Skip to main content

Dust Tactics – Historia, jakiej nie znamy

Graliście w Wolfenstein: New order? No, ja nie, ale widziałem trochę jak się w to gra. Niemcy wygrali wojnę, dzięki jakimś tajemniczym artefaktom, posiedli technologię nie z tej ziemi. Wybudowali psy-roboty, maszyny kroczące, a nawet kolonię na księżycu. W Bloodrayne, gdzie do II wojny światowej zaangażowano wampiry, również występuje ciekawy motyw z maszynami kroczącymi. Natomiast nie-elektronicznej grze Dust Tactics poznamy bardzo interesującą alternatywną wersję historii.

Świat pogrążony w wojnie

Mamy rok 1947, II wojna światowa rozpoczęta przez Japonię agresją na Chiny nadal trwa. Odkrycie dziwnego minerału pozwoliło nazistom na stworzenie nowych maszyn mordu, które na półwyspie helskim zostały dostrzeżone przez polskich zwiadowców. Alianci informację dostarczoną przez Polaków zignorowali. Maszyny kroczące, bo to jest nowa broń stworzona przez niemieckich naukowców, przyczyniły się do zajęcia Stalingradu i rozgromienia wojsk ZSRR. Oficerowie Państw Osi wspólnie stwierdzili, że należy wyeliminować Hitlera, co nastąpiło podczas udanej operacji Walkiria. Właśnie fabuła przyczyniła się do chęci zapoznania się z tym systemem. Dust Tactics jest jednym z kilku produktów osadzonych w uniwersum nazywanym DUST.

Dust Tactics to hybryda gry planszowej i bitewnej. Zestaw podstawowy to podstawowe armie ze stron konfliktu, co całkowicie wystarczy do toczenia rozgrywek, ale można rozszerzać swoją kolekcję o kolejne modele. Niepomalowane figurki już robią dobre wrażenie, po dokładnym przyjrzeniu się możemy dostrzec detale każdego modelu. Mechy to wielkie niezbyt ociosane roboty, ale nie tracą w żaden sposób na szczegółowości, nie mniej kiedy sobie zobaczymy jak wyglądał słynny niemiecki czołg Tygrys, to taki nieociosany blok pasuje do mecha. Kilka modeli – szczególności maszyny kroczące – posiadają ruchome elementy. Do recenzji został udostępniony zestaw Marines aliantów, niemiecki Wehrmacht oraz Najemnicy (a właściwie Najemniczki, bo w tej “armii” są same kobiety). W środku mamy matę będący polem naszej bitwy, kilka płytek imitujących drzewa, uszkodzone budynki i inne elementy planszy, są też trójwymiarowe zasłony przeciwpancerne i skrzynki z amunicją. Każda jednostka posiada swoją kartę statystyk: pancerz, szybkość, zasięg broni i ewentualne zdolności. Każda strona też posiada ogromny zestaw mini-kostek ;).

Nie chcę was zanudzić zasadami, więc powiem, że sposób przygotowania potyczki jest opisany w instrukcji. Nie spodziewałem się, że ta gra zajmie tyle miejsca, więc lekko się zaskoczyłem kiedy po rozłożeniu maty już prawie nie miałem miejsca na stole. Możemy postępować według scenariusza lub rozegrać pojedynczą bitwę na swoich zasadach. Przy tym pierwszym oczywiście wygrywa osoba spełniająca warunek wygranej misji. Jako, że w testach nie grałem rozgrywki związane z kampanią, to opiszę tę grę pod kątem luźnych bitew. Wygrana polega na wyeliminowaniu wszystkich jednostek przeciwnika. Rzucamy trzema kośćmi, osoba, która ma najwięcej znaczników frakcyjnych (w przypadku remisu ważne są celowniki i tarczki) wybiera gracza rozpoczynającego. W swojej rundzie możemy aktywować tylko oddział i wykonać jedną z trzech akcji: marsz (czyli poruszenie się o dwukrotność ruchu), ruch i atak (najpierw się ruszamy, potem strzelamy lub na odwrót) lub atak mierzony. I tu ważne jest kim i kogo atakujemy, bo zależności od atakowanego oddziału patrzymy na klasę pancerza oraz na podstawie broni. z której atakujemy może wyjść inna liczba kości. Rzucamy nimi i za każdy symbol frakcji dokonaliśmy trafienia. Teraz przeciwnik się broni: każda tarczka to anulowanie ataku (w przypadku piechoty jeszcze symbol frakcji), ale dochodzą jeszcze do tego modyfikatory za chowanie się, itp. Atak mierzony polega na tym, że przerzucamy nasze pudła. Po aktywacji naszego oddziału, przeciwnik aktywuje swoją. Aktywowaliśmy wszystkie jednostki? No to rzut na inicjatywę, i tak do końca gry.

Walcz albo giń

Myślę. że wzgląd estetyczny jest na tyle silny i logiczny, że nie muszę za dużo o nim mówić. Choć fabuła jest interesująca, to tak naprawdę nie ma ona wpływu na przebieg rozgrywki. No niby mamy maszyny kroczące, ale to jedyny element, który wyróżnia się na tle innych.

Reguły nie są, wbrew pozorom, jakoś skomplikowane. Postanowiłem opisać (i tak pobieżnie) podstawy o co w tym chodzi. Instrukcja jest całkiem dobrze napisana i mam nadzieję, że nowa polska edycja poprawi niewielkie jej niedociągnięcia. Tak naprawdę wybranemu oddziałowi dajemy jedną z trzech akcji, więc załapanie jak to działa przychodzi naprawdę szybko.

Gra ma pewne podłoże taktyczne, co pewno się domyśliłeś drogi Czytelniku po słowie tactics w tytule. Mając jedną z trzech akcji (właściwie jest ich więcej, ale uprościłem, bo i tak głównie się z nich korzysta) to niby jaka to może być taktyka? No głównie ryzyko czy chcemy wystawić swoje jednostki czy jednak wolimy kryć się i zmusić przeciwnika, aby do nas podszedł. Strategiczne planowanie jest związane również z używaniem zdolności, budowaniem drużyny czy podpięciu bohatera do sensownego oddziału. Jednostki zestawu startowego są tak stworzone, że najlepiej użyć wszystkich figurek. Nie mniej jeżeli będziemy rozszerzać nasze wojsko, na pewno wykażemy się też zmysłem strategicznym tworząc armię, która zmiażdży przeciwnika. Kiedy wróg atakuje nasz oddział i jego członkowie giną, również musimy zastanowić się kogo ściągamy. Kiedy to jest jedna figurka, to nie ma znaczenia, ale kiedy jest to cały “pluton” i tylko część z nich poległa, to mamy decyzję kto zginął. Różne figurki mają różne statystyki, więc znów taktyka, kogo zostawimy na dalszy plan.

Mimo wszystko powiedzenie naszego planu, nie ważne jaki by był, jest zależne od kostek. Spora losowość może mocno przeszkadzać. Jednym rzutem została wyczyszczona połowa oddziału, bo przeciwnik miał dobry rzut, a my nie obroniliśmy się, bo szczęście nam nie sprzyjało. Regrywalność? Kilka scenariuszy, różne jednostki i armie oraz kilka dróg do wygranej. Całkiem spora, jednak rozbudowa kolekcji da najpewniej większe pole do popisu. W swoich testach grałem jedynie na dwie osoby, więc na temat skalowalności nie mogę się wypowiedzieć. Mam wrażenie, że rozgrywka może przypominać Neuroshimę Hex!, dobrze chodzi na 2 osoby lub sojusz 2×2, a partia typu “każdy na każdego” prowadzi do kingmakingu.

Walka na kilku frontach

Dust Tactics to ciekawa odmiana gry bitewno-planszowej. Mechaniką nieco nawiązuje do Descenta czy Imperium atakuje, lecz nie ma tu motywu mastera oraz zasady wydają się prostsze. Jestem pewny, że to będzie dobra alternatywa dla wielu bitewniaków oraz gier kolekcjonerskich.

Plusy:

  • naprawdę proste zasady
  • szczegółowość i różnorodność figurek
  • duża regrywalność
  • podłoże taktycznie i strategiczne
  • zdolności jednostek i wielorakie ich zastosowanie

Minusy:

  • dość często wiele zależy od rzutu kością, na moje za często

KAMPANIA NA UFUNDOWANIE POLSKIEJ WERSJI TEJ GRY TRWA NA PLATFORMIE WSPIERAM.TO!

Dust.tactics.002
Dust.tactics.001
« 1 z 43 »

Dziękuję sklepowi WarFactory za przekazanie egzemplarza do recenzji

Informacje o grze

[bgg id=101786]

PowerMilk

Swoją przygodę z planszówkami zacząłem od Jungle Speed, Spadamy! i podobnych gier każualowych. Im więcej zagłębiałem się w gry planszowe, tym bardziej byłem nimi zainteresowany. Poza tym lubię musicale (ale ciężka muzyka rockowa też mi nie obca), seriale i filmy.