Skip to main content

Szeryf z Nottingham – Celnik na wygnaniu

Po­wiedz mi, a za­pomnę. Po­każ mi, a za­pamiętam. Pozwól mi zro­bić, a zrozumiem. 
Konfucjusz

Książę Jan to pazerny brat miłościwie nam panującego króla Ryszarda Lwie Serce. Anglia odczuła po kieszeni podatki i konfiskatę własności. Robin Hood nie mogąc znieść tego jak jest gnębiony naród, założył bandę w lesie Sherwood, którzy rabują bogatych i rozdają biednym. Przy okazji doprowadzają do białej gorączki Szeryfa z Nottingham. A teraz, drogi czytelniku, mając na uwadze tę wzmiankę pomyśl o czym może być gra zatytułowana Szeryf z Nottingham. Brawo, zgadłeś! O przemytnikach.

Trud kupca z Nottingham

Jeżeli chcesz kochać świat, zba­wiać go i kar­mić, to wspa­niale. Lecz naj­pierw po­kochaj i na­karm siebie. 
Stuart Wilde

Dobrze przeczytaliście. W sumie nie do końca o przemytnikach, a dokładniej o kupcach przewodzących towary do Nottingham, którzy przechodzą inspekcję celną. I teraz jaki koleś jak ja, który lubi legendy angielskie, czytający o takich postaciach jak król Artur, Ivanhoe czy Robin Hood kupuje takiego Szeryfa z Nottingham i dowiaduje się, że gra jest o przemytnikach. Może się nieco zdenerwować. Dlaczego gra nie nazywa się Przemytnik, Straż Graniczna, Inspektor, Celnik czy jakoś tak? Po kiego grzyba nawiązuje do słynnej postaci z angielskiej legendy, skoro nie ma ona nic z tym wspólnego? To tak jakbym nazwał grę Robinson Crusoe i opowiadała o budowaniu miasta. Jeszcze rozumiem jakby to był nośny temat, ale ile na świecie jest fanów Robin Hooda, których można przyciągnąć do planszówek, bo jakaś gra w nazwie ma postać z opowieści o tym bohaterze? No naprawdę jak pierwszy raz słyszałem o tym tytule to myślałem, że to gra kooperacyjna i jako banda Robin Hooda będziemy chcieli pokazać Szeryfowi, kto tu rządzi. Kiedy dowiedziałem się, że tak nie jest, to kolejnym pomysłem była gra rywalizacyjna, w której każdy poluje na tego banitę w celu zgarnięcia nagrody. Wyprowadzono mnie z błędu i szczęka mi opadła. I długo nie chciała się podnieść. No serio, kto wpadł na ten idiotyczny pomysł?

Uff… Dobra, trochę mnie poniosło. Skoro już ochłonąłem i powiedziałem co myślę o tytule gry czas zająć się sferą wizualną tej pozycji. Na okładce jakiś grubas – tak, to tytułowy Szeryf – siedzi przy stole i pokazuje dekret podpisany przez księcia Jana, w tle widzimy pełno worków – pewno skonfiskowane towary. Wszystko opatrzone dość interesującą, nieco kreskówkową, szatą graficzną. Elementy to głównie karty, ale poza nimi w pudle są żetony monety, planszetki, worki oraz pionek Szeryfa. Postacie na planszetkach są przedstawione dość zabawne, od razu z ich wyrazu twarzy bije uczciwość :-). Ta przerysowana karykatura uwydatniająca cechy charakteru pewno spodoba się fanom lekkiego podejścia do gry. Na kartach mamy różne produkty, które będziemy przewozić do miasta – te już nie są utrzymane w tej stylistyce, liczyłem, że jabłka będą prawie wysuszone, a te nielegalne towary pokazane jako coś najlepszego na świecie. Nie mniej jednak przynajmniej w ten sposób jest czytelne co przewozimy. I tutaj pewna chwila zadumy: w polskiej edycji wszędzie – poza okładką – widzimy napis Sheriff of Nottingham. Na kartach, woreczkach i wyprasce jest angielski tytuł, a jedyne co trzeba spolszczyć to instrukcja, parę słów na planszetce i nazwę towaru. Dlaczego zajęło to wydawnictwu REBEL z 8 czy 9 miesięcy? Nie wiadomo. Elementów może nie ma za dużo, ale wszystko dobrej jakości. Ciekawostką jest wypraska, która jest swego rodzaju organizerem oraz card holderem, jednak mogłaby być ona trójdzielna, bowiem jedna komora jest nadmiarowa. Drobny, aż ważny szczegół: w moim egzemplarzu monety o wartości 5 są w dwóch odcieniach: jeden bardziej srebrzysty, a drugi bardziej podobny do miedziaków wartych 1. Inna sprawa to planszetki: z dwóch stron mamy to samo, szkoda, że nie wpadli na pomysł z wyborem płci.

A jak się w to gra? Zasady to dosłownie kilka minut tłumaczenia. Wszyscy gracze dostają po 6 kart, 50 monet oraz wybierają kolor – dostają w tym kolorze planszetkę i worek. Na każdy stos odrzutów – bowiem w tym tytule są dwa – odkłada się po pięć kart. W danej turze jedna osoba jest szeryfem, pozostali to kupcy. Na początku można wymienić karty, odkładamy do pięciu towaru i możemy pozyskać tyle samo jawnie z dowolnego stosu (możemy nawet mieszać) lub w ciemno. Przy czym co najmniej jedną kartę musimy wziąć jawnie, a jak zaczniemy brać w ciemno, to wszystkie musimy tak wziąć. Następnie do 5 kart towarów wkładamy do woreczka i przekazujemy Szeryfowi. I tu zaczyna się najlepsza część zabawy, musimy zadeklarować co mamy w woreczku. Deklaracja ma 3 zasady: liczba zadeklarowanych kart musi być faktyczną liczbą jaką włożyliśmy, musi jeden typ towaru i w dodatku musi to być towar legalny, np. 3 sery. Szeryf może przepytywać, sugerować nieuczciwość, namawiać do zapłaty, a kupiec może oferować dobra na straganie, pieniądze, przyszłe dobra (często pojawia się tekst: jak mnie nie sprawdzisz, to ja ciebie też nie), jednym słowem: negocjują. Szeryf może przyjąć ofertę i nie sprawdza przemytnika lub ją odrzucić i otwiera woreczek. To drugie może skończyć się na dwa sposoby. Jeżeli kupiec mówił prawdę, to Szeryf płaci mu tyle złota ile jest wypisane na czerwonym tle na każdym towarze. Jeżeli zaś to przemytnik kłamał musi on zapłacić za każdy niedeklarowany towar grzywnę, analogicznie jak w przykładzie przytoczonym przed chwilą. Po tym karty trafiają w odpowiednie miejsce na straganie, każdy dobiera do sześciu kart, następna osoba zostaje Szeryfem i zabawa toczy się dalej, aż każdy 2 razy (3 w przypadku gry trzyosobowej) była Szeryfem. Zliczamy punkty za nasze towary (liczba na złotej monecie), aktualnie posiadane monety i ewentualny tytuł króla lub królowej (pierwsze lub drugie miejsce za największą liczbę posiadanych dóbr każdego rodzaju, wartość tej nagrody jest wpisana na planszetce). Oczywiście wygrywa osoba mająca ich najwięcej.

Handel pod okiem szeryfa

Boi się pro­wadzić ryd­wan ten, kto się na nim nie zna. 
Horacy

Szeryf z Nottingham to bardzo zabawna gra. W pierwszych partiach pewno ludzie nieśmiało będą kłamać, a Szeryf już nawet za propozycję monety lub dwóch przepuszcza graczy, ale potem… oj jak się wkręci tę grę to już nie ma wyjścia. Właśnie wtedy propozycja jednej czy dwóch monet to takie podpuszczenie, żeby sprawdził. Będziemy często się kłócić, prowokować swoim zachowaniem, dobrze kłamać, oferować inne dobra, kalkulować jak wyjść na inwestycji jak najlepiej i przewozić całe wory kontrabandy. Gra ewoluuje wraz graczem. Jeżeli będziemy ciągle na tym samym poziomie, nie rozwiniemy blefu, gry aktorskiej oraz nie wypróbujemy nowych sztuczek, to gracze będą wiedzieć co chcemy ugrać.

Właśnie ta rozmowa z Szeryfem dla każdego jest zabawna. No, może poza samym przepytywanym, ale jeszcze zależy od podejścia gracza. Wychodzą z tego bardzo humorystyczne sytuacje, które – jak to humor sytuacyjny – śmieszą raczej samych zainteresowanych. Luźny styl rozmowy sprzyja krętactwu, więc skonfundowany Szeryf nie do końca będzie wiedzieć jak się ma zachować. Sztywny sposób negocjacji dodaje powagi i raczej nie będzie zainteresowany on zawartością woreczka. Z kolei od razu rzucenie propozycją łapówki może nas zdradzić, że mamy coś na sumieniu. Dlatego chyba najbezpieczniej jest obrócić wszystko w śmiech – Szeryf będzie rozbawiony, reszcie graczy humor się udzieli, a i może nam się upiecze, gdy wyjdziemy z kontroli bez szwanku.

Obserwowanie jak sobie radzi nasz oponent z Szeryfem ma też inną cechę: poznajemy sposób rozgrywki tych dwóch i jak będziemy Szeryfem możemy to wykorzystać. A na dodatek nie powoduje to nudy w czasie gdy reszta czeka na swoją kolej. Gra jest dość dynamiczna, ale inspekcja może czasem się przedłużyć, a ciężkie negocjacje męczyć, ale dlatego, że to ważna i czasem humorystyczna część gry wszyscy gracze zwracają uwagę co się dzieje i przez co nie zdążą nawet odczuć, że ta faza ich aktualnie nie dotyczy. Jedynie biedny Szeryf może lekko się wynudzić czekając jak kupcy zaczną zwozić swój towar do Nottingham. Z tego powodu widząc, że jedna osoba już jest gotowa, a reszta nawet nie zdążyła wymienić kart zaczynam wcześniej przepytywanie. Z powodu takiego, a nie innego sposobu gry gra jest dość dobrze skalowalna, poza tym pomysł, aby na trzy osoby każdy trzykrotnie był szeryfem nie powoduje zbyt nagłego zakończenia partii.

No, ale tak naprawdę na dłuższą metę ta gra męczy. Kiedy wypróbujemy  wszystkie sposoby przekupywania Szeryfa, kiedy już sytuacje już nie wzbudzają w nas śmiechu i kiedy czujemy schematyczność naszych działań, to każda rozgrywka staje się powtarzalna i monotonna. Niestety, regrywalność gry jest ograniczona zdolnościami blefu naszych towarzyszy. Później wszystko wygląda tak samo: wymieniamy, wkładamy coś do worka, gadamy z Szeryfem, kłamiemy albo i nie, przejdzie zawartość kontrolę albo i nie, płacimy lub dostajemy kasę. I tak w kółko. Bez jakiegoś dobrego dodatku rozwijającego tę mechanikę blefu nie liczę na większy sukces tego produktu (tak, piszę to mając świadomość, że to jest w Top 10 gier imprezowych na BGG), bowiem zainteresowanie spadnie, a będziemy obserwować jak rynek wtórny będzie tym tytułem zalewany. Już do ostatniej partii mnie przymuszono, więc na pewno na jakieś dwa miesiące ta pozycja pójdzie w odstawkę.

Dość drażniącym elementem jest też losowość. Czasem wiele zależy od tego, co mamy na ręce, co jest na odrzutach i widzimisię Szeryfa. Przykład? Przed całą grę nie miałem żadnej kontrabandy na ręce, nie chciałem brać jawnie, bo Szeryf by mnie sprawdził. Generalnie podczas inspekcji mnie olewano, czasem starałem się dać monetę czy dwie, aby podpuścić gościa i coś zarobić. No nic, nie wychodziło, tylko traciłem kasę. Wreszcie, dobrałem 4 czerwone karty, no to jak nic od razu wrzuciłem je, bo to ostatnia runda była. Szeryf postanowił wszystkich przepuścić, a mnie sprawdził zanim nawet zdążyłem powiedzieć co tam jest. To oczywiście skrajny przykład, który wystąpił w jakieś 5-6 partii, ale czasem tak się dobierze karty, że nic z tego nie da się sensownie zrobić. Mechanika nie punktuje również za uczciwość. Każdy, z którym grałem i chciał grać bez kontrabandy nigdy nie wygrał, zdarzało się, że nawet został przymuszony do przemycania nielegalnych towarów i na tym nie wyszedł wcale dobrze. Wniosek z tej gry: uczciwy ma gorzej.

Mając na uwadze ostatnie zdanie przejdę do ciekawego spostrzeżenia. Według pudełka recenzowana pozycja jest przeznaczona dla osób od 14 roku życia. Ale, chwila, jak to? No tak, jest tak napisane i tyle. Pomyślałem sobie: no, przecież nie ma nic trudnego w tej grze: wymieniasz, wrzucać do woreczka towary i negocjujesz. Potem zaświeciła mi się w głowie lampka. Przecież maluchy jeszcze nie umieją kłamać, a co to za frajda uczyć dziecka nieuczciwości i łgania. W dodatku nie ma zabawy w nakryciu na przemycaniu takiego dzieciaka. Pomijam też aspekt liczenia punktów, które ostatecznym rozrachunku mogą być w granicy od 150-250, czasem nawet dla dorosłego ich policzenie to małe wyzwanie.

To gdzie jest ten Robin Hood?

Ma­my zna­ne wiado­me. Rzeczy, o których wiemy, że je wiemy. Wiemy również, że is­tnieją zna­ne niewiado­me. In­ny­mi słowy, wiemy, że są pew­ne rzeczy, których nie wiemy. Ale są również niez­na­ne niewiado­me – ta­kie, o których nie wiemy, że ich nie wiemy. 
Donald Rumsfeld

Kiedy już się przetrawi, że ta pozycja nie ma nic wspólnego z Robin Hoodem i poczuje się klimat przemycania towarów jest to ciekawa gra blefu. Zalecam ją dawkować powoli, bo dynamiczna i krótka partia zachęca do kolejnych rozgrywek, lecz to spowoduje zbyt szybkie znudzenie się tytułem.

Plusy:

  • bardzo dobra wypraska mająca dodatkową funkcję
  • ciekawy pomysł na mechanikę
  • zabawa się rozwija wraz “grą aktorską” innych współgraczy
  • generuje często zabawne sytuacje podczas negocjacji
  • wymaga bacznego obserwowania przeciwników: co wymieniają, co zbierają, jak się zachowują
  • z powyższego względu najlepiej często zmieniać nasz styl gry, by zdezorientować wroga
  • przyzwoita skalowalność, dobry czas gry i zachowany dynamizm rozgrywki

Minusy:

  • tytuł gry, kto wpadł na ten chory pomysł? Cały akapit na to poświęciłem, więc nie będę się powtarzał
  • drażniąca momentami losowość
  • dość kiepska regrywalność, po kilku partiach ta gra nie ma nic do zaoferowania
  • chcący grać uczciwie nigdy nie wygrywają
Okładka
Okładka
« 1 z 17 »

Dziękuję wydawnictwu REBEL za przekazanie egzemplarza do recenzji

Wydawnictwo REBEL

Informacje o grze

[bgg id=157969]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.