Skip to main content

Mistfall – Przygoda i niebezpieczeństwa

Gry przygodowe mają to do siebie, że najczęściej są bardzo losowe, po prostu zawsze jest to ameritrashowa rozgrywka. Rzadko kiedy optymalizacja i planowanie ma coś wspólnego z grami przygodowymi. Błażej Kubacki tworząc Mistfalla udowodnił, że jednak można zrobić grę, w której jako grupa śmiałków będziemy przeżywać różne niesamowite spotkania, a rozgrywka ma ograniczoną losowość.

Witamy poszukiwaczy przygód

Grupa awanturników stojąca na jakiejś skale, dookoła śnieg, lód i w ogóle zimowa atmosfera – tak wygląda okładka do gry Mistfall. Sama ilustracja już zapowiada styl szaty graficznej, właśnie w takiej konwencji jest utrzymana oprawa. Rysunki zawsze są dopasowane do tego, co przedstawiają. Jeżeli mamy kartę z wilkorem, to mamy bardzo szczegółowy rysunek, zaś w przypadku szkieleta czy zombie to jest on nieco rozmazany, widać gnijące ciało i pasuje do typu przeciwnika. Cała szata graficzna przypadła mi mocno do gustu, jest bardzo specyficzna, ciekawa i miła do oka, a dodatkowo wpisuje się dobrze klimat w rozgrywki. Jedyne, co mnie trochę zawiodło graficzne, to mała różnorodność rysunków. W pudle mamy bardzo dużo elementów, głównie masę różnego rodzaju kart, ale też znaczniki, płytki bohaterów, kafle z lokacjami i żetony monet. Zawartość opakowania naprawdę robi wrażenie. Kiedy musiałem to wszystko posegregować to naprawdę nieco mi to zajęło.

Wyjaśnienie zasad w recenzji zajęłoby mi zbyt dużo czasu, a pewno sporo osób bym zniechęcił do tej gry, zatem ograniczę się do minimum. Osoby chętne do poznania większych szczegółów odwołuję do instrukcji. Przy okazji – spis zasad jest na moje napisany dobrze, ale drażni mała czcionka i masa tekstu. Każdy z nas prowadzi bohatera, a nasze przygody odbywają się wspólnie. Jest to gra kooperacyjna, gramy przeciw mechanice, więc wszyscy wygrywają lub przegrywają. Gra oferuje nam kilka scenariuszów, setup w zależności od wybranego nieco się różni. Wszyscy na początku mają karty podstawowe naszego awanturnika oraz startowe przedmioty. Na początku mamy fazę posiłków, jeżeli odbywa się jakieś spotkanie, to dochodzą nowi przeciwnicy. Następnie wyciągamy kartę czasu, przesuwa się znacznik na odpowiednim torze, dając nam mniej czasu na spełnienie warunków scenariusza. Potem możemy podróżować, czyli przemieścić się gdzieś do sąsiedniej lokacji. No i odbywamy fazę spotkania, jak wejdziemy do lokacji wyskakują na nas potwory rodzaju powiązanego z typem miejsca, gdzie będziemy się bić oraz czasem określone przez kartę spotkania, którą dobraliśmy. Ich liczba też jest zapisana na karcie, teraz zaczynając od osoby mającej najwyższy enemy focus każdy dostaje potwora i obniża enemy focus o połowę, te karty się rozdaje tak długo aż zostaną rozdane wszystkie stwory lub każdy ma enemy focus na 0. No i się bijemy. Zawsze na starcie mamy 5 kart na ręce, możemy zagrać jeden regular action (nawet z przedmiotów wyłożonych w hero area), nieskończenie wiele fast action oraz reflex. Możemy mieć atak bronią lub magią, potworowi zadajemy zawsze tyle udało nam się zebrać kart z ataku – obrona przeciwnika. Jeżeli go zabiliśmy dostajemy pieniądze. Za pieniądze możemy się ulepszać – w dowolnym momencie, w którym nie mamy 5 kart na ręce, za przyzwoleniem graczy, możemy dobrać za odpowiednią sumę jeden wybrany advanced feat z talii. Następnie atakują nas potwory za tyle, ile mają ataku, biorąc pod uwagę efekty ich zdolności, ewentualne rozwścieczenie., itp. Możemy zagrywać karty pozwalająca na obronę. Rany symbolizowane są przez utratę naszych kart – albo przenosimy z ręki na discard albo z discardu na burial pile (w dowolnej kombinacji). Jeżeli spełniliśmy warunki końca spotkania, to zabawa zaczyna się od początku. Oczywiście też możemy uciekać z walki, jeżeli okaże się za trudna (raczej w tych scenariuszach, które grałem nie zdarzało mi się). Scenariusz kończymy jeżeli spełniliśmy jego warunki końcowe – czyli najczęściej znaleźliśmy głównego złego i zakończyliśmy specjalne spotkanie przypisane do niego. Przegrana następuje głównie, jeżeli w którymś momencie dowolny gracz wszystkie swoje karty ma w burial pile.

Zimno, coraz zimnej

Jak wcześniej wspomniałem, Mistfallowi bliżej do gry stylu europejskiego niż do typowej przygodówki. Wynika to głównie z faktu, że gra jest nastawiona na optymalizację ruchów. Podróż jest opcjonalną fazą, w dodatku możemy wydać jedną monetę, aby podejrzeć dowolny sąsiadujący kafelek z lokacją, którą się znajdujemy. Ustalamy sami kolejność bohaterów. Jesteśmy świadomi swojej talii, praktycznie w dowolnym momencie możemy rozszerzać talię przez zakup dodatkowej karty. Jeżeli otrzymujemy rany, to wybieramy skąd i jakie karty tracimy, podobnie jest z odzyskiwaniem. Jedynym momentem tasowania jakiś kart to setup, a potem już nic nie trzeba tasować. Na pewno to odróżnia od innych podobnych tytułów. A czy to zabija ducha przygody? No, właśnie nie! Czuć napierające na nas stwory, czuć, że aktualnie działamy w jakiejś świętej misji, czuć, że rozwijamy bohatera.

Gra pod względem klimatu jest naprawdę dobra, ale dodatkowo stworzony świat jest inny niż typowe fantasy. Nie bardzo się wczytywałem w historię postaci oraz świata, która jest opisana na połowie podręcznika przygód, bo skupiałem się na zrecenzowaniu tytułu – ale na pewno to nadrobię po otrzymaniu polskiej edycji gry. Klasy postaci są już interesujące: kobieta-kleryk, barbarzyńca-kobieta, mag mrozu, typowy mag, łotrzyk, tarczownik oraz magiczny łucznik. Ostatnia postać jest według mnie najciekawsza, może zdziałać sporo czyszcząc obszar walki jednemu z graczy. Poza tym trochę boli, że zdolności postaci są dość podobne, głównie przez stwierdzenie, żeby odłożyć kartę z discardu z jakimś słowem kluczowym na wierzch talii do dobierania. Jednak zdecydowanie się różnią przez fast action, reflex oraz regular action. Przydałoby się jednak na kartach więcej flavor textu, co by tylko podkreślało klimat.

Gra przypomina mi trochę Pathfindera. Życie za pomocą kart, szukanie jakiegoś złego, klimat fantasy, kooperacja, ograniczony czas na spełnienie zadania. Tak, pewne podobieństwa pewno są. Tylko dla mnie Pathfinder to jedna z najnudniejszych gier w jaką grałem, nie czułem, że coś się dzieje, nie wiedziałem jak moje działanie posuwa akcję do przodu, a złe rzuty powodowały zbliżanie się do przegranej. Mając konkretny scenariusz w Mistfallu odpowiednio musimy spełnić jakieś zadanie, aby posunąć akcję do przodu. Oczywiście zależy to jeszcze od konkretnej przygody, ale przeważnie tak jest. A przegrana jest winną złej organizacji lub braku współpracy z resztą drużyny, więc nie mogę mówić, że kości mi nie sprzyjały.

Regrywalność? Ło Jezu. Kilka scenariuszy, różne postacie, rozkład przeciwników, startowa ręka, ułożenie krainy, losowane spotkania przy lokacji. No jest tego nieco. Skalowalność? Właściwie większość rzeczy – chociażby napotkane potwory, czy siła głównego przeciwnika – jest zależna od liczby graczy, więc na moje jest ona przemyślana.

Mistfall jest dość średnio-zaawansowana, planszowi świeżacy raczej sobie z nią nie poradzą. Po pierwsze, przebicie się przez prawie 20 stron instrukcji i zapoznanie się z przygodami może zniechęcić nowicjuszy. Poza tym, to gra mocno kalkulacyjna – tak wiem, podkreślam to po raz czwarty, ale muszę to robić, bo gra przygodowa kojarzy się w 90% przypadków z Talismanem, Wiedźminem, Kupcami i Korsarzami, czy Horrorem w Arkham. Tutaj losowość jest ograniczona do minimum i będziemy musieli decydować często co jest dla nas lepsze, jakie karty odrzucać, jaki atak wykonać, w którą stronę się poruszyć, itp. Po trzecie, jest masa ikonek w grze, co też nie zachęca do poznania tytułu. Jeżeli jestem graczem, który lubi wyzwania, no to Mistfall jest dla ciebie. Na pewno karta pomocy gracza pomaga w zrozumieniu tego, co aktualnie się dzieje.

Trochę zawiodłem się, że po pokonaniu przeciwnika, okazuje się, że moja postać zaczyna z niczym następne przygody. Na szczęście jest system kampanii dostępny w dodatku Valskyrr. Nie miałem okazji z nim się zapoznać, ale myślę, że będzie osobna recenzja na te rozszerzenie.

Witaj, przygodo!

Mistfall jest bardzo ciekawą grą. Nie lubię sucharów, eurogier, tytułów optymalizacyjnych oraz podobnych tworów, ale Mistfall przypadł mi do gustu. Mimo zarysowanego klimatu eurogamer zagra ten tytuł, a mimo silnej kalkulacji ameritrashowiec usiądzie do partii. Na polskie wydanie tej gry Games Factory Publishing za pomocą platformy Wspieram.to zbiera fundusze, masz mało czasu, bo jakieś 24 godziny. Jeżeli ktoś wie, że podstawowe przygody go znudzą można kupić w pakiecie również dodatek. Wsparłem, więc raczej się nie zawiodę.

Plusy:

  • klimat przygody
  • gra daje sporą swobodę w wyborze kart do odrzutu czy kolejności graczy
  • rozgrywka jest nastawiona na optymalizację postaci
  • gracze muszą współpracować ze sobą, aby nikt nie zginął
  • dobra regrywalność i skalowalność
  • wiele przygód dających nam nowe wrażenia
  • rozwijanie postaci za pomocą nowych kart

Minusy:

  • system kampanii dopiero w dodatku
  • mała czcionka w instrukcji
  • mało różnorodnych ilustracji
  • to nie jest typowa gra przygodowa, kalkulacje i masa ikonek mogą zniechęcić miłośników gatunku

Polska edycja gry możliwa do wsparcia na portalu Wspieram.to!

Okładka
Okładka
« 1 z 28 »

Dziękuję wydawnictwu Games Factory Publishing za przekazanie egzemplarza do recenzji

gfp

Informacje o grze

[bgg id=168274]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.