Skip to main content

Pierwsza krew – Gra ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle

Jadąc na zjAvę miałem nadzieję, że uda mi się rozegrać partię Gry ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle. Ta przydługa nazwa to polska wersja gry Pi mal Pflaumen, co na polskie oznacza pi razy śliwki, będący nawiązaniem do idiomu pi razy kciuk. Na polskie to jest bez sensu, bo u nas się mówi pi razy drzwi lub pi razy oko. Lucrum Games nie kombinowało na siłę z jakimś tytułem i wymyślono oryginalną nazwę dla tej karcianki. Nie ukrywam, że mi się spodobała, troszkę też żartując z niej i przyjmując ją z humorem.

W grze są owoce, w tym śliwki, liczba pi i pies. Trzy nie pasujące do siebie elementy. O co chodzi? W zależności od liczby graczy mamy określoną pulę kart I, II i III etapu. Grałem na trzy osoby, więc mieliśmy karty od 1 do 18. Rozdajemy wszystkie karty graczom. Zaczynając od pierwszego gracza każdy po kolei zagrywa kartę, a w kolejnych rundach rozpoczyna osoba, która w poprzedniej zagrała najwyższy numer. Następnie w kolejności wyłożonych kart gracze wybierają, którą kartę biorą przed siebie, ostatnia osoba dostaje śliwkę. Co karty robią? Na każdej są owoce, niektóre nie mają specjalnego efektu. Prawie każdą akcję należy wykonać od razu. Jedną z nich jest kradzież – zabieramy jedną kartę wyłożoną przed rywalem. Pies pozwala nam wziąć kartę psa, dopóki ona leży przed nami chroni nas przed kradzieżą. Liczba π pozwala nam wziąć trzy karty z π. Możemy taką zagrać w dowolnym momencie i podwyższa ona wynik zagranej karty o π. Jedyną akcją, którą nie trzeba wykonywać natychmiast to punktowanie. Niektóre karty dają punkty za zebrane sety: para tych samych owoców, pięć różnych, full, itp. Kiedy spełniamy warunek punktowania odkładamy te karty na bok i już nikt ich nie może ukraść. Wygrywa osoba mająca tych punktów najwięcej.

Możecie mnie nazwać fanbojem Lucrum Games, ale ich gry naprawdę mi się podobają. Powiedziałem Tomkowi, że najsłabszą grą jaką mają w katalogu to Intryganci, ale nadal to jest komplement. Jednak zmysł wydawania gier planszowych w tym wydawnictwie jest silny. Na trzy osoby gra jest jedynie rozgrzewką, bowiem nie mamy za dużo kombinacji. Po pierwsze osoba, która ma psa jest nietykalna, więc gracz zawsze kradnie od osoby, która mu została. Po drugie do wyboru mamy trzy karty, co jest niezbyt dużym polem do popisu. Oczywiście wcześniej zostaliśmy poinformowani, że partia dla trzech nie jest zbyt atrakcyjna. Nie mniej pokazała ona potencjał rozgrywki. Kombinujemy nad zbieraniem odpowiednich zestawów i staramy się, aby nikt ich nie ukradł. Każdy kolejny etap to trudniejsze sety do zebrania, ale dające więcej punktów. Przyjemna, szybka i kombinacyjna gierka. Sądzę, że Gra ze śliwką na okładce i liczbą pi w tle zostanie zapamiętana nie tylko ze względu na fakt, że posiada najdłuższy tytuł na polskim rynku gier planszowych, ale też ze względu na ciekawą rozgrywkę.

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.