Skip to main content

Mamma Mia! – Bitwa o pizzę

– Może być pizza? Z mikrofalówki?
Kiwnąłem głową. Pewnie dobrze mi zrobi. Był to jeden z tych prawdziwych włoskich przysmaków z supersamu, zawierających nawet włos kucharza.
Colin Bateman, Rozwiedź Jacka

Pizza to praktycznie, obok kebaba i hamburgera, tradycyjne polskie danie obiadowe ;). Jako, że spotkania planszówkowe są w Pizzerii Światłownia, to co najmniej raz w tygodniu delektuje się tym niesamowitym pokarmem. Pamiętam jak swego czasu byłem we Włoszech i jadłem na obiad domową pizzę robioną przez prawdziwego Włocha – a nie tę amerykańską podróbę serwowaną przez większość restauracji oferujących te danie – cienkie chrupiące ciasto, masa ziół, żadnych sosów. No właśnie, niebo w gębie… Ale kulinarne podróże PowerMilka to zdecydowanie nie temat dzisiejszego tekstu. Dzisiaj będziemy robić pizzę w grze Mamma Mia!.

Mistrz Pizzy

-Jesteś już ubrany. I…
-Pewnie. Zazwyczaj nie chodzę do pizzerii na golasa.
Barbara Baraldi, Pocałunek demona

Wersja, którą grałem to edycja jubileuszowa tej karcianki. Szczerze to nie wiem czy coś się zmieniło poza nową szatą graficzną. Okładka przedstawia kucharza przygotowującego pizzę. Wesoły Włoch, który po kuchni rzuca składnikami i pizzami – całkiem miły dla oka rysunek. W środku karty kelnerów przypisanych do konkretnego koloru oraz składniki: ananas, oliwki, jalapeño, pieczarki i pepperoni. Szata graficzna jest dość zabawna, nieco z humorem, ale ma ona tylko wartość informacyjną.

W zależności od liczby graczy usuwamy odpowiednią liczbę składników, każdy gracz wybiera kolor i odpowiednie bierze karty kelnera, następnie każdy dostaje po 6 kart i dobiera jedną kartę kelnera. Zaczynając od najgłodniejszego gracza każdy wykonuje swoją turę, polega ona na rzuceniu odpowiedniej liczby składników, przy czym musi być one tego samego rodzaju. Jeżeli sądzimy, że uda nam się wykonać pizzę, możemy poza tym rzucić zamówienie. Na nim znajduje się informacja jakie składniki należy posiadać, aby wykonać pizzę: zawsze będzie to składnik podstawowy (np. zielony gracz zawsze będzie miał jalapeño) oraz kilka innych, są też dość specjalne pizze: 3 składniki, których w piecu jest najmniej, 6 dowolnych składników tego samego rodzaju, 15 dowolnych, ale po wykonaniu czyścimy piec. Po zagraniu kart możemy dobrać albo z talii składników albo nowe zamówienia od kelnera (nie możemy mieszać). O co chodzi z tym piecem? Jest to stos kart na który rzucamy nasze zamówienia i składniki. Jeżeli po tym jak wyczerpie się stos kart do dobierania bierzemy piec, odwracamy go i segregujemy składniki. Jeżeli natrafimy na zamówienie, sprawdzamy czy spełniamy warunki, aby wykonać tę pizzę. Jeżeli nie, możemy dorzucić karty z ręki, jeżeli mimo tego nie udało nam się zrealizować zamówienia, to karta wraca na spód talii kelnera. W innym przypadku te zamówienie trafia przed nami jako punkt. Po rozpatrzeniu pieca mogą zostać w nim jakieś składniki, zostaną tam do następnej tury, więc warto pamiętać ile i czego tam jest. Osoba, która doprowadziła do końca rundy zaczyna, a karty dobiera się dopiero po swojej turze. Gra się kończy po trzecim rozpatrzeniu pieca – wygrywa osoba, która ma najwięcej pizz, w przypadku remisu osoba mająca najwięcej składników na ręce – lub gdy ktoś wykona wszystkie zamówienia.

Ej, ona miała być z pepperoni

Z niemal całą pizzą i pół litrem coli w żołądku czułam się bosko.(…)
– Co? – widząc zdziwione spojrzenie przyjaciół, o mało się nie udławiłam zbyt szybko połkniętym kęsem. Jake usilnie szukał czegoś pod stołem, a reszta uśmiechała się pod nosem.
– O co wam chodzi? – spytałam lekko poirytowana – I czego ten osioł tam szuka?
-Sprawdzam, gdzie schowałaś tą całą pizzę
Ewa Seno, Tatuaż z lilią

Niesamowicie proste, prawda? Rozgrywka już taka nie jest ;). Przede wszystkim Mamma Mia! to gra pamięciowa. Warto przekalkulować, obliczyć czy zapamiętać karty, które kładli nasi przeciwnicy, dzięki temu mamy większą szansę na wygraną. Możemy też przedwcześnie rzucić zamówienie wiedząc, że na ręce mamy składniki dopełniające je lub licząc, że dobierzemy je później. Osobiście staram się mocno szacować co ja mogę zrobić i co mi się opłaca. Nie mniej osoby grające na czuja lub nie bardzo wiedzące co robią trochę te moje obliczenia psują. W każdym razie w moim odczuciu ten element pamięciowy jest najciekawszy i to atut tego tytułu, wyróżniający go na obszarze innych gier.

Uporządkowane planowanie również może zaburzyć losowość. Na początku dobraliśmy zamówienie, które jest trudne do zrealizowana. Gracze na rękach kitrają nasz składnik podstawowy. Dobieramy niepasujące karty. Te czynniki będą występować dość często, wszakże gdzie są karty, tam i los. Kiedy dodamy, że Mamma Mia! to przecież prosty fillerek, właściwie imprezówka, a nie silne optymalizacyjne euro, gdzie brak losowości jest wskazany, okaże się, że raczej ta cecha nie będzie nam przeszkadzać.

Takim małym uszczerbkiem jest fakt, że gra jest dość słaba na dwie osoby. Wynika to z tego, że łatwo obliczyć kto, co kładł i nie ma ryzyka, że zamówienie nam się nie udało. Oczywiście zależy tutaj też od tego, co się dobierze, ale jednak gra ogranicza się do wyścigu. W zależności od liczby graczy ma się inne odczucia co do gry, im ich więcej, tym mniejsza kontrola nad piecem, ale też więcej zabawy. Inną, można rzecz, że wadą jest coś na wzór kuli śniegowej. Objawia się to w dwóch przypadkach. Jeżeli lepiej się ustawię na początku, najpewniej inni gracze będą mieli problem. Mam po pierwszym opróżnieniu pieca 3 pizze, a inni gracze po jednej, więc są dwie pizze za mną, wystarczy, że zrobię 1-2 w następnym rozdaniu i mnie nie dogonią.

Gra wywołuje sporo śmiechu i radości. Dość oczywiste jest, że tak skonstruowana karcianka będzie generować syndrom jeszcze jednej partii. Dwie lub trzy partie pod rząd to standard, potem – jeżeli ktoś gra dość umysłowo – raczej chce się odstawić ten tytuł. Ale nie mam nic przeciwko codziennemu graniu w ten tytuł. Regrywalność to cecha tego produktu, a dodatkowo rozgrywka jest bardzo dynamiczna, obliczam szybko co mogę zrobić i rzucam karty. Nie ma zastojów w czasie trwania tury. Zaskoczyło mnie, że to ta niepozorna pozycja, która mieści się w niewielkim pudełku da mi tyle zabawy. Nieco mnie śmieszy fakt, że po tym jak okaże się, że nam pizza nie wyjdzie taka jaka miała i dorzucamy surowe składniki. Wyobrażacie sobie taką sytuację w rzeczywistości? Wyjmują pizzę z pieca i potem kucharz sobie przypomni, nagle w głowie ma “ej no, miała być z pepperoni!” i dorzuca kiełbasę? :) Dość humorystyczna sytuacja, czyż nie?

Na chwilę zatrzymajmy się na osobie twórcy. Jak myślicie, kto jest autorem gry o robieniu pizzy? Jakiś Włoch? Ktoś, kto często robi imprezówki? Gra pamięciowa, więc może Reiner Knizia? Nie, nikt z nich – tę grę stworzył nikt inny jak Uwe Rosenberg. Tak, ten sam Uwe, co zrobił Agricolę, Le Havre, Kawernę czy Ora et Labora. Nie mniej jednak ten projektant jest znany z Fasolek czy Patchworka, które są nieco prostszymi grami i bliżej do wspomnianej Mamma Mia!.

Smacznego!

Pizza – Opakowanie jest kwadratowe. Pizza jest  okrągła. Kawałki trójkątne. Nic na tym świecie nie ma sensu.
Autor nieznany

Cóż mogę więcej rzecz? Mamma mia! jest dobrą grą, która przypadła mi niesamowicie do gustu. Owszem, tytuł ma parę niedociągnięć, które raczej można przyjąć z przymrużeniem oka.

Plusy:

  • dość proste zasady, ale ciekawa mechanika
  • całkiem przyjemnie wykonanie
  • generator salw śmiechu
  • gra posiada syndrom jeszcze jednej partii
  • mocno regrywalny tytuł
  • dynamiczna rozgrywka

Minusy:

  • kiepska skalowalność na dwie osoby
  • czasem losowość daje w kość
  • kula śniegowa
Okładka
Okładka
« 1 z 9 »

Informacje o grze

[bgg id=49]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.