Skip to main content

Exploding kittens – Niekontrolowane wybuchające kotki

Czy wy też jesteście podatni na środowisko? Czy jak wszyscy dookoła mówią, że gra jest kiepska, to jej nie ruszacie? Czy wasze przekonanie, że jakiś tytuł jest zły opiera się nie raz na opinii znajomych? Czy po nasłuchaniu się negatywnych wrażeń nie dajecie nawet szansy jakiejś planszówce? Ja tak mam. Więc słysząc jaką to bezsensowną karcianką jest gra o wybuchających kotkach, nawet nie zainteresowałem się nią. Okazało się, że kolega jest w posiadaniu tej pozycji, a nie mając aktualnie lepszych opcji usiadłem do rozgrywki i… a nie, o tym dalej ;).

Czas wybuchnąć!

Pudełko to dość charakterystyczne brązowe opakowanie, które nie ma na sobie jakichś wodotrysków: dużo napisów (gra karciana dla osób zainteresowanych kotkami i eksplozjami i laserami, a czasem też kozami) i kotek bawiący się granatem. Niby nic, ale zapowiada to absurdalny humor oraz styl graficzny. A właśnie, za ilustracje odpowiada niejaki Matthew Inman, czyli twórca dość znanego bloga Oatmeal, podejrzewam, że właśnie ta osoba przyciągnęła tak wiele osób do zbiórki na Kickstarterze. W środku mamy karty z całkiem zabawnymi ilustracjami. Tematyka? No nie bardzo jest, gra mogłaby być równie dobrze o wszystkim innym. Tak, wkurzam się jak ktoś tak pisze lub mówi, ale dlatego, że np. w takim Splendorze nie widzę lepszego wykorzystania tematu, ale w Exploding Kittens serio jest tak, że nic nie stoi na przeszkodzie, by tematem było cokolwiek.

Bierzemy talię, wyciągamy z niej karty defuse i explosion. Każdy dostaje po jednym defuse i 4 losowe karty, wrzucamy explosion równe liczbie graczy – 1 i wszystkie pozostałe defuse do talii. Grę zaczyna osoba o najbardziej charakterystycznej brodzie lub zapachu. W turze możemy zagrać dowolną liczbę kart i dobieramy kartę z talii. Niektóre karty mają jakiś efekt: podejrzenie trzech kart, pominięcie tury, zmuszenie następnego gracza do wykonania dwóch tur, przetasowania talii do dobierania, dowolny gracz musi ci dać wybraną przez siebie kartę, czy zanegowanie efektu karty zagranej przez gracza. Są też kotki, które nie mają specjalnego efektu: tacokot, kotobroda, kotoziemniak, kotomelon i kot rzygający tęczą, Jeżeli odrzucimy 2 karty z takim samym symbolem możemy od dowolnego gracza wziąć jedną kartę w ciemno, odrzucając trzy możemy zażądać od niego jakiejś karty podając jej nazwę. Po odrzucie pięciu różnych kart możemy zabrać dowolną kartę z odrzutów. Jeżeli dociągnęliśmy kartę eksplozji, a mamy na ręce defuse możemy tę kartę odrzucić i wrzucić gdziekolwiek tę eksplozję. Przypadku, gdy nie mamy defuse – odpadamy z gry, a eksplozja idzie na odrzuty. Wygrywa gracz, który jest w grze w momencie, gdy reszta wybuchła.

Będzie bombowo

No i co mam myśleć o tej grze? Jeżeli mam być szczery, to jest to dla mnie przyjemny, niewymagający myślenia, krótkotrwający filler. 15-20 minut i już. Naprawdę miło się spędzało czas przy tej karciance, a czasem nawet dwie lub trzy partie z rzędu z chęcią zagrałem. Mechanicznie gra nie powala, rysunki są charakterystyczne, więc nie każdy polubi, tematyka zerowa, humor niby jakiś jest. To co mnie przekonuje? No, jest zabawna, ale z tą grą jest trochę jak iKNOW. Wiem, że każdy “prawdziwy” gracz spaliłby mnie na stosie za to, że w ogóle spojrzałem na tę grę, no, ale nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego z taką chęcią siadam do rozgrywki.

Gra jest bardzo losowa, bo kwestia tego co mam na ręce i co dociągnie jest zupełnie przypadkowa. Mamy jakiś tam wpływ na grę, możemy pomijać naszą turę poprzez skip lub attack, możemy zdobyć kartę od przeciwnika, zanegować jego działanie czy wrzucić explosion w obliczone przez nas miejsce, ale to i tak wynika tylko ze szczęścia i że udało nam się dobrać takie karty. Nie mniej można nieco matematycznie do tego podejść, na przykład po trafieniu na eksplozję w grze dwuosobowej najbardziej logicznie jest ją położyć na dnie, bo więcej wybuchów nie ma, a liczyć będziemy na dobranie defuse’ów lub kradzieży dobrych akcji od gracza. A nawet zdarza się podejście psychologicznie, Aleris z TFOTB-a kradnąc komuś kartę stwierdził, że jedna jest odwrócona, to pewno defuse startowy, bo nie zwracaliśmy uwagi na jej orientację. I zgadł. Ale to są naprawdę niewielkie momenty panowania nad przypadkiem w tej pozycji.

Czy gra jest regrywalna? Jest tak losowa, że ciężko, aby nie była. Z pewnych względów tytuł bardzo przypomina mi Munchkina, no ta druga pozycja ma na pewno więcej różnorodnych kart niż Kotki, ale również los nas nie oszczędza i jak nie mamy karty, by się uchronić, to nic się nie poradzimy. Również bardziej polegamy na szczęściu niż strategii, którą przyjęliśmy. W sumie też zastanawiałem się nad jedną rzeczą: w teorii defuse pozwala na wrzucenie do talii dobranej karty. Nie widziałem żadnej innej sensownej sytuacji użycia tej zdolności jak na dociągnięcie wybuchu… Nawet chciałem zagrać dla trollingu na przykład, by wrzucić w środek See the future czy Shuffle, ale szkoda mi było tak dobrej karty jaką jest defuse. Zatem nie można było prościej napisać, że działa ona na explosion?

OK, ale niby mi się podoba, ale nie piszę nic sensownie pozytywnego o tej grze. Przecież ta pozycja to jeden z największych rekordów w historii zbiórki Kickstarterowej. Twórcy chcieli 10 tysięcy, a dostali 10 milionów. Wsparło ten projekt blisko 220 tysięcy osób. Jest zbiórka znajdująca się na najwyższym miejscu w kategorii gier (w tym gier elektronicznych). Co ona w sobie ma? No właśnie, kurde, nic. Nie wiem, nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego ta gra mi się podoba i z chęcią do niej siadam. No, myślę, że nie ma sensu dalej pisać ;).

Eksplozja na życzenie

Exploding kittens to jest ten typ gry, który zdecydowanie nie przypada mi do gustu. Nic w niej nie ma, co by mnie przyciągnęło. Mechanika to totalny random, grafika całkiem zabawna, cena to jakiś żart (ok. 80zł, ale w Polsce raczej niedostępna, a na pewno nie wersja z miauczącym pudełkiem), ale nie trzeba mnie namawiać bym usiadł do partii. Generalnie to pewno oznacza, że jestem jakoś chory na umyśle, bo nikt przy zdrowych zmysłach by nie przystąpił do gry. Mega mocno losowa i każualowa gierka, a z chęcią w nią gram. CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE DO CHOLERY?! :).

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.