, przydzielone do postaci karty, akcje oraz woreczki. Ostatni element nie jest wykonany zbyt imponująco – wyglądają jak zwykły zmiętolony papier – ale wbrew pozorom jest wystarczająco trwały. Pewno po dłuższym używaniu przetrzemy jeden z nich, więc warto znaleźć od razu jakiś substytut. Karty posiadają bardzo ładne ilustracje – od moich znajomych usłyszałem, że Justice League ma jedne z lepszych – jednak z wykonaniem nie jest tak różowo. Są one dość cienkie, więc warto od razu zaopatrzyć się w koszulki. W sumie tak naprawdę w starterze brakuje jednego elementu. W zasadach na którejś stronie jest pokazany wygląd maty. Mamy wybór: albo skserować te strony albo znaleźć w Internecie obrazek i wydrukować. Od biedy można grać na macie z instrukcji (jak ja :D), ale nie jest to zbyt imponujące, a na dodatek nie ma wtedy planszy dla drugiej osoby.

Na początku wybieramy liczbę kart bohaterów, których będziemy prowadzić, kości na kartę oraz kart akcji. Jeżeli jest to nasza pierwsza rozgrywka polecam odpowiednio: 2 postacie, 2 kości i 1 karta akcji. Na początku W woreczku umieszczamy 8 kości sidekicków. Na początku swojej tury wyciągamy 4, rzucamy nimi i możemy dowolną liczbę przerzucić. Jeżeli nie ma 4 kości w worku, to wyciągamy ile mamy, wrzucamy wszystko z “used pile” i dociągamy ile trzeba (przypomina wam to coś? Tak, podobny mechanizm jest w grach typu deck-building, dlatego Dice Masters to gra dice building). Na kości może wypaść symbol energii (maska, pięść, tarcza, piorun lub znak zapytania [czyli dowolny symbol]) albo symbol postaci. Za energię kupujemy nowe kości (czy bohatera czy akcji). Na karcie postaci jest symbol, który oznacza, że musimy wydać co najmniej jeden typ tej energii oraz liczba, czyli ile energii w ogóle trzeba wydać. Zakupione i użyte kości wędrują do “used pile”, a wystawione do “Field”. Na koniec możemy przesunąć dowolną liczbę kostek do “attack zone”. Kostka ma jeszcze dodatkowe dwie statystyki, czyli obronę i atak. Poza tym jakaś postać posiada jakąś zdolność, np. nie może być blokowany przez sidekicka. Na nasz atak przeciwnik może odpowiedzieć wystawiając z Fielda kości, które będą nas blokować. Jeżeli wartość obrony kości przeciwnika jest większa niż nasz atak, nasza kość trafia do “K.O.”, a rywala wraca do Fielda, w przeciwnym przypadku – odwrotnie. Równe wartości oznaczają, że obie kości przenosimy do “K.O.” (będziemy dodatkowo nimi rzucać). Niezablokowane atakują zadając graczowi jakieś obrażenia. Jeżeli któryś z uczestników zabawy zadał ich 20, wygrywa – w innym wypadku następuje tura przeciwnika.

Dalej, Batmanie!

Mnogość uniwersów zdecydowanie wychodzi to na plus tej grze. Podobnie jak Heroclixowi ;). Po prostu każdy może zbierać kostki z wybranego przez siebie setu. Nie interesuje cię Yu-Gi-Oh? No to nie będziesz go kupował. Z drugiej strony osoba chcąca mieć wszystkie sety z konkretnego uniwersum – jak na razie rozbudowany jest jedynie Marvel, ale pewno DC też będzie gonić go – to musi wydać duuuuużo pieniędzy by je uzbierać. Pomijam fakt, że jeżeli ktoś chce łączyć uniwersa (a co? Magneto, Blue Eyes White Dragon i John Constantine w jednej drużynie? Może być!) będzie jeszcze więcej płacił. A niska cena boostera (średnio 5zł) oraz startera (od 50 do 75 zł) kusi…

Dynamizm rozgrywki to piękno samo w sobie. Wyciągamy kostki, rzucamy, ustalamy co dalej. Wszystko trwa dość szybko i nie ma większych zastojów. Na pewno to jest silny atut tej pozycji.

Zestaw startowy w zupełności wystarczy, aby rozpocząć zabawę. Oczywiście jest to tylko zachęta do dalszego rozbudowania kolekcji. Nie mniej znam kilka osób, które na starterze skończyli zbieranie zestawów. Najczęściej jest tak, że im rzadsza karta, tym mocniejsza, ale rzadko kiedy może ona zaburzyć przebieg rozgrywki. Dlatego niezależnie czy grasz starterem czy zebranych zestawem kart, masz szanse na skopanie tyłka przeciwnikowi.

Tak naprawdę gra jest nastawiona na kombinowanie i łączenie umiejętności, więc ostatnie zdanie jest nieco nieprawdziwe. Owszem, szansa zawsze jest, nie mniej jeżeli drużyna przeciwnika będzie złożona z dobrych jednostek, które się zaziębiają, to ta szansa zostaje zmniejszona nawet kilkukrotnie. Odpowiednie połączenie mocy daje naprawdę niezły efekt. Przykładowo: Cheetah zadaje jedno dodatkowe obrażenie do wszystkich broniących się jednostek, Katana zwiększa atak dla wszystkich villainów w Fieldzie, a Black Manta +1 do obrony i ataku dla każdego aktywnego villaina. Jeżeli dodamy do tego Deathstroke’a, który zwiększa swoją siłę za każdego villaina w Fieldzie to mamy potężne kombo i siłę ataku nie do powstrzymania. A jeszcze niektóre karty akcji mogą modyfikować te statystyki. Gracz posiadający tylko starter będzie miał naprawdę duże problemy przeciw tak złożonej drużynie. Czy zrobienie drużyny złożonej z samych super-rare ma sens? Pewno jakiś ma, ale podany wyżej przeze mnie przykład to głównie common i uncommon, na łatwo dostępnych i powszechnych postaciach też można wiele uzyskać

Mimo aspektu kombinacyjnego i strategicznego często gra przybiera formę wyścigu kto szybciej zada ostateczny cios. O ile, co może wasz zaskoczyć, gra nie jest mocno losowa, ale w końcowym aspekcie, gdzie każdy przeciwnik ma taką samą szansę na wygraną, bo musi wyciągnąć odpowiedni zestaw, to już tylko szczęście i los dominuje.

Kości zostały rzucone

Dice Masters to pod wieloma względami bardzo ciekawy system, który może śmiało konkurować z Magic The Gathering. Kilka drobnych wad jest drażniących, ale na dłuższą metę nie dostrzegamy ich w późniejszych rozgrywkach

Plusy:

dość niskie koszty startera i boostera
przyswajalne, proste zasady
bardzo mocny nacisk na aspekt kombinacyjny
dynamizm rozgrywki
miła szata graficzna bazująca na kartach komiksu (przynajmniej Justice League)

Minusy:

średnia jakość kart
kiepskie woreczki, brak maty, słabe pudełko w starterze
losowy aspekt w końcowej fazie rozgrywki

Solomon Grundy
Solomon Grundy
« 1 z 10 »

Informacje o grze

[bgg id=25290]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.